Herstoria warta Poznania

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Kobiety na cokołach: Amfitryta

Tagi ,,

Na poznańskim Starym Rynku, znajdują się trzy rzeźby przedstawiające kobiety, a wszystkie one zdobią rynkowe studzienki. Symbolem miasta jest najpopularniejsza spośród nich, przysadzista Bamberka. Bardzo znana jest filigranowa Prozerpina, porywana przez Plutona. Nikt prawie nie pamięta o pięknej Amfitrycie, małżonce potężnego boga mórz i oceanów – Posejdona.

Amfitryta to jedna z najsławniejszych nereid, córka Okeanosa i Tetydy. Nie była ona jedną spośród dziesiątek uroczych nimf, ale prawdziwą Królową Mórz. Posejdon starając się o jej rękę, nie ograniczył się do prośby złożonej jej ojcu, ale wysłał także delfina, by opowiedział Amfitrycie o cudach jego podwodnego królestwa. Po ślubie nie stała się potulną małżonką, grzecznie kroczącą za boskim mężem, ale równorzędną władczynią, świadczyły o tym jej atrybuty – diadem, berło oraz muszla w kształcie rogu. Była uosobieniem piękna morza i zazdrośnie strzegła tego tytułu, czemu wyraz dała przemieniając słynącą z urody nimfę Skyllę w morskiego potwora.Czytaj dalej

Ulice kobiet: Eliza Orzeszkowa

Ulice kobiet: Eliza Orzeszkowa

Tagi ,,

ELIZA ORZESZKOWA — pisarka, społeczniczka, patriotka: 

Urodziła się 6 czerwca 1841 roku w Miłkowszczyźnie. Pochodziła z rodziny Piotrowskich, zamożnych ziemian herbu Korwin. Kiedy miała 11 lat rozpoczęła edukację na pensji sióstr sakramentek w Warszawie, tam też poznała swoją serdeczną przyjaciółkę, Marię Wasiłowską (później Marię Konopnicką). Czytaj dalej

Matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego: Zofia Tułodziecka

Matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego: Zofia Tułodziecka

Tagi ,,

ZOFIA TUŁODZIECKA

Zofia Tułodziecka to starsza siostra Anieli. Urodziła się 24 kwietnia 1850 roku w Starej Dąbrowie niedaleko Wolsztyna. Jej ojciec był dzierżawcą majątków, trudna sytuacja materialna rodziny nie pozwalała na edukowanie córki, dlatego naukę zakończyła na pensji pani Buffle we Włocławku. Po śmierci ojca sama musiała zadbać o swoje utrzymanie, dlatego postanowiła nauczyć się praktycznego zawodu – w Warszawie podjęła naukę kroju i szycia damskiego.

W Poznaniu, przy ul. Strzeleckiej, założyła własny warsztat produkcji sukien. Była zdolna, pracowita, proponowała poznaniankom najnowsze wzory z Paryża i Berlina, wysoka jakość przygotowywanych przez nią strojów przyciągała coraz więcej klientek. Firma szybko się rozwijała i wkrótce, na reprezentacyjnej Wilhelmstrasse (obecnie Al. Marcinkowskiego), Zofia otworzyła najsłynniejszy w Poznaniu salon mody damskiej.

Dla swoich pracownic była nie tylko szefową, ale także mentorką i wzorem do naśladowania. Dbała o ich godziwe wynagradzanie, podnosiła kwalifikacje zawodowe, doceniała zaangażowanie. W 1907 roku doprowadziła do powstania pierwszej kobiecej spółdzielni pracy, spółki udziałowej „Pracownia Sukien”, której celem było uzyskanie przewagi konkurencyjnej oraz podniesienie rangi krawiectwa damskiego. 
Była także pionierką ruchu zawodowego w Wielkopolsce. W 1903 roku zainicjowała powstanie Stowarzyszenia Personelu Żeńskiego w Handlu i Przemyśle, pierwszego w Poznaniu i na ziemiach polskich żeńskiego związku zawodowego. Organizacja wspierała działalność zarobkową kobiet i dziewcząt, prowadziła bezpłatne pośrednictwo pracy, organizowało kursy zawodowe, wspierała samokształcenie i edukację swoich członkiń, prowadziła także bibliotekę, kasę zapomogową oraz schronisko dla samotnych kobiet w podeszłym wieku.

