Kobiety na cokołach

Kobiety na cokołach: Baletnica z Ogrodu Botanicznego

Kobiety na cokołach: Baletnica z Ogrodu Botanicznego

Tagi ,,

Poznański Ogród Botaniczny zachwyca mnogością niezwykłych roślin pochodzących z najdalszych zakątków świata. Tym, co najbardziej zapisuje się w pamięci większość odwiedzających, nie jest jednak żadna egzotyczna roślina, ale charakterystyczna rzeźba ogrodowa, przedstawiającą baletnicę w rozwiewanej przez wiatr i mieniącej się w słońcu ażurowej sukience.

Posąg baletnicy został zaprojektowany przez artystkę Małgorzatę Węcławską, absolwentkę poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Postać tancerki znajdująca się w ogrodzie francuskim, nie ma jednak w sobie nic z posągowości.

Baletnica w stroju „Jeziora łabędziego” Piotra Czajkowskiego wygląda jakby zastygła w charakterystycznej pozie. Sprawia wrażenie najdelikatniejszej spośród znanych mi rzeźb, bo jej delikatną suknię tworzy rozpryskująca się woda.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Wikimedia / http://bit.ly/2GzlJcm

 

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Tagi ,,

Na poznańskim Starym Rynku, znajdują się trzy rzeźby przedstawiające kobiety, a wszystkie one zdobią rynkowe studzienki. Symbolem miasta jest najpopularniejsza spośród nich, przysadzista Bamberka. Bardzo znana jest filigranowa Prozerpina, porywana przez Plutona. Nikt prawie nie pamięta o pięknej Amfitrycie, małżonce potężnego boga mórz i oceanów – Posejdona.

Amfitryta to jedna z najsławniejszych nereid, córka Okeanosa i Tetydy. Nie była ona jedną spośród dziesiątek uroczych nimf, ale prawdziwą Królową Mórz. Posejdon starając się o jej rękę, nie ograniczył się do prośby złożonej jej ojcu, ale wysłał także delfina, by opowiedział Amfitrycie o cudach jego podwodnego królestwa. Po ślubie nie stała się potulną małżonką, grzecznie kroczącą za boskim mężem, ale równorzędną władczynią, świadczyły o tym jej atrybuty – diadem, berło oraz muszla w kształcie rogu. Była uosobieniem piękna morza i zazdrośnie strzegła tego tytułu, czemu wyraz dała przemieniając słynącą z urody nimfę Skyllę w morskiego potwora.Czytaj dalej

Kobiety na cokołach: Andromeda

Kobiety na cokołach: Andromeda

Tagi ,,

Poznańskie rzeźby pomnikowe honorujące mężczyzn, były formą publicznego docenienia ich jako potężnych władców, odważnych bohaterów czy świętych mężów. Zupełnie inaczej było z kobietami. Panie na cokołach stawiano bardzo rzadko, a jeśli już to następowało, pojawiały się na nich jako symbol miłości mężczyzny (Prozerpina i Amfitryna), wyraz szacunku mężczyzny (Higea) czy… reklama biznesu prowadzonego przez mężczyznę (Bamberka). Szerzej pisałem o tym w poprzednich wpisach poświęconym tym rzeźbom.

Znamienne jest, że wszystkie dotąd opisywane „kobiety na cokołach” nie pojawiały się w przestrzeni w formie samodzielnych pomników, ale jako piękne zwieńczenia miejskich studzienek oraz fontann. Nie inaczej będzie i w tym przypadku. Z kolejną kobietą związane są bowiem okoliczności powstania fontanny Perseusza i Andromedy. Tym razem nie była to jednak pracownica restauracji, kochanka czy narzeczona artysty, a nawet hrabina, ale sama… cesarzowa niemiecka.

Wiktoria Augusta nie zasłużyła sobie na wdzięczną pamięć poznaniaków swoimi sukcesami militarnymi, politycznymi, artystycznymi czy szczególną świętobliwością. Sławę zyskała dzięki empatii jaką okazała mieszkańcom spustoszonego przez żywioł Poznania. Na wieść o strasznej powodzi jaka dotknęła nasze miasto, monarchini pozostawiła bowiem w Berlinie ciężko chorego małżonka Fryderyka III (który zresztą wkrótce umarł) i przybyła, żeby naocznie przekonać się o skali zniszczeń spowodowanych przez wielką powódź, która nawiedziła miasto w 1888 roku.

Poznaniacy docenili wrażliwą cesarzową, która zatroskała się ich tragedią i fragmentowi dotychczasowej ul. Młyńskiej (tzw. Górna Młyńska, stanowiąca obecne ul. Gwarną 
i ul. Mielżyńskiego) nadali jej imię. Drugim, ważniejszym sposobem jej uhonorowania miało być zbudowanie na placu Królewskim (obecnie pl. Cyryla Ratajskiego) poświęconego jej „założenia pomnikowego z fontanną”.

