BOHATEROWIE SCHODZĄ Z COKOŁÓW: Fotel wodny Konstancji Raczyńskiej

BOHATEROWIE SCHODZĄ Z COKOŁÓW: Fotel wodny Konstancji Raczyńskiej

Opublikowany w Bohaterowie schodzą z cokołów, Pomniki Poznania Tagi ,

Jeszcze u schyłku XX wieku poznaniacy zazdrościli mieszkańcom innych miast urokliwych ławeczek, na których przysiadały wybitne postaci, podczas gdy w konserwatywnym Poznaniu kolejni zasłużeni stawali wyprostowani na cokołach.

Z początkiem nowego stulecia także prominentni poznańczycy nabrali nieco luzu i zaczęli przysiadać na ławkach bądź fotelach. Stali się tym samym bliżsi przechodniom, bardziej dostępni, przyjaźni. Postaci na ławeczkach niemal zapraszają, aby przycupnąć obok nich ‒ choćby po to, by zrobić pamiątkową sweetfocię.

Warto jednak przypomnieć, że to właśnie w Poznaniu po raz pierwszy zrealizowana została idea usadzenia zmarmurzonej postaci na wygodnym fotelu, a stało się to już w połowie XIX wieku. Na pierwszym „pomniku siedzącym” nie zasiadł jednak żaden król ani cesarz, ale… wybitna kobieta – hrabina Konstancja Raczyńska.

Odpocznij hrabino…

Pierwsze zdanie zapisane w języku polskim – „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj” – to wypowiedź męża, który proponuje żonie, by odpoczęła, a on wyręczy ją w pracy przy żarnach. Gdyby nie wyrafinowana polszczyzna jaką posługiwał się hrabia Edward Raczyński, można by to zdanie włożyć mu w usta, a nawet wyryć na cokole pomnika. Traktując „bruszenie”, czyli mielenie jako synekdochę pracy w ogóle, hrabia cytatem tym prosiłby małżonkę, żeby nieco odpoczęła, podczas gdy on zastąpi ją w jej aktywnościach.

Hrabia Edward Raczyński był fundatorem pomnika-fotela, na którym zasiadła jego żona Konstancja. Ubrana w zwiewny, joński chiton, fałdami spływający ku jej stopom obutym w greckie sandały, upozowana została na grecką boginię zdrowia, Higieę. Stało się tak nie bez powodu, hrabina zasiadła bowiem na fotelu… wodnym, a jego postumentem była publiczna studnia stanowiąca centralne miejsce drewnianego wodociągu podarowanego przez hrabiostwo mieszkańcom Poznania.

 

Rzeźba Konstancji jako greckiej bogini zdrowia symbolizowała opiekę, jaką Raczyńscy roztoczyli nad ubogimi mieszkańcami miasta. Ich decyzja wiązała się z wydarzeniami 1831 roku, kiedy to śmiertelne żniwo wśród poznaniaków zebrała epidemia cholery. Wiedziano już wówczas, że kluczowe znaczenie dla powstrzymania podobnej zarazy w przyszłości ma dostęp ludzi do czystej, bieżącej wody. Chęć zapewnienia jej wszystkim poznaniakom legła u podstaw fundacji, której zadaniem było poprowadzenie do miasta wodociągu z pobliskiego wzgórza winiarskiego.

Edward Raczyński na patronkę studzienki wybrał grecką boginię zdrowia Higieę, a ‒ jako że prawdziwą opiekunką tej inwestycji była jego żona ‒ nakazał rzeźbiarzowi nadać bogini rysy Konstancji.

… a ty podziwiaj…

Trudność wyboru miejsca, na przykład w restauracji czy w tramwaju, towarzyszy na co dzień każdemu i każdej z nas. Potrafimy wielokrotnie się przesiadać, przesuwać krzesło, zmieniać miejsce, a wszystko po to, by znaleźć to najwygodniejsze. Raczej nie zdarza się, by podobne „problemy” dotyczyły postaci odlanych ze spiżu ‒ raz ustawione, stoją niewzruszone przez lata, dekady, a nawet stulecia. Zupełnie inaczej było z Konstancją, która długo „szukała” najodpowiedniejszego miejsca dla swojego fotela.