Zofia Tułodziecka aktywnie działała w ruchach kobiecych. W 1905 roku wzięła udział w I Zjeździe Kobiet Polskich w Krakowie, natomiast w 1907 roku sama zorganizowała wielki wiec kobiet w Poznaniu, którego celem było wsparcie domowego nauczania dzieci języka polskiego. Wiedziała jak to jest ważne, bo od 1894 roku wspierała swą siostrę Anielę, w działalności prowadzonej w ramach Towarzystwa Przyjaciółek Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta”, które przez kilkadziesiąt lat zajmowało się prowadzeniem konspiracyjnej edukacji młodych poznaniaków. To właśnie spośród podopiecznych panien Tułodzieckich, rekrutowali się pierwsi powstańcy wielkopolscy, którzy w grudniu 1918 roku chwycili za broń, by walczyć o wolną Wielkopolskę w niepodległej Polsce. To właśnie ich uczennice wspierały powstańców od pierwszego dnia, bo wiedziały, że tylko wolny kraj daje szansę uzyskania osobistej wolności i pełnego wykorzystania posiadanych talentów.

Zofia Tułodziecka doczekała wolnej Polski. Zmarła w Poznaniu w 1924 roku. Szybko zmieniająca się rzeczywistość sprawiła jednak, że o niej zapomniano. Nie ma w Poznaniu swojej ulicy, nie ma nawet upamiętniającej ją tablicy, przed kilkoma laty zburzono kamienicę, w której mieszkała. Stała się też ofiarą sławy swojej młodszej siostry – Anieli, bo któż miałby pamięć do wspominania dwóch panien Tułodzieckich.

Z okazji 100-lecia uzyskania praw wyborczych przez kobiety, warto pamiętać o tej niezwykłej wielkopolance, samodzielnej przedsiębiorczyni, liderce kobiecego ruchu zawodowego, działaczce niepodległościowej. Zapominając o takich postaciach tracimy swoją przeszłość, a Zofia Tułodziecka zasłużyła sobie na nasz wielki szacunek i dała nam wiele powodów do dumy z naszej przeszłości.

Tekst: Paweł Cieliczko
Portret: Agnieszka Zaprzalska
Grafika: Ania Pilch

Kobiety na cokołach: Andromeda

Kobiety na cokołach: Andromeda

Tagi ,,

Poznańskie rzeźby pomnikowe honorujące mężczyzn, były formą publicznego docenienia ich jako potężnych władców, odważnych bohaterów czy świętych mężów. Zupełnie inaczej było z kobietami. Panie na cokołach stawiano bardzo rzadko, a jeśli już to następowało, pojawiały się na nich jako symbol miłości mężczyzny (Prozerpina i Amfitryna), wyraz szacunku mężczyzny (Higea) czy… reklama biznesu prowadzonego przez mężczyznę (Bamberka). Szerzej pisałem o tym w poprzednich wpisach poświęconym tym rzeźbom.

Znamienne jest, że wszystkie dotąd opisywane „kobiety na cokołach” nie pojawiały się w przestrzeni w formie samodzielnych pomników, ale jako piękne zwieńczenia miejskich studzienek oraz fontann. Nie inaczej będzie i w tym przypadku. Z kolejną kobietą związane są bowiem okoliczności powstania fontanny Perseusza i Andromedy. Tym razem nie była to jednak pracownica restauracji, kochanka czy narzeczona artysty, a nawet hrabina, ale sama… cesarzowa niemiecka.

Wiktoria Augusta nie zasłużyła sobie na wdzięczną pamięć poznaniaków swoimi sukcesami militarnymi, politycznymi, artystycznymi czy szczególną świętobliwością. Sławę zyskała dzięki empatii jaką okazała mieszkańcom spustoszonego przez żywioł Poznania. Na wieść o strasznej powodzi jaka dotknęła nasze miasto, monarchini pozostawiła bowiem w Berlinie ciężko chorego małżonka Fryderyka III (który zresztą wkrótce umarł) i przybyła, żeby naocznie przekonać się o skali zniszczeń spowodowanych przez wielką powódź, która nawiedziła miasto w 1888 roku.

Poznaniacy docenili wrażliwą cesarzową, która zatroskała się ich tragedią i fragmentowi dotychczasowej ul. Młyńskiej (tzw. Górna Młyńska, stanowiąca obecne ul. Gwarną 
i ul. Mielżyńskiego) nadali jej imię. Drugim, ważniejszym sposobem jej uhonorowania miało być zbudowanie na placu Królewskim (obecnie pl. Cyryla Ratajskiego) poświęconego jej „założenia pomnikowego z fontanną”.

Cesarzowa, wzruszona miłością swoich poznańskich poddanych, podarowała miastu gipsowy odlew rzeźby przedstawiającej Perseusza uwalniającego Andromedę z niewoli potwora morskiego Ketosa, która miała stanowić centralny element planowanego założenia.Wydatki związane z odbudowywaniem miasta po powodzi okazały się tak znaczne, że nie wystarczało środków na upiększanie miasta tak kosztownymi ozdobami. Ostatecznie nie doszło więc do powstania monumentalnego kompleksu, a na placu Królewskim stanęła jedynie fontanna Perseusza (i Andromedy), którą uroczyście odsłonięto w dniu 9 kwietnia 1891 roku.

Funkcjonuje interpretacja sugerująca, że rzeźba niosła w sobie silny przekaz symboliczny. Keton, potwór morski, symbolizował nieokiełznane żywioły wodne, które zniszczyły miasto. Andromeda w tym planie symbolicznym uosabiała bezradnych, poznańskich mieszczan, którzy byli bezsilni wobec potęgi natury. Perseusz miał natomiast oznaczać cesarza niemieckiego, który chronił i ratował swoich poddanych przed nieszczęściami, takimi jak powodzie i wylewy Warty. Do kogo lub czego odsyłała odcięta głowa Meduzy, tego nie wyjaśniano.

Znamienne jest, że interpretatorzy tej mitologicznej opowieści przypisali w niej kobietom bierność – Andromeda bezradnie czekała na ratunek, Meduza była zaś przydatna, tylko po dekapitacji. A przecież to właśnie kobiety grały w niej pierwszoplanowe. To przecież matka Andromedy Kasjopeja chełpiła się urodą córki, twierdząc że jest piękniejsza niż Nereidy, co sprawiło że zazdrosne nimfy przekonały Posejdona by na jej kraj nasłał potwora morskiego, który miał odejść gdy wydana mu zostanie Andromeda.

O faktycznym znaczeniu poszczególnych postaci najlepiej świadczy fakt, że miłośnicy astronomii doskonale kojarzą gwiazdozbiory Kasjopei czy Andromedy, natomiast znacznie mniej znane są gwiazdozbiory Celfeusza (ojca Andromedy) czy Perseusza (jej męża), co wskazuje która z postaci dla starożytnych Greków miała większe znaczenie. 
Może warto by było docenić bohaterkę także w Poznaniu i przestać nazywać fontannę imieniem Perseusza, ale Persusza i Andromedy.

Tekst: Paweł Cieliczko
Zdjęcie: Tomasz Koryl Kaźmierska Grupa Fotograficzna

 

Sto kobiet na stulecie kobiet: Anna Jantar

Sto kobiet na stulecie kobiet: Anna Jantar

Tagi ,,

ANNA JANTAR

„Nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić.”

  • ur. 1950 r.-zm. 1980 r.
  • piosenkarka

Pierwszy krok Ania Szmeterling zrobiła w poznańskim mieszkaniu przy ul. Kasprzaka. Kilkanaście lat później, w rozgłośni Polskiego Radia na Berwińskiego, nagrała pierwsze piosenki z zespołami „Polne kwiaty”, a potem „Waganci”. Na szczycie list przebojów pojawiła się jako dwudziestolatka z hitem „Co ja w tobie widziałam” skomponowanym przez Jarosława Kukulskiego, a rok później, w pobliskim kościele św. Anny, powiedziała mu sakramentalne „tak”.