Cesarzowa, wzruszona miłością swoich poznańskich poddanych, podarowała miastu gipsowy odlew rzeźby przedstawiającej Perseusza uwalniającego Andromedę z niewoli potwora morskiego Ketosa, która miała stanowić centralny element planowanego założenia.Wydatki związane z odbudowywaniem miasta po powodzi okazały się tak znaczne, że nie wystarczało środków na upiększanie miasta tak kosztownymi ozdobami. Ostatecznie nie doszło więc do powstania monumentalnego kompleksu, a na placu Królewskim stanęła jedynie fontanna Perseusza (i Andromedy), którą uroczyście odsłonięto w dniu 9 kwietnia 1891 roku.

Funkcjonuje interpretacja sugerująca, że rzeźba niosła w sobie silny przekaz symboliczny. Keton, potwór morski, symbolizował nieokiełznane żywioły wodne, które zniszczyły miasto. Andromeda w tym planie symbolicznym uosabiała bezradnych, poznańskich mieszczan, którzy byli bezsilni wobec potęgi natury. Perseusz miał natomiast oznaczać cesarza niemieckiego, który chronił i ratował swoich poddanych przed nieszczęściami, takimi jak powodzie i wylewy Warty. Do kogo lub czego odsyłała odcięta głowa Meduzy, tego nie wyjaśniano.

Znamienne jest, że interpretatorzy tej mitologicznej opowieści przypisali w niej kobietom bierność – Andromeda bezradnie czekała na ratunek, Meduza była zaś przydatna, tylko po dekapitacji. A przecież to właśnie kobiety grały w niej pierwszoplanowe. To przecież matka Andromedy Kasjopeja chełpiła się urodą córki, twierdząc że jest piękniejsza niż Nereidy, co sprawiło że zazdrosne nimfy przekonały Posejdona by na jej kraj nasłał potwora morskiego, który miał odejść gdy wydana mu zostanie Andromeda.

O faktycznym znaczeniu poszczególnych postaci najlepiej świadczy fakt, że miłośnicy astronomii doskonale kojarzą gwiazdozbiory Kasjopei czy Andromedy, natomiast znacznie mniej znane są gwiazdozbiory Celfeusza (ojca Andromedy) czy Perseusza (jej męża), co wskazuje która z postaci dla starożytnych Greków miała większe znaczenie. 
Może warto by było docenić bohaterkę także w Poznaniu i przestać nazywać fontannę imieniem Perseusza, ale Persusza i Andromedy.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna

 

Kobiety na cokołach: Prozerpina

Kobiety na cokołach: Prozerpina

Tagi ,,

Historia powstania trzeciego „kobiecego” pomnika, jest podobna jak w przypadku Bamberki i Higei. Przedstawiona na nim została bohaterka symboliczna, tym razem wywodząca się z mitologii rzymskiej. W kamiennej rzeźbie widnieje zaklęta na wieki postać młodej, zgrabnej, uroczej i nie całkiem anonimowej poznanianki. 

Autorem Fontanny Prozerpiny jest poznański kamieniarz Augustyn Schops. Zachował się nawet jego kontrakt z magistratem, w którym zobowiązał się do wykonania artystycznej studzienki w ciągu jednego roku. Praca zajęła mu jednak w sumie siedem lat. W aktach miejskich nie ma wyjaśnienia dla tego opóźnienia. Wytłumaczenie przynosi natomiast poznańska legenda miejska.

Przeczytać w niej można o młodym kamieniarzu, który ożenił się z owdowiałą majstrową i został właścicielem zakładu kamieniarskiego. Lata mijały, pracował ciężko, a z każdym rokiem zostawał w pracy coraz dłużej – wolał pracownię niż dom, w którym czekała zazdrosna żona. Pewnego dnia, podczas sobótkowej zabawy,spotkał młodą dziewczynę, która z przyjaciółkami plotła wianki nad brzegiem Warty, podobno nawet wyłowił jej wianek z rzeki. Nie wiadomo czy ich znajomość się rozwinęła, wiadomo zaś, że żona oskarżyła go o małżeńską zdradę. 

Zarzuty były poważne, a dowody musiały być mocne, bo niewierny mąż miał zostać skazany na stryczek. Na szczęście udało się odroczyć wykonanie wyroku. Przekonano rajców, że skoro Bóg obdarzył grzesznika takim talentem, to grzechem byłoby jego niewykorzystanie. Rajcy kazali kamieniarzowi (w ramach pokuty)wykonać nową fontannę przed poznańskim ratuszem. Póki rzeźbił wyrok był zawieszony. Praca trwała aż siedem lat, a zakończyła się pewnie dopiero gdy zmarła zazdrosna, domagająca się skazania, żona. 