Niektórzy językoznawcy dowodzą, że pierwsze zapisane po polsku zdanie należy odczytywać nieco inaczej – „Daj, ać ja pobruszę, a ty podziwiaj”. Zmiana ostatniego czasownika zasadniczo przewartościowuje sens wypowiedzi. Przestaje ona być wyrazem troski i uprzejmości mężczyzny, a staje się emanacją męskiej dumy. Mąż nakazuje żonie by podziwiała, jak doskonale wykonuje pracę, która – co można wnioskować z kontekstu – nie była dostatecznie dobrze wykonywana przez żonę.

To właśnie tłumaczenie przypomniało mi się w kontekście pierwotnie planowanej lokalizacji pomnika. Fotel Konstancji Raczyńskiej stanąć miał bowiem na placu Wolności (wówczas Wilhelmplatz). Była to lokalizacja niezwykle prestiżowa ‒ polska hrabina miałaby swój monument w najważniejszym, centralnym miejscu pruskiego Poznania, stanowiącym dumę zaborców. Ze swojego fotela podziwiać by zaś mogła najwspanialsze dzieło, jakie wraz z mężem podarowali Poznaniowi – Bibliotekę Raczyńskich.

W połowie XIX wieku przy poznańskiej radzie miejskiej nie funkcjonowała jeszcze komisja pomnikowa (czy raczej „antypomnikowa”), jednak postawienie fotela Konstancji przed Biblioteką Raczyńskich i tak okazało się niemożliwe. Powodem nie były względy polityczne, ale topograficzne. Plac Wolności powstał bowiem na miejscu rozplantowanej wcześniej Muszej Góry i znajdował się zbyt wysoko ‒ wyżej niż szczyt wzgórz winiarskich. Woda drewnianym wodociągiem spływała zaś do miasta dzięki sile grawitacji i nie dało się sprawić, by popłynęła pod górę. Fundator musiał zrezygnować z tej lokalizacji.

Studnia „Pana Prysznica”

Za najgodniejsze miejsce dla wodnego fotela hrabiny uznano skrzyżowanie Wilhelmstrasse (współczesne Al. Marcinkowskiego) i Friedrichstrasse (dzisiejsza ul. 23 Lutego), między budynkiem Ziemstwa Kredytowego (dziś Uniwersytetu Artystycznego) i poczty. Do tego miejsca woda ze wzgórz winiarskich docierała wartko i nie było przeszkód, by znalazła się tam ogólnodostępna studnia.

Postawiono tam najpierw sam postument – projektu berlińskiego architekta Christiana Gottlieba Cantiana – bez fotela i posągu Konstancji. Na froncie piaskowcowego cokołu umieszczono brązowy medalion przedstawiający Wincentego Priessnitza – pioniera i propagatora wodolecznictwa, od którego nazwiska utworzono wyraz… prysznic. Cieszył się Priessnitz szczególną atencją hrabiostwa Raczyńskich, a uhonorowanie go medalionem na pomniku było wyrazem wdzięczności, bo jego hydroterapia przyniosła doskonałe efekty w leczeniu ich syna – Rogera. Okoliczności przekazania miastu wodociągu tak opisywał niemiecki kronikarz pruskiego Poznania Arthur Kronthal –

Z wdzięczności za uratowanie jego ciężko chorego syna [Rogera] przez Wincentego Priessnitza w Gräfenbergu [obecnie Jesenik w Czechach] hrabia Raczyński podarował Poznaniowi pierwsze wodociągi, które doprowadzały wodę ze źródeł znajdujących się na wzgórzach cytadeli. Na wzór Gräfenbergu pokierował on wodę drewnianymi rurami do wystawionych przez siebie studni […] między innymi do studni Priessnitza […] będącej z pewnością jedynym w Niemczech pomnikiem poświęconym Priessnitzowi.

Na postumencie studni wyryto grecką sentencję z ody Pindara, a poniżej znalazło się jej polskie tłumaczenie, które brzmiało – „Nic lepzego nad wodę” (pominięta została – przez przypadek ‒ litera s). Zofia Ostrowska-Kębłowska, badaczka zajmująca się poznańską architekturą XIX wieku, podkreślała, że studzienka Priessnitza –

Była też jednym z pierwszych w Europie monumentów wzniesionych nie dla uczczenia władcy, wodza czy bohatera, ale uczonego, lekarza – co głosił napis w otoku jego medalionowego portretu oraz cytat z Pindara […] Pomimo że dominującym plastycznym elementem monumentu jest figura Higei, czyli pośrednio żony fundatora, to jednak odgrywa ona tu rolę zbliżoną do dawnej alegorii i odnosi się raczej do żywiołu wody i jej leczniczych właściwości, a także do działania na rzecz zdrowia. Natomiast konkretną osobą, która została tu upamiętniona, jest lekarz i jego zasługi medyczne.

Niemiecki kronikarz był innego zdania i zanotował, że do czasu pojawienia się na pomniku postaci Konstancji Raczyńskiej w stroju jońskim, dla wielu mieszkańców Poznania przesłanie ideowe pomnika było kompletnie nieczytelne i często mylnie interpretowane, co zobrazował anegdotą –

Do tamtego momentu poznański cokół stał samotnie. Jego treści można się więc było domyślać, dlatego też możemy wierzyć pewnej relacji z lat 50. XIX wieku, kiedy to cokół uchodził w szerokich kręgach ludności za wizerunek świętego, że szczególnie chłopi z okolic Poznania przez dziesięciolecia oddawali portretowi zajmującego się wodolecznictwem Priessnitza cześć należną świętym.

Nie od razu fotel ustawiono

Edward Raczyński z prywatnej wdzięczności uhonorował Wilhelma Priessnitza medalionem, jednak to nie lekarz, a grecka bogini zdrowia miała zostać patronką i symbolem najważniejszej studni na trasie wodociągu. Służąca ludziom i zwierzętom studzienka miała stać się prawdziwym pomnikiem, gdy na jej szczycie pojawi się fotel, w którym zasiądzie Higiea o rysach hrabiny Raczyńskiej.

Wyrzeźbienie bogini zlecone zostało berlińskiej pracowni Alberta Wolffa, który był uczniem najwybitniejszego niemieckiego rzeźbiarza XIX wieku – Christiana Raucha. Pomnik Higiei, a raczej Fotel Konstancji Raczyńskiej zaprojektowany został tak, by wpisywał się w styl powstających wówczas w Poznaniu, polskich, monumentalnych budynków publicznych o klasycyzującej architekturze, takich jak Biblioteka Raczyńskich, Hotel Bazar czy siedziba Ziemstwa Kredytowego. Nawiązując do tego otoczenia architektonicznego, przyjęto formę posągową charakterystyczną dla późnych klasycystycznych rzeźb matron rzymskich, o spokojnej, mocno zarysowanej bryle oraz dostojnie spływających fałdach starożytnej tuniki. Powinowactwa te szczegółowo wyliczył – przywoływany już – poznański bourgeois z przełomu XIX i XX wieku, Arthur Kronthal –

Figura wzorowana jest wyraźnie na „siedzących statuach” Rzymu, zarówno na tzw. Agryppinie Starszej z muzeum na Kapitolu [Rzym], jak i na Siedzącej Greczynce z Muzeum Torlonia [Rzym], ale również na wcześniejszej określanej mianem Agryppiny Młodszej figurze kobiecej z Villi Albanich [Rzym]. Jak u tych wszystkich postaci, również i tu lewe ramię poznańskiej Hygiei wspiera się na oparciu krzesła, podczas gdy prawe spoczywa na łonie, przez które opada na lewą stronę mocno fałdowana szata. Piękna, klasycznie ukształtowana, szlachetna głowa nosi rysy hrabiny Konstancji Raczyńskiej, małżonki fundatora. 

Albert Wolff doskonale wywiązał się ze swojego zadania i w 1844 roku, w hucie w Lauchhammer, odlany został wspaniały posąg. Wielu uważało zresztą, że artysta wywiązał się ze zlecenia aż nadto dobrze, bo rysy hrabiny zostały wysubtelnione i znacznie zredukowano jej otyłość. 

Hrabia Edward Raczyński zwlekał z odebraniem zamówionej rzeźby i ustawieniem jej na przygotowanym cokole, bo chciał najpierw rozwiązać inny problem związany z jego inwestycjami w przestrzeni miejskiej. W poznańskiej prasie rozpętała się bowiem nagonka, potępiająca go za to, że zdecydował się umieścić w Złotej Kaplicy napis honorujący go jako głównego fundatora posągów Mieszka I i Bolesława Chrobrego w katedrze poznańskiej. Sfrustrowany i umęczony kampanią nienawiści, a zarazem wrażliwy i nieodporny psychicznie hrabia popadł w depresję, kazał wymazać krytykowany napis, a sam popełnił samobójstwo w domku szwajcarskim na Kępie Zaniemyskiej. 