Była szczęśliwą matką i żoną, kolejne jej piosenki stawały się przebojami, koncertowała w kraju i zagranicą, miała miliony wielbicieli. Odczuwała jednak potrzebę radykalnej zmiany, chciała odejść od muzyki popularnej, iść ku muzyce rockowej. Zaczęła występować z „Budką suflera”, nagrała z nimi swój ostatni wielki przebój… „Nic nie może wiecznie trwać”. Wracała z trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych, chciała jak najszybciej zobaczyć się z córeczką, zamieniła się biletami lotniczymi, by szybciej wrócić do kraju. Niestety jej samolot rozbił się 14 marca 1980 roku nad Lasem Kabackim.

Tekst: Paweł Cieliczko
Grafika: Agnieszka Zaprzalska

Poznańskie literatki: Maria Paradowska

Poznańskie literatki: Maria Paradowska

Tagi ,,

MARIA PARADOWSKA — profesorka nauk humanistycznych, historyczka, etnolożka i etnografka:

Pochodziła z bardzo zasłużonej poznańskiej rodziny. Jej ojciec Marian Szenic był przez 30 lat dyrektorem szpitala dziecięcego, uwielbianym przez wszystkich wysokim, potężnym mężczyzną z brzuszkiem, fantazją i ogromnym poczuciem humoru. Jego przeciwieństwem była matka Aniela Sobecka z Tułodzieckich: „Szczupła, spokojna romantyczka. Uwielbiała samotne spacery, piękne kwiaty, poezję”.

Córka, łącząca cechy obojga rodziców, po maturze w Liceum Urszulanek, ukończyła trzyletnie studia w Instytucie Kultury Materialnej UAM, po czym… została referentką skarg i zażaleń w Wydziale Zdrowia Prezydium Rady Narodowej, potem instruktorką pracy w PSS „Społem”, sprzedawczynią w Księgarni św. Wojciecha, a po uzyskanym eksternistycznie magisterium. w 1964 r. podjęła pracę w Pracowni Etnologii Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, Oddział w Poznaniu i nią potem przez wiele lat kierowała. Obiektem jej zainteresowań badawczych była Polonia latynoamerykańska, której poświęciła kilkanaście książek oraz wiele artykułów.

Zanim zajęła się polskimi emigrantami, interesowała się ludźmi wyruszającymi ze swej ojczyzny, by potem wspierać i współtworzyć kulturę oraz gospodarkę kraju, który ich przyjął. Jej praca magisterska poświęcona była mieszkańcom okolic bawarskiego Bambergu, którzy na zaproszenie władz Poznania wyruszyli w 1719 r. ze swych wiosek, by osiedlić się w zupełnie dla nich wówczas egzotycznej Wielkopolsce.

Powstała na jej podstawie książka „Bambrzy. Mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania”, przeleżała dwa lata w cenzurze i ukazała się w 1975 r. W 1994 r. wyszła jej niemiecka wersja, a w 1995 r. zmienione i rozbudowane kolejne polskie wydanie. Wówczas już prof. Paradowska była honorową przewodniczącą Koła Bambrów Poznańskich powstałego w 1993 r. przy Towarzystwie Przyjaciół Miasta Poznania. Po jego rozwiązaniu w 1996 r. powołano Towarzystwo Bambrów Poznańskich, którego została prezeską.

Źródło: Paweł CieliczkoPoznański Przewodnik Literacki
Portret: Agnieszka Zaprzalska

 

Ulice kobiet: Irena Bobowska

Ulice kobiet: Irena Bobowska

Tagi ,,,

IRENA BOBOWSKA — poetka, malarka, członkini poznańskiego Ruchu Oporu:

