Aniela Tułodziecka – matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego

Aniela Tułodziecka – matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego

Opublikowany w Ulicznik poznański Tagi ,,,,

Kierowniczka i przywódczyni           

„Warta” nad Wartą    

Aniela Tułodziecka to pierwsza z grona matek chrzestnych Powstania Wielkopolskiego, które stworzyły w pruskim Poznaniu wielką „mafijną” familię. Rodzinę opartą na wzajemnej lojalności, trosce o najsłabszych, miłości do ojczyzny i dumie z bycia Polkami i Polakami.

Przez 27 lat stała na czele głównej organizacji zajmującej się opieką, edukacją i wychowaniem dzieci, które nie tylko uchroniła przed wynarodowieniem, ale wychowała na gorących patriotów. To właśnie jej podopieczni jako pierwsi, 27 grudnia 1918 roku, wyszli na poznańskie ulice i dokonali tego, co wydawało się niewykonalne. Obalili pruskie panowanie w Wielkopolsce.

Ta niezwykła organizacja, której przewodziła Tułodziecka, nazywała się całkiem niewinnie ‒ Towarzystwo Przyjaciół Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta”. Okoliczności jej powstania tak wspominała jedna z założycielek:

Na wiosnę roku 1894 obchodziła stolica Wielkopolski setną rocznicę powstania Kościuszkowskiego. W myśl hasła Naczelnika narodu „Oświata ludu dokona cudu” postanowiło grono pań poznańskich uczcić rocznicę przez rozdanie kilkuset patryotycznych książeczek pomiędzy ubogie dzieci Poznania. Młodzież zgłosiła się tłumnie, lecz przy rozdawaniu tychże okazało się niestety, iż większa część tych naszych dzieci polskich nie umiała czytać w języku ojczystym! 

Kierowniczką i przywódczynią tej organizacji została drobna kobieta o cichym głosie, prowadząca dotąd wraz z siostrą zakład krawiecki. Nie zamierzała iść drogą Kościuszki, nie­ chciała szlachetnego zrywu, pięknych haseł i… spektakularnej klęski. Pragnęła, by każdy dzień był kolejnym maleńkim krokiem do zbudowania wolnej Polski ‒ tak małym, że nie zauważą go zaborcze władze, a równocześnie tak stanowczym, że nie sposób będzie się już cofnąć.

Wykorzystała luki w pruskich przepisach ograniczających aktywność polskich organizacji i niedopuszczających do powstawaniu nowych. Wyjątek pozostawiono dla towarzystw gimnastycznych i sportowych podnoszących sprawność przyszłego rekruta, po wtóre dla stowarzyszeń zajmujących się dokształcaniem i doskonaleniem zawodowym dorosłych, zwiększających wydajność pracowników, wreszcie dla organizacji filantropijnych zastępujących rząd we wspieraniu najsłabszych. Zaborcze państwo akceptowało także inicjatywy zajmujące się pozaszkolną opieką nad dziećmi, zwłaszcza tymi z ubogich rodzin robotniczych, pozbawionymi właściwej opieki rodzicielskiej, które stanowiły utrapienie władz policyjnych.

Publicznie głoszone cele stowarzyszenia związane były z tą ostatnią, opiekuńczą, aktywnością, jednak znacznie ważniejsza była równoległa działalność nielegalna. Warcianki zorganizowały bowiem tajną polską szkołę, w której prowadziły systematyczne zajęcia lekcyjne. Odbywały się one w prywatnych mieszkaniach, a cykl kształcenia podzielony był na trzy etapy. Na pierwszym uczono czytania i pisania z elementarza; na średnim dzieci doskonaliły czytanie, a także uczyły się gramatyki i ortografii; na wyższym zaś omawiano podręczniki oraz lektury dotyczące historii Polski, literatury ojczystej czy geografii ziem polskich. W salkach spotkań uczono ponadto robótek ręcznych, prowadzono zajęcia sprawnościowe, a co najważniejsze ‒ zawsze rozmawiano po polsku.

Na wszystkich etapach kształcenia uczono wierszy i pieśni patriotycznych oraz zasad higieny, by poprawić zdrowotność polskiego społeczeństwa. Zdrowie dzieci i młodzieży z biednych dzielnic miasta było wielką troską Tułodzieckiej i jej współpracowniczek. Organizowały dla nich dożywianie oraz zajęcia świetlicowe, dbając, by uczniowie jak najmniej czasu spędzali w ciemnych, zawilgoconych izbach. Warcianki apelowały:

Dbajmy więc o zdrowie fizyczne dla dziatwy naszej. Wydobądźmy ją z dusznych izb sklepowych, do których słońce nie zagląda, z ciemnych, niezdrowych podwórek. Utwórzmy miejsca, na których dziatwa swobodnie będzie mogła hasać, zaczerpnąć świeżego powietrza, skąpać się w ożywczych promieniach życiodajnego słońca. Stwórzmy stałe ogródki dla dzieci. 

Ich działania były inspiracją dla powstania w Poznaniu ogródków jordanowskich, ale także ogródków działkowych dla dzieci. Na niewielkich spłachetkach ziemi mali mieszkańcy Wildy, Chwaliszewa czy Śródki samodzielnie uprawiali warzywa, a przede wszystkim aktywnie spędzali czas na świeżym powietrzu. 

Niezależne i samorządne

Stowarzyszenie Przyjaciółek, kierowane przez Tułodziecką, dbało zarazem o podnoszenie poziomu własnych kadr. Nauczycielki kształcone były przez Sekcję Pedagogiczną, dla której pozyskano odpowiednich wykładowców i lektury. Imponujące wrażenie robi sieć biblioteczna „Warty”, bowiem w dwunastu placówkach zgromadzono ponad 20 tysięcy książek.

Czujność władz pruskich usypiał fakt, że w „Warcie” działały wyłącznie kobiety. Stowarzyszenie pań pragnących opiekować się dziećmi jawiło się jako doskonały i niezagrażający niczemu sposób „ukierunkowania” przyrodzonej i naturalnej kobiecej aktywności. Policji wydawało się natomiast, że samotne kobiety będą dość łatwe do utrzymania w ryzach poprzez groźby i zakazy administracyjne.

 [W marcu 1894 roku] otrzymało od policyi około 50 pań zakaz uczenia polskiego i to pod karą 100 marek albo 3 dni więzienia, które z czasem na 5 zamieniono.

W poczuciu bezpieczeństwa utwierdzał władze fakt, że „Warta” nie była organizacją patronacką. Kobiety świadomie zrezygnowały z przyjęcia opieki możnych patronów – bogatych ziemian czy przedstawicieli Kościoła katolickiego. Z perspektywy władz pruskich kobiety nieposiadające zaplecza finansowego i politycznego nie mogły stanowić realnego zagrożenia. Zwłaszcza, że ich niezależność spotykała się z krytyką nawet ze strony społeczeństwa polskiego.

Nie szczędzono nam wówczas, przeważnie bardzo młodym, uwag i docinków – wspominała jedna z organizatorek stowarzyszenia – A zwłaszcza brano nam za złe, że postanowiłyśmy się rządzić same, bez męskiego patrona czy kuratora. Była to rzeczywiście nowość w stosunkach naszych.  

Ta samodzielność nie wzbudzała również entuzjazmu Kościoła. Biskup Florian Stablewski, gratulując organizacji osiągnięć, wskazywał tylko te legalne (prowadzenie schroniska), a proboszczowie zabraniali warciańskiej młodzieży śpiewania pieśni narodowych w świątyniach. Kościół chciał bowiem zostać patronem „Warty”, jednak jej kierowniczka wolała trudną wolność od wygodnej protekcji.

