Kobiety na cokołach

Kobiety na cokołach: Pożegnanie Marii

Kobiety na cokołach: Pożegnanie Marii

Tagi ,,

Pod koniec lat trzydziestych, za stawem w parku Marcinkowskiego, umieszczona została rzeźba, której bohaterką była kobieta – Pożegnanie Marii (zwana też Pożegnaniem Wacława z Marią).

Jej autorem był nie byle kto, bo sam prof. Stanisław Jagmin, od 1920 roku kierujący Wydziałem Rzeźby i Ceramiki w Szkole Sztuk Zdobniczych w Poznaniu, a w latach 1925-1936 dziekan Wydziału Ceramiki. Pochodziła ona z okresu, gdy jego twórczość zwróciła się ku klasycyzmowi i akademizmowi. Przedstawiała postać dziewczyny tulącej się do husarza, a dedykowana była Antoniemu Malczewskiemu, autorowi powieści poetyckiej „Maria”, którego nazwisko wyryte zostało zresztą na cokole.Czytaj dalej

Kobiety na cokołach: Dziewczynka z misiem.

Kobiety na cokołach: Dziewczynka z misiem.

Tagi ,,

Podczas wspomnianej w poprzednim poście drugiej edycji pleneru rzeźbiarskiego „Rataje-74” organizowanego w Osiedlowym Domu Kultury „Na Skarpie”, zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Młodych” wybrał nie tylko Pływaczkę Józefa Kopczyńskiego, ale także Dziewczynkę z misiem poznańskiej artystki Zofii Ulatowskiej Gosławskiej. Czytaj dalej

Kobiety na cokołach: Pływaczka

Kobiety na cokołach: Pływaczka

Tagi ,,

W poprzednim poście była mowa o Józefie Kopczyńskim, któremu córka – Magdalena Kopczyńska-Matusewicz – zadedykowała rzeźbę Tancerka.Warto przypomnieć, że sam Józef Kopczyński był także autorem rzeźby plenerowej przedstawiającej aktywną dziewczynę, którą przez dziesiątki lat podziwiać można było na poznańskich Ratajach.Czytaj dalej

Kobiety na cokołach: Tancerka ze Szkoły Baletowej

Kobiety na cokołach: Tancerka ze Szkoły Baletowej

Tagi ,,
 

Tancerka nie jest wcale ukazana w tańcu, ale stoi nieśmiało w jednym z barokowych krużganków Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa im. Olgi Sławskiej-Lipczyńskiej w Poznaniu w Poznaniu przy ul. Gołębiej. Rzeźba nie przedstawia profesjonalnej tancerki baletu, ale dojrzewającą dziewczynkę ubraną w obcisły strój, w którym powtarza monotonne ćwiczenia.

Autorce udało się uchwycić moment przejścia, kiedy mała dziewczynka przestaje być dzieckiem, a staje się kobietą, moment pomiędzy niewinnością a dorosłością. Intencja autorska wyraźnie widoczna była wcześniej, kiedy rzeźba eksponowana była w galeriach, gdy przed postacią adeptki baletu ustawiane było lustro. W obecnym miejscu postać dziewczyny nie potrzebuje już lustra, bo sama stała się lustrem, w którym przeglądają się uczennice poznańskiej szkoły.

Autorką rzeźby jest Małgorzata Kopczyńska-Matusewicz, a jej Tancerka pojawiła się na dziedzińcu szkoły baletowej 20 czerwca 2008 roku. Artystka zadedykowała swoje dzieło ojcu, profesorowi Józefowi Kopczyńskiemu z poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, dla którego zawsze szczególne znaczenie miały kwestie formalne dzieła sztuki.

Tekst: Paweł Cieliczko

 

Czytaj dalej

Kobiety na cokołach: Baletnica z Ogrodu Botanicznego

Kobiety na cokołach: Baletnica z Ogrodu Botanicznego

Tagi ,,

Poznański Ogród Botaniczny zachwyca mnogością niezwykłych roślin pochodzących z najdalszych zakątków świata. Tym, co najbardziej zapisuje się w pamięci większość odwiedzających, nie jest jednak żadna egzotyczna roślina, ale charakterystyczna rzeźba ogrodowa, przedstawiającą baletnicę w rozwiewanej przez wiatr i mieniącej się w słońcu ażurowej sukience.

Posąg baletnicy został zaprojektowany przez artystkę Małgorzatę Węcławską, absolwentkę poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Postać tancerki znajdująca się w ogrodzie francuskim, nie ma jednak w sobie nic z posągowości.

