F jak Fiedler

F jak Fiedler

Opublikowany w Poznański alfabet literacki Tagi ,

Poznański Alfabet Literacki byłby bardzo niepełny, gdyby zabrakło w nim naszego podróżnika, przyrodnika i pisarza, Arkadego Fiedlera, którego biografia jest materiałem na doskonałą literaturę akcji, bo jego życie pełne było nieoczekiwanych zwrotów oraz „momentów”, których nie powstydziliby się autorzy najlepszych powieści sensacyjnych.

Dzieciństwo Arkadego Fiedlera określa przede wszystkim postać jego ojca, któremu poświęcił autobiograficzną książkę Mój ojciec i dęby. Razem łowili szczupaki w Wirynce, polowali na kuropatwy i zające pod Górczynem (wtedy przedmieście), zasadzali się na sarny w Kunowie (koło Buku). Najsilniejszych doznań przyrodniczych doświadczał jednak w Puszczykowie i Rogalinie, a rogalińskie dęby pamiętające zamierzchłe czasy Piastów zachwycały go niezwykłym pięknem, tajemniczością i majestatem. W ich otoczeniu planował z ojcem dalekie podróże, odkrywanie świata i poznawanie wielkich puszcz pełnych niezwykłych zwierząt i kolorowych motyli. Opowieść Fiedlera to także historia Poznania i dzieje zmagań miasta z niemieckim zaborcą. Pisarz urodził się przy ul. Murnej, potem cała rodzina przeprowadziła się do domu przy ul. Berlińskiej (dziś 27 Grudnia), gdzie jego ojciec założył zakład fotochemiczny. Sześcioletni Arkady rozpoczął naukę w Bürgerschule (Szkole Obywatelskiej), a po trzech latach wstąpił do Wyższej Szkoły Realnej im. Bergera (przy ul. Strzeleckiej). Jesienią 1905 roku Fiedlerowie zamieszkali przy Długiej 11. Prowadzili dom otwarty, często gościli przyjaciół – polskich patriotów, działaczy społecznych czy artystów z mesjaszem europejskiego ekspresjonizmu, Stanisławem Przybyszewskim, na czele (w ekspresjonistycznym „Zdroju” Fiedler debiutował jako poeta). Jesienią 1918 roku dom Fiedlerów stał się miejscem spotkań powstańczych przywódców. Arkady działał w Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego, a gdy 27 grudnia wybuchło powstanie, został kierownikiem Działu Organizacyjnego przy Dowództwie Żandarmerii Krajowej.

Młodość Arkadego Fiedlera potoczyła się zupełnie inaczej niż planowano. Jeszcze przed wojną postanowiono, że zostanie dyrektorem literackim polskiego wydawnictwa prowadzonego przez jego ojca w pruskim Poznaniu. Wysłano go więc na studia do Krakowa, „by nałykał się polskości”. Życie napisało jednak inny scenariusz. Radość z odzyskania niepodległości została przyćmiona nieoczekiwaną śmiercią ojca w 1919 roku. Arkady został spadkobiercą największej w Wielkopolsce drukarni, musiał porzucić Kraków i natychmiast udał się do Lipska na studia techniczne, które ukończył z bardzo dobrym wynikiem. Powrócił do Poznania, prowadził zakład wydawniczy, wszedł do poznańskiej socjety, ożenił się, urodziła mu się córka Basia, wiódł życie zamożnego mieszczanina. Mając 30 lat osiągnął sukces zawodowy, społeczny i towarzyski, a wyrazem mieszczańskiej ekstrawagancji było wyprawienie się z grupą przyjaciół na spływ Dniestrem. Ta ekspedycja obudziła zapomniane emocje, wydał relację z podróży Przez wiry i porohy Dniestru – nie spodobało się to innym uczestnikom, uważającym wyprawę za prywatną wycieczkę. W Arkadym obudził się zaś duch pisarza i podróżnika.

Pierwszą wyprawę do Amazonii zorganizował za pieniądze, jakie zostały mu ze sprzedaży rodzinnego zakładu. Miał ich niewiele, bo na wieść o jego podróżniczych planach żona zażądała rozwodu i znacznej części majątku. Fiedler zgodził się na rozwód, a wkrótce zamieszkał w szałasie nad amazońską rzeką Ukajali wraz ze swoją „indiańską żoną”. Dolores była pierwszą z szeregu jego przewodniczek po tajemniczym, egzotycznym świecie. Arkady łączył pasję przyrodnika, badacza i antropologa, poznając obce kultury poprzez obserwację uczestniczącą. Jego erotyczne podboje stały się powodem niewybrednych komentarzy, przytoczyć można choćby okolicznościowy wierszyk Janusza Minkiewicza „Ile”, w którym autor pisał:

Ile Fiedler miał Murzynek,

ile posad miał Rusinek,

ile wdzięku u Dygata,

ile Kott narobił gaff –

tyle szczęścia, długie lata,

niech ma pan Leopold Staff.

 

Talent Fiedlera nie ograniczał się jedynie do czerpania z uroków życia w lasach równikowych. Czuł się wysłannikiem poznańskiego i warszawskiego mieszczaństwa w dziewiczy busz, a jego książki był sprawozdaniami pisanymi z perspektywy ludzi o podobnych jak on poglądach i doświadczeniach. Przebojem wszedł do grona wybitnych polskich pisarzy, jego książki wydawane były w ogromnych nakładach, ceniony był także przez profesjonalistów, o czym świadczy choćby Nagroda Literacka Miasta Poznania czy Srebrny Wawrzyn Literatury. Jego popularność ugruntowały książki: Bichos, moi brazylijscy przyjaciele (1931), Wśród Indian Koroadów (1932), Kanada pachnąca żywicą (1935), Ryby śpiewają w Ukajali (1935), Zwierzęta lasu dziewiczego (1936), Zdobywamy Amazonkę (1937), Jutro na Madagaskar (1939). Wiosną 1939 roku przypłynął na Tahiti, zamieszkał pod palmowymi liśćmi ze swoją nową „tahitańską żoną”, poznał syna oraz rodzinę Paula Gauguina i zdawało się, że następne dwa lata spędzi na błękitnych lagunach i złotych plażach.