Konstancja zdecydowała, że niewdzięczni mieszkańcy Poznania, którzy doprowadzili do śmierci jej męża, nie zasługują na upiększenie ich miasta kolejnym ufundowanym przez niego pomnikiem. Nakazała usunąć węża (symbol Asklepiosa) wijącego się wokół ramienia Higiei, a tak „poprawiony” pomnik postawiła przy kościele parafialnym w Zaniemyślu, gdzie złożone zostały zwłoki hrabiego. Na cokole umieściła napis –

Małżonka strzeże zwłok swojego męża i prosi o modlitwę za niego.

Fotel Konstancji 

Poznaniacy na posąg Higiei musieli czekać jeszcze ponad 60 lat. Na początku XX wieku opracowany został projekt rozbudowy wodociągów oraz rewitalizacji śródmieścia. Na miejscu skromnej studzienki Priessnitza powstała kaskadowa fontanna z delfinami, studzienka zaś przeniesiona została w górę Al. Marcinkowskiego, do ich zbiegu z ul. Podgórną. Tam właśnie po raz pierwszy pojawił się w Poznaniu Fotel Konstancji. Okoliczności tego zdarzenia tak opisywał Arthur Kronthal –

Dopiero przed kilkoma laty [1908] wnuk fundatora, hrabia Edward Raczyński z Rogalina, ofiarował wielkodusznie miastu środki, by z zachowanego jeszcze w Lauchhammer [Dolne Łużyce] modelu wykonać nowy, brązowy pomnik.

Uroczystość odsłonięcia pomnika odbyła się 9 lutego 1908 roku. Tego właśnie dnia Konstancja Raczyńska oficjalnie zasiadła na fotelu, któremu za cokół służyła dotychczasowa studzienka Priessnitza. Z nowej lokalizacji najbardziej ucieszył się zapewne doktor Jan Żniniewicz, który w kamienicy obok prowadził swój zakład… wodoleczniczy..

U szczytu ul. Podgórnej, mając za plecami pałac Anderschów, siedziała Konstancja przez ponad 60 lat. Obserwowała, jak przekształca się miasto, jak zmieniają się ulice, jak powstają nowe budynki, a przede wszystkim jak z ulic miasta znikają dorożki, powozy, tramwaje konne, wypierane przez tramwaje, autobusy i samochody. Pochodzącej z Kresów Rzeczypospolitej Konstancji Raczyńskiej najbardziej chyba było… koni żal. Rozumiał to poeta Florian Jernas, który w 1934 roku opowiadał o nich w Balladzie o fontannie Hygiei i szkapach dorożkarskich.

Na Marcinkowskiego alei

Stoi fontanna Hygiei

A z niej

Niedźwiedziowi z pyska

Woda wytryska.

 

Co dziej wieczorem, nocą i z rana

Kapie mu z brody woda źródlana

Do basenu…

Przychodzą tam codziennie

Spracowane,

Spocone

I chude

Dorożkarskie szkapy –

I gaszą w wodzie

Dymiące chrapy –

 

Piją chciwie i długo

Po męczących wybiegach,

A dobre niedźwiedzisko

Troskliwie je ostrzega:

 

Nic lepszego nad wodę

Nie znajdziecie, koniska –

Ja co dzień was ochotnie

Napoję i opryskam!

Piją chciwie i długo,

A niedźwiedź na nie chucha

I mrużąc lewe oko

Coś szepcze im do ucha –

Fotel wreszcie na swoim miejscu

Potrzeba było niemal 130 lat, by Konstancja Raczyńska mogła spokojnie usiąść na fotelu przed gmachem Biblioteki Raczyńskich ‒ tam, gdzie pierwotnie widział ją hrabia Edward. Stało się to możliwe dopiero w 1971 roku, a powodem nie była wcale chęć uczynienia zadość woli fundatorów, ale konieczność przeniesienia „pomnika-zawalidrogi”. Przeszkadzał on bowiem w wytyczeniu nowej trasy tramwajów, które z Al. Marcinkowskiego zjeżdżać miały w ul. Podgórną.

Wówczas to chyba na bocznej ścianie cokołu umieszczono tablicę z napisem:

Edward Raczyński obdarzył miasto w r. 1841 nowym wodociągiem doprowadzając wodę źródlaną ze Wzgórza Winiarskiego i wybudował tę studnię na zbiegu ul. 23 Lutego z Al. Marcinkowskiego, poświęcając ją Wincentemu Priessnitzowi /1799-1851/ twórcy wodolecznictwa. Posąg Higiei ‒ bogini zdrowia, noszącej rysy żony fundatora, Konstancji Raczyńskiej, umieszczony został w 1908 r., gdy studnię przeniesiono na Al. Marcinkowskiego u wylotu ul. Walki Młodych. Na obecnym miejscu studnia została umieszczona w r. 1971.