Baletnica w stroju „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego wygląda jakby zastygła w charakterystycznej pozie. Sprawia wrażenie najdelikatniejszej spośród znanych mi rzeźb, bo jej delikatną suknię tworzy rozpryskująca się woda.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Wikimedia / http://bit.ly/2GzlJcm

 

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Tagi ,,

Na poznańskim Starym Rynku, znajdują się trzy rzeźby przedstawiające kobiety, a wszystkie one zdobią rynkowe studzienki. Symbolem miasta jest najpopularniejsza spośród nich, przysadzista Bamberka. Bardzo znana jest filigranowa Prozerpina, porywana przez Plutona. Nikt prawie nie pamięta o pięknej Amfitrycie, małżonce potężnego boga mórz i oceanów – Posejdona.

Amfitryta to jedna z najsławniejszych nereid, córka Okeanosa i Tetydy. Nie była ona jedną spośród dziesiątek uroczych nimf, ale prawdziwą Królową Mórz. Posejdon starając się o jej rękę, nie ograniczył się do prośby złożonej jej ojcu, ale wysłał także delfina, by opowiedział Amfitrycie o cudach jego podwodnego królestwa. Po ślubie nie stała się potulną małżonką, grzecznie kroczącą za boskim mężem, ale równorzędną władczynią, świadczyły o tym jej atrybuty – diadem, berło oraz muszla w kształcie rogu. Była uosobieniem piękna morza i zazdrośnie strzegła tego tytułu, czemu wyraz dała przemieniając słynącą z urody nimfę Skyllę w morskiego potwora.

Fontannę Neptuna zrekonstruowano jako drugą (po fontannie Apolla) studzienkę na poznańskim Starym Rynku. Zlokalizowana została w południowo-zachodnim narożniku, gdzie przez stulecia funkcjonował targ rybny, a w 1613 roku pojawił się pierwszy posąg władcy mórz, dłuta Krzysztofa Redella. Nie wiadomo, kiedy go usunięto, ale wiadomo, że idea ich odtworzenia, pojawiła się w trakcie powojennej rewaloryzacji. Za punkt odniesienia przyjęto zachowaną fontannę Prozerpiny i przygotowano makietę, która sytuowała w podobny sposób pozostałe trzy. Do pomysłu powrócono na początku lat siedemdziesiątych, kiedy udało się przejść etap makiety i postawić zadaszone konstrukcje z rzeźbiarsko opracowanymi słupami.

Idea przerodziła się w rzeczywistość dopiero na początku XXI wieku. Towarzystwo Opieki nad Zabytkami, z inspiracji Miejskiego Konserwatora Zabytków Witolda Gałki, doprowadziło do tego, że w 2003 roku, u zbiegu ul. Szkolnej i Paderewskiego stanęła studzienka Neptuna. W centrum ośmiobocznej, licowanej piaskowcem cembrowiny znalazła się rzeźba przedstawiająca władcę mórz wraz z rodziną – żoną Amfitrytą oraz synem Trytonem. Tak naprawdę naga kobieta to jednak nie Amfitryta, fontanna bowiem nie przedstawia Posejdona ale Neptuna, stąd żona władcy mórz powinna także nosić swoje rzymskie imię – Salacja.

Pisząc o bogince z poznańskiej fontanny, wspomnieć warto o pomniku, któremu samodzielnie patronowała. Powstał on w Szczecinie, a jego twórcą był Reinhold Felderhoff, znany w Poznaniu z fontanny wojownika brandenburskiego, która stała przy obecnej al. Niepodległości. Jego szczeciński pomnik powstał w 1902 roku, był wyrzeźbiony z piaskowca, a nawiązywał do wersalskiej fontanny Apollina. Ukazana była na nim naga boginka, powożącą rydwanem w kształcie muszli, zaprzężonym w dwa rumaki, a raczej hippokampy, galopujące w stronę Odry. Fontanna zdobiła Szczecin do 1932 roku, kiedy została zdemontowana i przekazana miejscowemu muzeum miejskiemu. Formalnym powodem usunięcia była przebudowa tej części miasta i zmiana układu komunikacyjnego, który zakłócała. Nie mniej ważne było jednak poczucie moralności, postać nagiej kobiety eksponowana na miejskim placu budziła bowiem zgorszenie i protesty szczecińskich stróżów moralności.

Poznańska fontanna zaprojektowana została przez młodego artystę Marcina Sobczaka. Z jej powstaniem związana jest legenda miejska dotycząca – co ważne dla tej opowieści – właśnie żony Neptuna. Zleceniodawcy zamówili bowiem jedynie figurę przedstawiającą władcę mórz, rzeźbiarz jednak postanowił zachować dla potomności piękne oblicze swej narzeczonej i wykonał także rzeźbę morskiej bogini. W postaci Amfitryty artysta utrwalił pamięć o wielkim uczuciu do swojej ukochanej.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna

 

Kobiety na cokołach: Andromeda

Kobiety na cokołach: Andromeda

Tagi ,,

Poznańskie rzeźby pomnikowe honorujące mężczyzn, były formą publicznego docenienia ich jako potężnych władców, odważnych bohaterów czy świętych mężów. Zupełnie inaczej było z kobietami. Panie na cokołach stawiano bardzo rzadko, a jeśli już to następowało, pojawiały się na nich jako symbol miłości mężczyzny (Prozerpina i Amfitryna), wyraz szacunku mężczyzny (Higea) czy… reklama biznesu prowadzonego przez mężczyznę (Bamberka). Szerzej pisałem o tym w poprzednich wpisach poświęconym tym rzeźbom.