Przekonałyśmy się bowiem, że uwzględniając rozmaite wymagania księży, straciłybyśmy swobodę działania (ster przeszedłby w ich ręce, a na to żadną miarą nie przystaniemy).

Poznańska prasa zarzucała warciankom ‒ uczestniczącym w wiecach, organizującym manifestacje, tworzącym związki zawodowe, walczącym o prawa kobiet ‒ że są socjalistkami. Wątek ten jest często podchwytywany przez współczesne organizacje feministyczne, szukające w aktywistkach sprzed stulecia swoich ideowych antenatek. Należy jednak pamiętać, że działalność poznańskich emancypantek wyrastała ze społecznej nauki Kościoła, a jednoznacznie dała temu wyraz siostra Anieli – Zofia Tułodziecka:

Socjalistką nie jestem i nigdy nie będę, bo zbyt drogie są mi ideały narodowe i religijne.

Ulica Anieli Tułodzieckiej w Poznaniu / Fot. Paulina Szarzyńska

Bohaterka

Władze policyjne w końcu dostrzegły, że lekceważone dotąd stowarzyszenie kobiet ma ogromny wpływ na wzrost poczucia świadomości i dumy narodowej wśród najmłodszych Polaków. Postanowiono podjąć radyklane działania zmierzające do ukrócenia ich działalności patriotycznej.

W 1907 roku policja pruska wtargnęła do sali Bazaru Poznańskiego, przerywając wystawiane po polsku jasełka. Na Tułodziecką nałożono wówczas karę w wysokości 30 marek. Kolejne grzywny otrzymywała za organizowanie obchodów powstania styczniowego, powstania listopadowego czy udział w strajku szkolnym.

Wreszcie w 1913 roku Tułodziecka ukarana została grzywną w wysokości 60 marek za prowadzenie odczytu dla polskich kobiet… w języku polskim. Tym razem odmówiła zapłaty. Karą zamienną było 12 dni aresztu więziennego. Pobyt na Młyńskiej miał upokorzyć i złamać kobietę, lecz tylko dopełnił jej legendę. Tułodziecka stała się bohaterką, wzorem do naśladowania, niezłomną patriotką. W poznańskiej prasie pisano wówczas o niej:

[…] za najniewinniejszą, a tak pożyteczną naukę […] w więzieniu pruskim cierpieć musiała sędziwa i znana Polka, jedna z najdzielniejszych niewiast polskich, która jest duszą licznych przedsięwzięć, instytucji i towarzystw polskich w mieście naszym i dlatego też pewnie na tym większą naraziła się niełaskę władz. Z drugiej strony wszakże pewną być może serdecznego hołdu, czci i wdzięczności ze strony całego społeczeństwa polskiego.

Gdy nadszedł termin zwolnienia, po osadzoną podjechała dorożka, a przed budynkami więziennymi zgromadziły się setki kobiet i dzieci wiwatujących na jej cześć, które zostały rozproszone przez policję. Okazało się jednak, że to wcale nie koniec tej patriotycznej manifestacji, której bohaterką stała się ta dzielna kobieta.

W pobliżu mieszkania p. Tułodzieckiej [przy ul. Ogrodowej] większe jeszcze zebrały się tłumy. Wiele było osób różnych stanów, tak kobiet, jak i mężczyzn, szczególnie zaś dziatwy […] Panią Anielę Tułodziecką zasypano kwiatami. Przed domem zanucono jakąś pieśń […] Owacje trwały aż do późnego wieczora.

Chrześniacy – powstańcy

Zachowawczy, zamożni, poznańscy mieszczanie krytykowali działalność warcianek, zarzucając im epatowanie „miłosierdziem patriotycznym”. Tułodziecka ripostowała:

[…] wyuczenie 850 dzieci rocznie czytania i pisania to przecież rzetelny trud, a nie chęć strojenia się w piórka patriotyczne.