Historyk sztuki Marcin Libicki bolał nad decyzją o przeniesieniu pomnika, która pozbawiła – i tak już zdewastowane – Aleje Marcinkowskiego kolejnego artystycznego akcentu. Tym bardziej, że ów bardzo dobrze prezentował się na tle pałacu Anderschów w długiej perspektywie ul. Podgórnej. Zauważył też nieco zgryźliwie, iż podobnie jak inne poznańskie fontanny, również i ta od lat pozostaje nieczynna. Znany poznański przewodnik turystyczny Eugeniusz Goliński wprost postulował przywrócenie posągowi Higei funkcji studzienki, wyrażając w swych książkach nieśmiałą nadzieję, że jeszcze ujrzymy wodę tryskająca z mosiężnej lwiej paszczy, która nb. w grudniu 1994 roku została skradziona.

Nieczynną fontannę-fotel usunięto sprzed Biblioteki Raczyńskich w 2004 roku, kiedy rozpoczęły się prace związane z budową podziemnego parkingu pod placem Wolności. Pomnik poddano wówczas gruntownej renowacji.

Gdy w 2009 roku Konstancja Raczyńska powróciła przed Bibliotekę, z paszczy lwa znów popłynęła woda. Dzięki temu aktualna stała się treść wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny Higiea:

Higiea – mądre bóstwo

uśmiechnięte i młode

miast innych rzeczy mnóstwa

chroni świeżutką wodę.

Z pierwszego wodociągu

kiedy Poznań skorzystał

dla Konstancji Raczyńskiej

wzniósł pamiątkę artysta.

Drugi fotel do kompletu

Po wielu dekadach szukania najlepszego miejsca, Konstancja Raczyńska zasiadła wreszcie tam, gdzie było jej pisane ‒ na wodnym fotelu przed Biblioteką Raczyńskich. Dziś hrabina podziwia odnowiony plac Wolności, z wielką, nowoczesną fontanną, która przyciąga mieszkańców i turystów, a z paszczy lwa pod jej stopami znowu tryska woda. Wszystko zdaje się być na swoim miejscu. Choć…  może nie całkiem wszystko.

Brakuje bowiem przed Biblioteką Raczyńskich drugiego cokołu i drugiego fotela ‒ na którym zasiadłby oczywiście hrabia Edward Raczyński. Człowiek, o którym mówiono, że sobie odmawiał wszystkiego, aby ludziom dać wszystko, z pewnością zasługuje na takie wyróżnienie. Jego charakter predestynuje zaś go do tego, by przedstawić go w szacie rzymskiego senatora.

Konstancji byłoby z pewnością bardzo miło mieć u boku ukochanego męża, z którym dzieliła troski życia małżeńskiego, ale także pasje i projekty. Poznaniakom zaś byłoby może trochę mniej wstyd, że przez ponad półtora stulecia nie stać ich było na ufundowanie pomnika temu, który tak wiele dla nich poświęcił i tak wiele im podarował.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Paweł Cieliczko, Studzienka Higiei,[w:] Poznański przewodnik literacki, red. P. Cieliczko, J. Roszak, Poznań 2013, s. 287.
  2. Eugeniusz Goliński, Pomniki Poznania, Poznań 2001, s. 14-15.
  3. Florian Jernas, Ballada o fontannie Hygei i dorożkarskich szkapach, [w:] Pieśni i pejzaże. Wiersze o Poznaniu i Wielkopolsce, Poznań 1981, s. 78-80.
  4. Arthur Kronthal, Poznań oczami Prusaka wzorowego. Przyczynki do historii zabytków oraz życia artystycznego i umysłowego Poznania, Poznań 2009, s. 106-108.
  5. Włodzimierz Łęcki, Piotr Maluśkiewicz, Poznań od A do Z, Poznań 1998.
  6. Marcin Libicki, Poznań – przewodnik, Poznań 1997, s. 105-106.
  7. Zofia Ostrowska-Kłębowska, Architektura i budownictwo w Poznaniu w latach 1780-1880, Poznań 2009, s. 208-210.
  8. Zbigniew Zakrzewski, Ulicami mojego Poznania, Poznań 1985, s. 127-128.

Zdjęcia:

  1. Tomasz Koryl 

Komentarze