Być może była jeszcze inna przyczyna opóźnienia w odsłonięciu fontanny. Artysta nie przedstawił bowiem na niej – tak jak było dotąd – najważniejszego z bogów rzymskiego panteonu – Jowisza.Pojawił się w niej muskularny Pluton porywający zwiewną Prozerpinę. Czy w postaci boga świata podziemnego rzeźbiarz przedstawił siebie, a w unoszonej bogince z pęczkiem kwiatów swoją ukochaną? Nie wiadomo. Można jednak pomyśleć, że na fontannie przed poznańskim ratuszem, nie oglądamy jakiejś rzymskiej bogini, ale wspomnianą młodą poznaniankę. 

Tekst: Paweł Cieliczko


Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna

Kobiety na cokołach: Higea

Kobiety na cokołach: Higea

Tagi ,

Druga charakterystyczna, poznańska rzeźba, na której przedstawiona jest kobieta to posąg Higei — greckiej bogini zdrowia. Co ciekawe — podobnie jak w przypadku Bamberki — pomnik ten miał początkowo charakter użytkowy, bo jego postumentem była tzw. Studzienka Priessnitza, stanowiąca główny element drewnianego wodociągu, ufundowanego dla miasta przez hrabiego Edwarda Raczyńskiego. Higeę z Bamberką wiąże jeszcze jedno podobieństwo. Obie rzeźby przedstawiają symboliczne postaci kobiece, jednakże wzorowane były na jak najbardziej realnych osobach. Modelka pozująca do postaci Bamberki była nastoletnią dziewczyną pracującą w restauracji, natomiast swoich rysów greckiej Higei użyczyła żona fundatora.

KONSTANCJA RACZYŃSKA

Hrabina Konstancja Raczyńska była osobą nietuzinkową. Jej ojcem był największy magnat Rzeczypospolitej, twórca konfederacji targowickiej, Szczęsny Potocki. Pierwszym mężem wybitny pisarz i podróżnik, autor pierwszej powieści szkatułkowej — Pamiętnika znalezionego w Saragossie — Jan Potocki. Drugim mężem został zaś właściciel Rogalina, największy mecenas Poznania, hrabia Edward Raczyński. Konstancja Raczyńska nie była z pewnością kobietą, która swoją pozycję budowała w oparciu o mężczyzn swego życia, a raczej w kontrze do nich. Szczęsny Potocki postrzegany był jako wielki zdrajca ojczyzny, ona została wielką patriotką i poświęciła prywatny majątek dla celów narodowych. Gdy Jan Potocki wybrał finansowaną przez cara wyprawę badawczą w głąb Syberii, zamiast walki w powstaniu listopadowym, rozwiodła się z nim. Przyjaciela, który podzielał jej poglądy i potrzeby znalazła dopiero w Edwardzie Raczyńskim. Wspólnie projektowali uczynienie z Poznania centrum kultury, nauki i sztuki, swoistych Nowych Aten, z czego udało się doprowadzić do zbudowania Biblioteki Raczyńskich oraz Galerii Atanazego Raczyńskiego. Wspólnie zdobywali starodruki i inkunabuły, które stały się filarem zbiorów. Wspólnie pisali i tłumaczyli książki, a hrabina je dodatkowo ilustrowała. Mieli też wspólne plany podniesienia jakości życia w mieście i stąd pomysł zbudowania wodociągu z publicznymi studniami, które zapobiec miały epidemiom.

HIGEA W POZNANIU

Niestety, ludzi zawistnych nie brakowało także w XIX wieku, a działania Raczyńskich traktowane były przez nieżyczliwych jako forma ich działalności promocyjnej. Hrabia Edward okazał się mało odporny na hejt prasowy i popełnił samobójstwo. Hrabina Konstancja postanowiła, że rzeźba Higei nie stanie w niewdzięcznym Poznaniu tylko na grobie jej męża, pod murem kościoła w Zaniemyślu. Dopiero jej wnuk kazał wykonać kopię, która na początku XX wieku pojawiła się w Poznaniu.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna

 

Kobiety na cokołach: Bamberka

Kobiety na cokołach: Bamberka

Tagi ,,,,,,

Bamberka – obok sylwetki poznańskiego Ratusza, koziołków oraz Okrąglaka – to najbardziej rozpoznawalny symbol Poznania. Została ufundowana przez Leopolda Goldenringa, właściciela winiarni znajdującej się w dawnej kamienicy Grodzickich, przy narożniku Starego Rynku i ul. Woźnej (obecnie znajduje się w niej Muzeum Instrumentów Ludowych). Studzienka miała być reklamą tej firmy winiarskiej.Czytaj dalej