Prawdziwe owoce tej działalności zobaczyła w dniach Powstania Wielkopolskiego, kiedy jej wychowankowie i wychowanki wyszli na ulice Poznania. Walczyli, by ich dzieci mogły się uczyć języka polskiego, religii i historii w polskiej szkole, a nie na tajnych, domowych kompletach. Współpracowniczka Tułodzieckiej – Klara Paczkowska – zanotowała rozmowę z jednym z podopiecznych, dla którego „Warta” była szkołą patriotyzmu.

[…] w grudniowych dniach powstania, gdy „warcianki” zorganizowały akcję wyżywienia dla czuwających na ulicach powstańców, podszedł do niej jeden z nich z karabinem i powiedział: Pani mnie nie poznaje? Przecież ja jestem diabłem z Jasełek. Pamięta Pani, jak nas Niemcy wyganiali z sali bazarowej, a teraz my ich z Poznania wygonimy.

Gdy Niemców „wygoniono”, to właśnie kadry pedagogiczne wykształcone przez lata działalności „Warty” stanowiły fundament, na którym budowano szkołę narodową w Poznańskim. Zbiory biblioteczne przekazano poznańskim szkołom, a sama Tułodziecka została inspektorem oświatowym. Towarzystwo ograniczyło się do prowadzenia działalności statutowej, czyli do zapewnienia opieki pozaszkolnej dla dzieci z ubogich rodzin. W 1927 roku – licząca 74 lata – Aniela Tułodziecka przekazała kierowanie młodszym kobietom.

Zmarła pięć lat później, a jej pogrzeb stał się okazją do wielkiej, patriotycznej manifestacji. Trumna, okryta biało-czerwonym sztandarem, tonęła w powodzi kwiatów. W kondukcie szły harcerki z drużyny noszącej jej imię. W 1933 roku rząd uhonorował ją orderem Polonia Restituta, a 9 kwietnia 1933 roku w Sali Białej Bazaru zorganizowano sesję poświęconą jej osobie. Dochody uzyskane ze zbiórki podczas tej wieczornicy wystarczyły na ufundowanie tablicy pamiątkowej, która umieszczona została na ścianie Cmentarza Zasłużonych Wielkopolan.

ŚP ANIELA TUŁODZIECKA

OFICER ORDERU „POLONIA RESTITUTA”

SŁUŻYŁA BOGU I OJCZYŹNIE

WALCZYŁA ZA CZASÓW NIEWOLI

O UTRZYMANIE TRADYCJI NARODOWEJ

O ZACHOWANIE JĘZYKA I ZIEMI OJCZYSTEJ

JAKO PRZEWODNICZĄCA „WARTY”

PRZEZ LAT 32 RATOWAŁA DUSZY

DZIECI POZNAŃSKICH OD ZNIEMCZENIA

OFIARNY TRUD JEJ ŻYCIA

NIECH BĘDZIE PRZYKŁADEM

DLA NASTEPNYCH POKOLEŃ

Minąć musiało prawie pół wieku, by przypomniano sobie o tej niezwykłej kobiecie. W 1974 roku Rada Miasta Poznania uczyniła ją patronką ulicy na Podolanach, dzięki czemu Aniela Tułodziecka mogła się znaleźć w gronie powstańczych bohaterów Ulicznika Poznańskiego.

Miejmy nadzieję, że ta wybitna matka chrzestna Powstania Wielkopolskiego zostanie na trwałe włączona do panteonu naszych bohaterów i bohaterek. Powinna zająć w nim poczesne miejsce nie ze względu na poprawność polityczną czy parytety, ale imponujące zasługi. To jej organizacja sprawiła przecież, że nieletni, ubodzy, poznańscy „zjadacze chleba” zamienieni zostali… nie, wcale nie w aniołów, ale w odważnych patriotów, którzy sprawili, że uwolniona Wielkopolska połączyła się z wolną Polską.

autor: Paweł Cieliczko

grafika: Agnieszka Zaprzalska 

zdjęcia: Paulina Szarzyńska 

Mecenasem projektu „Matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego” jest:

 

 

Komentarze