B jak Barańczak

B jak Barańczak

Opublikowany w Poznański alfabet literacki Tagi ,

W przeciwieństwie do wieszcza Adama, poeta Barańczak nie był w Poznaniu tylko przejazdem. Pochodził z porządnej poznańskiej rodziny, nie było w niej afer, tragicznych zdarzeń, tego co kształtuje nimb poety, ubolewał nad tym w wierszu Drobnomieszczańskie cnoty

Drobnomieszczańskie cnoty. Ja wiem, ja się ich wstydzę, 

od lat poniżej poziomu: co za blamaż, nie mieć w biografii 

ani jednego rozwodu, dewiacji, większego nałogu,

uracji psychiatrycznej, burzliwego romansu na boku,

pełnokrwistego podcięcia żył; jakieś szare gafy

zamiast tęczowych skandali, chandry trwające z tydzień,

 

zamiast żeby z szacunkiem szeptano: „B ma potworne

wielomiesięczne kryzysy” […]

 

Ja wiem, to nie materiał na mit, kult, legendę, […]

 

Najbardziej znanym członkiem rodziny Barańczaków jest jego starsza siostra – Małgorzata Musierowicz, autorka „Jeżycjady” – arcypoznańskiej sagi dla młodych czytelniczek. Tak wspominała ona młodszego brata i Poznań lat sześćdziesiątych: „Od dzieciństwa, kiedy to kupowano nam pierwsze bilety abonamentowe do Filharmonii, co piątek siadywałam z bratem na prawym balkonie Auli Uniwersyteckiej, ponad podium, skąd widać było świetnie nie tylko całą orkiestrę, lecz i twarz dyrygenta. […] Staś – mały chłopiec z grzywką w białym kołnierzyku – śledził w skupieniu rozłożone na pulpicie partytury, które zawsze przed koncertem kupował sobie lub pożyczał”. Sam Barańczak w wierszu Od Knasta wspomina z kolei cudowne wypieki najsłynniejszego poznańskiego cukiernika, który w czasach Polski Ludowej zachował dawny styl i jakość. Niedzielna wyprawa po słodkie do cukierni Knasta była dla niego pretekstem do rozważań nad przedwojennym fasonem i późniejszym soc-dobrobytem:

Tymi, którzy w niedzielę szli przez Rynek z Fary

do Knasta, nawet wtedy nie wolni, nie luźni,

przeciwnie wprasowani w biel koszul, w stary

szczękościsk srebrzystego lisa wokół szyi

żony […]

 

Po latach poeta zrozumiał, że pudełko z wykwintnym ciastem było kwestią formy, która pomagała im przejść przez świat, z jakim walczyć nie mieli siły i odwagi. W Poznaniu Staś Barańczak ukończył prestiżowe I Liceum Ogólnokształcące, polonistykę na UAM, został asystentem i adiunktem, napisał doktorat o twórczości Mirona Białoszewskiego, był kierownikiem literackim Teatru Ósmego Dnia, należał do grupy poetyckiej „Próby” i pisał wiersze, które uczyniły go filarem Nowej Fali. Był jednym z nielicznych poetów, u których wyrafinowany artyzm łączył się z niezłomną postawą moralną. Publicznie dał wyraz swoim przekonaniom podpisując „List 59” – protest przeciwko zmianom Konstytucji PRL oraz braku prawdziwej demokracji. W poznańskim kościele św. Marcina brał udział w głodówce na rzecz uwolnienia więźniów politycznych. W 1976 roku – jako jedyny spoza stolicy – znalazł się w gronie czternastu założycieli Komitetu Obrony Robotników, a gdy w 1977 roku w sfingowanym procesie o przekupstwo skazano go na rok więzienia w zawieszeniu, objęto zakazem publikacji i usunięto z uczelni, zaczął wykładać na podziemnym Uniwersytecie Latającym oraz organizował Towarzystwo Kursów Naukowych.

O sobie mówił, że jest przede wszystkim tłumaczem, a poetą tylko przygodnie.

W 1980 roku zaangażował się w działalność „Solidarności”, przywrócono go wówczas do pracy na UAM i wtedy właśnie otrzymał zaproszenie do objęcia profesury literatur słowiańskich na słynnym amerykańskim Uniwersytecie Harvarda. Poznańska poetka Teresa Tomsia zadedykowała mu wiersz Byłeś z nami:

„Wierzyliśmy w słuszną sprawę

 tak jak wielu z nas uczyłeś

poleciałeś za ocean

zanim to się wydarzyło

 

Skleciliśmy ci na drogę

dla otuchy taki refren:

 

Będziemy wciąż pisać wiersze

choćby

niszczyli nam pióra

choćby

zabrakło papieru

będziemy pisać na piórach 

 

Byłeś z nami

gdy poezją zakwitły ulice

Stachu Stachu

nie zapomnij o tym w Ameryce”.

 

Ulice poezją zakwitły podczas karnawału „Solidarności”, między sierpniem 1980 roku a grudniem 1981 roku. Barańczak był wtedy za oceanem, nie było go podczas najbardziej symbolicznego zdarzenia tych miesięcy – odsłonięcia pomnika Poznańskiego Czerwca w 25. rocznicę Czarnego Czwartku 1956 roku. O tej uroczystości pisał do niego Zbigniew Herbert: „Ludzie, oczywiście a właściwie zdumiewająco dzielni i opanowani (jeszcze). Czasem wzruszające uroczystości – jak ta dla upamiętnienia poznańskiego Czerwca. Byłeś na niej obecny duchem, czytano Twój wiersz i nazwisko z listy komitetu honorowego. Ja natomiast z opaską na rękawie spełniałem niewdzięczną funkcję porządkowego i odpędzałem pielgrzymów od Wałęsy”. Poznań pojawia się już w pierwszym jego tomiku wydanym na emigracji – Atlantyda. W tytułowym wierszu pisał:

byliśmy już wtedy przecież

– osiemnaście, dwadzieścia lat temu? Zresztą, to

obojętne

z kim, kiedy i czy naprawdę na rogu Libelta

i Placu

Młodej Gwardii – jak dwa cal po calu rozsuwające

się kontynenty.

 

Poznański krytyk literacki Ryszard K. Przybylski docenił to „unormalnienie” wygnania dokonane przez Barańczaka, który był pełen szacunku dla bohaterskich postaw poszczególnych ludzi, ale kwestionował zasadność mówienia w podobnych kategoriach o całym społeczeństwie, bo pomimo że jest to doskonała figura retoryczna, to zniekształca rzeczywistość. Barańczak publikował w poznańskim „Arkuszu”, redagował legendarny „Nurt”, pisał w drugoobiegowym „Zapisie” i reglamentowanym „Tygodniku Powszechnym”, a na emigracji w „Zeszytach Literackich”. O sobie mówił, że jest przede wszystkim tłumaczem, a poetą tylko przygodnie. Nagrodzony został jednak najważniejszymi polskimi laurami literackimi: Nagrodą Kościelskich (1972), Nagrodą im. Alfreda Jurzykowskiego (1998) Nagrodą PEN Clubu (1990), Nagrodą Miasta Poznania (1991), Nagrodą Poetycką Silesiusa (1997) oraz Nagrodą Literacką Nike (1999).

Poznań nadał mu za życia honorowe obywatelstwo i ustanowił pośmiertnie nagrodę literacką jego imienia – stypendium dla obiecującego twórcy.

Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w 5/2015 )

Ilustracja: Agnieszka Zaprzalska

Komentarze