Wojna stała się kolejnym wirażem w życiu Fiedlera. Nikt nie pojmował powodów, dla których miast korzystać z uroków życia na rajskiej wyspie, z dala od niebezpieczeństw, on pchał się na wojnę. Fiedler jednak zamustrował się na pierwszy statek do Europy i wkrótce stanął przed naczelnym wodzem, Władysławem Sikorskim, który oddelegował go do bazy polskich pilotów w Anglii, co zaowocowało powstaniem najpopularniejszej książki Fiedlera – Dywizjon 303. Napisał też drugi wojenny reportaż – Dziękuję ci kapitanie, o mniej spektakularnych bohaterach, marynarzach polskiej floty handlowej, których sukces polegał na bezpiecznym dowiezieniu ładunku do portu. Nie wszystkim się jednak jego pisarstwo podobało. W „Polsce Walczącej” opublikowano artykuł Janusza Meissnera, który zarzucił Fiedlerowi, że nienawidzi wojska. Fiedler poczuł się tym bardzo dotknięty i odmówił uścisku dłoni redaktorowi gazety, Tymonowi Terleckiemu, co ten uznał za obrazę oficera. Proces przed wojskowym sądem honorowym trwał trzy lata, kończąc się uznaniem Fiedlera winnym przestępstwa „niepodania ręki”. Napięte stosunki z emigracją sprawiły, że zdecydował się na kolejny radykalny zwrot w życiu.

Powrót Fiedlera do Polski Ludowej sprawił, że emigracja całkiem się od niego odwróciła. Wacław Śledziński skomentował to zaś złośliwym wierszykiem:

Fiedler – to cholera, powiem w wielkim skrócie;

wrócił do Yarnera, został przy Bierucie

 

Komunistyczna władza natomiast bardzo ceniła literatów i dwa miasta zapragnęły, by Fiedler w nich zamieszkał. Wrocław zaproponował pisarzowi dworek na wzgórzach trzebnickich, Poznań willę w podpoznańskim Puszczykowie. On sam wybrał Wielkopolskę, sprowadził tu swoją pochodzącą z Włoch żonę oraz dwóch małych synów. Pierwsze lata były czasem wznowień jego przedwojennych i wojennych książek, wkrótce jednak nastał stalinowski socrealizm, a radosna twórczość Fiedlera znalazła się na indeksie. Skończyły się podróże do Kanady, na Madagaskar, nad Ukajali i Amazonkę, zamiast tego była wyprawa na Syberię, a w połowie lat sześćdziesiątych do budujących socjalizm państw afrykańskich. Fiedler starał się zyskać uznanie władz, poprawiał swoje stare książki, dopisując im socjalistyczne wstępy i uzupełniając je o tło społeczne. Pisał także powieści dla młodzieży i – jako rozsądny poznaniak – czekał na dogodne okoliczności. Okoliczności pojawiły się w latach siedemdziesiątych i wówczas pisarz znów zaczął jeździć do swoich ukochanych krajów i mógł pisać o nich książki, a podróżował nieustannie. Józef Ratajczak wspominał, że w swej pracowni na piątym piętrze kamienicy przy pl. Wolności zawsze miał spakowane walizki, z którymi mógł natychmiast wyruszyć na drugą półkulę. Nie mniej imponująca niż podróże, jakie odbywał do dziewięćdziesiątki, była tężyzna fizyczna, niespotykana u pisarzy. Fiedler na piąte piętro wchodził codziennie bez zadyszki.

Spuścizna Arkadego Fiedlera to kilkadziesiąt książek podróżniczych, seria powieści dla młodzieży oraz dwa tomy wspomnień. Mój ojciec i dęby opowiada o dzieciństwie spędzonym w Poznaniu, zaś Wiek męski zwycięski to opowieść dumnego mężczyzny o przygodach przed wojną. Biograf pisarza uważa, że nie był on w stanie napisać trzeciego tomu, książki o swoim życiu w trudnych losach wojennych oraz śliskich kompromisach z okresu Polski Ludowej. To zaburzało jego wizję samego siebie, a nade wszystko lubił siebie lubić. Jak na „porzundnego” poznaniaka przystało, Fiedler zadbał, by jego sława trwała po śmierci i stała się rodzinnym dziedzictwem i majątkiem. W latach siedemdziesiątych doprowadził do przekształcenia swojej willi w Puszczykówku w Muzeum-Pracownię Arkadego Fiedlera, a żona i synowie zostali jej kustoszami. W ostatnich latach życia można było go tam spotkać (co i mnie się udało), a do dziś prowadzone jest ono przez jego synów, którzy na przylegającej działce zbudowali replikę egipskiej piramidy, prekolumbijskiej jaskini skalnej, „Santa Marii” Kolumba czy posągów z Wyspy Wielkanocnej. Odległy, egzotyczny świat, który przez całe życie ścigał Arkady Fiedler, udało się wreszcie złapać i zatrzymać w podpoznańskim Puszczykowie.

Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w 2/2016 r.)

Ilustracja: Agnieszka Zaprzalska

Komentarze