  • Uczyła się w Państwowej Uczelni Żeńskiej im. Dąbrówki w Poznaniu. Była również harcerką — należała do VI Drużyny im. Anieli Tułodzieckiej. Zainicjowała stworzenie pierwszej biblioteki dla młodzieży przy Towarzystwie Czytelni Ludowych na Osiedlu Warszawskim w Poznaniu.
  • W wyniku przebytej choroby Heinego-Medina od 2 roku życia poruszała się na wózku inwalidzkim. Problemy zdrowotne nie przeszkodziły jej jednak w działalności na rzecz obrony ojczyzny. W 1940 roku wstąpiła do Związku Walki Zbrojnej w Poznaniu, o nazwie Wojsko Ochotnicze Ziem Zachodnich (WOZZ,8 grudnia 1939 r.). W konspiracji posługiwała się pseudonimami „Wydra” i „Nenia”.
  • Była inicjatorką i współredaktorką podziemnego pisma „Pobudka”, którego redakcję zorganizowała w domu rodzinnym. Zajmowała się również powielaniem i kolportażem tygodnika.
  • W 1940 roku została aresztowana przez gestapo i osadzona w Forcie VII, skąd trafiła do aresztu we Wronkach. Ze względu na niepełnosprawność stała się ofiarą przemocy ze strony więziennych strażników — była przez nich bita i głodzona, zabrali jej wózek inwalidzki oraz szyny, bez których nie była w stanie się poruszać.
  • W 1941 roku trafiła do więzienia Berlin Plötzensee. Tam skazano ją na śmierć. 26 września 1942 roku wykonano wyrok poprzez ścięcie na gilotynie. W celi śmierci napisała przejmujący list do matki, który był świadectwem ogromnej wiary i odwagi młodej bohaterki. Miała zaledwie 22 lata.

Skwer imienia Ireny Bobowskiej znajduje się na Ogrodach, pomiędzy ulicami: Dąbrowskiego, Przybyszewskiego i Engeströma.

Swój obecny patronat otrzymał na mocy uchwały z dnia 26 czerwca 2012 roku.

Portret: Agnieszka Zaprzalska

 

Matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego: Zofia Sokolnicka

Matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego: Zofia Sokolnicka

Tagi ,,
ZOFIA SOKOLNICKA 

Miejscem jej aktywności oświatowej, społecznej i politycznej od początku był Poznań. Zaczynała od pracy w Towarzystwie Przyjaciółek Wzajemnego Pouczania się i Opieki nad Dziećmi „Warta”. Prowadziła w jego ramach domowe komplety z języka polskiego oraz historii. Organizowała kursy dla nauczycielek, a także wydała dla nich – wraz z Marią Brownsfordówną – podręcznik „Jak uczyć dzieci czytać i pisać po polsku”. Założyła Biuro Porady Rodzicielskiej.

Razem z ks. Kazimierzem Malińskim – przyczyniła się do założenia i współpracowała przy prowadzeniu Towarzystwa Opieki Rodzicielskiej, które pełniło funkcję tajnego kuratorium oświaty dla podziemnych szkół polskich. Działalność tę Sokolnicka kontynuowała w ramach pensjonatu dla dziewcząt, który – w latach 1909-1919 – prowadziła razem ze swoimi siostrami: Lucyną i Marią.

Jako jedna z pierwszych kobiet – już w 1903 roku – przyjęta została do konspiracyjnej Ligi Narodowej. Nie była tam bynajmniej szeregową działaczką, bo powierzono jej opiekę nad tajnymi, polskimi organizacjami młodzieżowymi: Towarzystwem Tomasza Zana, Filomatami, Filaretami oraz żeńską organizacją harcerek im. Emilii Plater. Powołała towarzystwo Kursów Naukowych, które zapraszało do wygłaszania wykładów najlepszych polskich uczonych, a ich zadaniem było poszerzenie kompetencji miejscowych nauczycieli.

 
Sokolnickiej bardzo zależało na podnoszeniu statusu intelektualnego i społecznego kobiet, czemu służyło rozwijanie takich inicjatyw, jak: Czytelnie dla Kobiet, Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia” czy Towarzystwo Czytelni Ludowych. Starała się także wspierać kobiety w obronie ich praw ekonomicznych, w tym celu powołano „Znicz” – Spółkę do Organizowania Polskiego Przemysłu Domowego, a także Związek Kobiet pracujących w przemyśle, handlu i służbie domowej. W 1909 roku Sokolnicka znalazła się w gronie założycielek Zjednoczenia Polskich Kobiecych Towarzystw Oświatowych w Rzeszy Niemieckiej, które w formie federacji skupiało 32 związki.

W czasie pierwszej wojny światowej wielokrotnie wyjeżdżała do Szwajcarii i Francji, przewożąc poufne informacje dla działaczy Narodowej Demokracji oraz odbierając od nich tajne instrukcje. Od początku powstańczych działań militarnych zaangażowała się w organizowanie pomocy sanitarnej i medycznej. W styczniu 1919 roku Naczelna Rada Ludowa wysłała ją z tajną misją do Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Sokolnicka musiała przedostać się przez zrewolucjonizowane i ogarnięte chaosem Niemcy, żeby podczas konferencji pokojowej przekazać polskim przedstawicielom jak najpełniejsze informacje dotyczące sytuacji panującej w zaborze pruskim. W dniach od 26 stycznia do 2 lutego 1917 brała udział w zjeździe emigracyjnych polityków polskich w Lozannie, w którym uczestniczył m.in. Roman Dmowski. Współpracowała odtąd z KNP w Paryżu, na którego czele stał ten polityk.

Była jedną z pierwszych polskich parlamentarzystek ‒ wskazano ją jako delegatkę Poznania na Polski Sejm Dzielnicowy, który obradował między 3 a 5 grudnia 1918 roku. Wybrano ją również do Naczelnej Rady Ludowej, gdzie działała w Komisji Szkolnej dla spolszczenia szkolnictwa oraz przewodniczyła Komisji dla Szkolnictwa Średniego Żeńskiego. O zaufaniu jakim ją darzono najlepiej świadczy fakt, że obrano ją do Sejmu zarówno podczas wyborów w 1919 roku, jak i trzy lata później ‒ w 1922 roku. Jako parlamentarzystka brała udział w opracowaniu około 20 ustaw. W 1926 roku stanęła po stronie legalnego rządu, a przeciwko zamachowi majowemu Józefa Piłsudskiego, znalazła się nawet w zarządzie Komitetu Wojewódzkiego Organizacji Obrony Państwa w Poznaniu.

Zmarła 27 lutego 1927 roku w Poznaniu. Jej pogrzeb przerodził się w manifestację patriotyczną, w której udział wzięło około 20 posłów i senatorów. Pochowana została na cmentarzu parafii świętomarcińskiej przy ul. Towarowej. Po likwidacji nekropolii jej prochy przeniesiono na cmentarz Zasłużonych Wielkopolan mieszczący się na Wzgórzu św. Wojciecha.

Źródło: Paweł Cieliczko, Zofia Sokolnicka – matki chrzestne Powstania Wielkopolskiego,http://bit.ly/2Fvphjl

 

Portret: Agnieszka Zaprzalska
Grafika: Ania Pilch

 

Sto kobiet na stulecie kobiet: Dagmara Nickel

Sto kobiet na stulecie kobiet: Dagmara Nickel

Tagi ,,

DAGMARA NICKEL

„W pracy najważniejsza jest siła tworzenia, możliwość oddziaływania i ludzie…”

  •  ur. 1975
  • innowatorka i anielica biznesu

Dagmara Nickel to twórczyni i prezeska YouNick Nickel Technology Park Poznań, pierwszego niepublicznego parku technologicznego w Polsce, który zlokalizowany jest w Złotnikach pod Poznaniem. Celem YouNick’a, którym zarządza, jest stworzenie w Poznaniu ośrodka biotechnologicznego i informatycznego w skali europejskiej.

Poznań uważa za doskonałe miejsce dla takiej działalności, bo tutejsze uczelnie co roku opuszczają setki wykształconych i ambitnych absolwentów, dla których warto stworzyć możliwość pracy na miejscu. Ludzie to bowiem klucz do sukcesu w nowych dziedzinach, to oni są najważniejsi, co podkreśliła w nowej nazwie parku – YouNick Technology Park.

YouNick to także nazwa funduszu inwestycyjnego, który założyła, żeby zajmować się biznes angellingiem. Rodzinny majątek ułatwił jej start w biznesie więc teraz sama chce się podzielić pieniędzmi, angażując je w innowacyjne projekty technologiczne. Wsparła powstanie ponad 20 startup’ów, z infrastruktury parku korzysta 159 firm, które zatrudniają na miejscu ponad 1000 pracowników. Być może to początek podpoznańskiej Doliny Krzemowej.

Tekst: Paweł Cieliczko
Grafika: Agnieszka Zaprzalska

Poznańskie literatki: Joanna Drażba

Poznańskie literatki: Joanna Drażba

Tagi ,,

JOANNA DRAŻBA — poznańska poetka:

Rozstała się ze światem 24 czerwca 1995 r., w dniu swoich 24 urodzin. Po dwudziestu latach szczęśliwego życia i czterech latach cierpień zmarła na chorobę nowotworową.

Przed śmiercią przekazała prof. Jackowi Łuczakowi swoje wiersze oraz pamiętnik choroby, które zostały opublikowane w kilkakrotnie już wznawianej książeczce „Za parawanem powiek”.

Młoda poetka zmagała się ze śmiertelną chorobą. I choć z heroizmem znosiła ból, pisała o tym, jak trudno i źle jest jej żegnać się ze światem:

– „Czuję potworny żal. Jestem sama. Wszyscy gdzieś poszli, gdzieś są, coś robią, żyją. A ja nie wiem, co mam robić. Nie wiem jak mam żyć. Duszę się z żalu i bezsilności. Już się nie pozbieram”.

Nie uwznioślała cierpienia, ale pisała o jego przyziemności:

„Nie mam siły. Jestem za słaba. A nikt mi nie jest w stanie pomóc. Tak bardzo chciałabym, by ktoś tu teraz ze mną był. Czuję się taka samotna, opuszczona”.

Mierzyła się ze strachem przed śmiercią, która z każdym dniem coraz bardziej przybliża się do każdego z nas, ale do niej pędziła galopem:

 „I znowu jestem o jeden dzień bliżej śmierci. Tak jak każdy zresztą. A ja tych dni mam niewiele. To jest taki bukiet ostatnich dni. Bukiet brzydki, niechciany. Dni są bure, mętne, jak ponure, złe róże w żółtym kolorze. Naokoło dzieje się życie. Mnie nie chce się żyć. Nawet gdybym była zdrowa nie chciałoby mi się żyć. Życie jest zbyt banalne i prostackie, by w nim uczestniczyć. Życie zmusza do banału i prostactwa, dlatego nie chcę żyć. Niech żyją ci, którzy zgadzają się na banał i prostactwo. Ja odchodzę”.

A gdy rozpaczliwe próby znalezienia sensu w śmierci nie przynosiły rezultatu, starała się przekonać samą siebie, że jej się jednak uda, że ona wyzdrowieje:

 „Ciągle ta oślepiająca złość. Dławiąca i dusząca. I to rozdzierające pragnienie wyzdrowienia, normalnego życia. Ciągle się łudzę, że to jednak sen. Bo przecież życie nie może być tak koszmarne, tak okrutne. Już wkrótce się obudzę. Obudzę się w Poznaniu, na stancji. A ten koszmarny sen to wynik wysokiej gorączki, jaką miałam przy grypie. Obudzę się i będzie zima. Alicja przyniesie mi gorącej herbaty, Jarek będzie żył i zrobi nam zakupy. Andrzej razem z nim przyjdą mnie odwiedzić i będą mi opowiadać różne wesołe rzeczy. A ja się będę śmiała, śmiała, śmiała… Po kilku dniach wyzdrowieję i będę szczęśliwa. A ten sen zapamiętam. Zapamiętam, by zrozumieć sens istnienia, którego do tej pory nie mogłam odszukać”.

Nawet w ostatnich dniach nie traciła sarkastycznego poczucia humoru, starając się żartować z nadchodzącego kresu, dostrzegać jego „pozytywne” aspekty:

„Dobre jest to, że nigdy nie będę stara. Starość mnie przeraża. A mnie to ominie. To jest ta dobra strona”.

Poezja i pamiętnik Joanny Drażby, mimo że pisane wtedy, gdy już umierała, nie są kroniką powolnej śmierci, ale wyrywaniem się do życia i apoteozą życia, życia, dla którego warto otwierać rano oczy. Przejmująco brzmią słowa, które zanotowała w przeddzień śmierci:

„Dziękuję rodzicom za wspaniałe 20 lat życia, wspomnienia których nie zatarły 4 lata cierpień”.

Źródło: Paweł CieliczkoPoznański Przewodnik Literacki
Portret: Agnieszka Zaprzalska