Znamienne jest, że wszystkie dotąd opisywane „kobiety na cokołach” nie pojawiały się w przestrzeni w formie samodzielnych pomników, ale jako piękne zwieńczenia miejskich studzienek oraz fontann. Nie inaczej będzie i w tym przypadku. Z kolejną kobietą związane są bowiem okoliczności powstania fontanny Perseusza i Andromedy. Tym razem nie była to jednak pracownica restauracji, kochanka czy narzeczona artysty, a nawet hrabina, ale sama… cesarzowa niemiecka.

Wiktoria Augusta nie zasłużyła sobie na wdzięczną pamięć poznaniaków swoimi sukcesami militarnymi, politycznymi, artystycznymi czy szczególną świętobliwością. Sławę zyskała dzięki empatii jaką okazała mieszkańcom spustoszonego przez żywioł Poznania. Na wieść o strasznej powodzi jaka dotknęła nasze miasto, monarchini pozostawiła bowiem w Berlinie ciężko chorego małżonka Fryderyka III (który zresztą wkrótce umarł) i przybyła, żeby naocznie przekonać się o skali zniszczeń spowodowanych przez wielką powódź, która nawiedziła miasto w 1888 roku.

Poznaniacy docenili wrażliwą cesarzową, która zatroskała się ich tragedią i fragmentowi dotychczasowej ul. Młyńskiej (tzw. Górna Młyńska, stanowiąca obecne ul. Gwarną 
i ul. Mielżyńskiego) nadali jej imię. Drugim, ważniejszym sposobem jej uhonorowania miało być zbudowanie na placu Królewskim (obecnie pl. Cyryla Ratajskiego) poświęconego jej „założenia pomnikowego z fontanną”.

Cesarzowa, wzruszona miłością swoich poznańskich poddanych, podarowała miastu gipsowy odlew rzeźby przedstawiającej Perseusza uwalniającego Andromedę z niewoli potwora morskiego Ketosa, która miała stanowić centralny element planowanego założenia.Wydatki związane z odbudowywaniem miasta po powodzi okazały się tak znaczne, że nie wystarczało środków na upiększanie miasta tak kosztownymi ozdobami. Ostatecznie nie doszło więc do powstania monumentalnego kompleksu, a na placu Królewskim stanęła jedynie fontanna Perseusza (i Andromedy), którą uroczyście odsłonięto w dniu 9 kwietnia 1891 roku.

Funkcjonuje interpretacja sugerująca, że rzeźba niosła w sobie silny przekaz symboliczny. Keton, potwór morski, symbolizował nieokiełznane żywioły wodne, które zniszczyły miasto. Andromeda w tym planie symbolicznym uosabiała bezradnych, poznańskich mieszczan, którzy byli bezsilni wobec potęgi natury. Perseusz miał natomiast oznaczać cesarza niemieckiego, który chronił i ratował swoich poddanych przed nieszczęściami, takimi jak powodzie i wylewy Warty. Do kogo lub czego odsyłała odcięta głowa Meduzy, tego nie wyjaśniano.

Znamienne jest, że interpretatorzy tej mitologicznej opowieści przypisali w niej kobietom bierność – Andromeda bezradnie czekała na ratunek, Meduza była zaś przydatna, tylko po dekapitacji. A przecież to właśnie kobiety grały w niej pierwszoplanowe. To przecież matka Andromedy Kasjopeja chełpiła się urodą córki, twierdząc że jest piękniejsza niż Nereidy, co sprawiło że zazdrosne nimfy przekonały Posejdona by na jej kraj nasłał potwora morskiego, który miał odejść gdy wydana mu zostanie Andromeda.

O faktycznym znaczeniu poszczególnych postaci najlepiej świadczy fakt, że miłośnicy astronomii doskonale kojarzą gwiazdozbiory Kasjopei czy Andromedy, natomiast znacznie mniej znane są gwiazdozbiory Celfeusza (ojca Andromedy) czy Perseusza (jej męża), co wskazuje która z postaci dla starożytnych Greków miała większe znaczenie. 
Może warto by było docenić bohaterkę także w Poznaniu i przestać nazywać fontannę imieniem Perseusza, ale Persusza i Andromedy.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna