G jak Grzebalski

G jak Grzebalski

Opublikowany w Poznański alfabet literacki Tagi ,

Poznański Alfabet Literacki nie jest tylko kroniką umarłych poetów, bo literatura (ze szczególnym uwzględnieniem poezji) nie umarła przecież w Poznaniu wraz z odejściem Stanisława Barańczaka, ale żyje, rozwija się, jest nagradzana, a co najważniejsze – czytana. Odbiorcy tłumnie wypełniają sale i dziedzińce podczas Poznania Poetów, festiwalu Frazy czy spotkań w CK Zamek, pałacu Działyńskich i w wielu innych miejscach. Trudno byłoby znaleźć pisarza, w którego biografii i twórczości lepiej zapisały się dzieje poznańskiej literatury ostatniego ćwierćwiecza od Mariusza Grzebalskiego, dlatego to jego właśnie nominuję na mecenasa litery G naszego alfabetu literackiego.

Mariusz Grzebalski urodził się w Łodzi, jednak swojej drogi postanowił szukać w stolicy Wielkopolski, podejmując w 1988 r. studia filozoficzne na poznańskim uniwersytecie. Grzebalskiego zalicza się czasem do pokolenia brulionu, z którym łączy go odejście od liryki czynu na rzecz egzystencji, niechęć do patosu, ironiczny i sceptyczny ogląd rzeczywistości oraz zainteresowanie codziennością. Tyle tylko, że źródeł tych wszystkich cech szukać można równie dobrze w „tradycyjnych poznańskich wartościach”, które poeta przyswoił i potrafił oddać w swej poezji. Zyskują one głos w wierszu Jak woda z tomu Słynne i świetne (2004), traktującym o malarzu, który udzielił rady szczególnie przydatnej do funkcjonowania w poznańskiej rzeczywistości. Grzebalski pisał:

Znałem kiedyś malarza – nie trzeźwiał

ale codziennie punkt szósta wychodził malować pejzaże.

Powtarzał: Naucz się patrzeć i dużo ćwicz!

I dopóki możesz, trzymaj dziób na kłódkę.

 

„Trzymania dziobu na kłódkę” Grzebalski nauczyć się musiał, pracując w latach 90. w wydawnictwie pewnej poznańskiej szkoły wyższej, co bardzo sugestywnie opisał w swej jedynej książce prozatorskiej, zbiorze opowiadań Człowiek, który biegnie przez las (2006). Żeby nie cytować z niej słów powszechnie uważanych za obelżywe, przytoczę poetyckie sprawozdanie z rzeczywistości, która dusi ogień najgorętszej poezji, pochodzące z wiersza Przypadek:

Praca też nie chciała go znaleźć.

Kiedy wreszcie on znalazł ją, okazało się,

Że nie jest to coś, za co dałby się zabić.

Zabiera czas, nie oferując nic w zamian

zadowolenia ani pieniędzy.

 

Poznańskie obrazki pojawiają się w twórczości Grzebalskiego dość często. Wychodząc od szczegółu, poeta stopniowo rozszerza pole widzenia, by w finale zostawić czytelnika z komentarzem o potężnym, choć niejasnym przekazie; jak w Opowieści wildeckiej:

Co rano to samo miejsce wystawione

na sprzedaż oczom:

złuszczona płetwa kamienicy

na brzegu nieruchomego morza ulic,

mężczyzna-ptak uprząta śmieci

z plaży chodnika zalegające

po nocnym przypływie jak martwe ryby;

nerwowy rój w zatoce bramy.

Na słupach króluje miłość:

„Droga diskdżokejko, Beato, córko dróżników,

numer telefonu do ciebie był trefny,

odezwij się, bo tęsknię! Krasnoludek z Panoramy”.

A jednak język odwraca się od oczu tego miejsca,

niewidzialna dłoń odpina kaburę

w trzcinach kominów, odbezpiecza spust.

Strażnik przygląda się zewsząd.

 

Okoliczności powstania tego wiersza Grzebalski przybliżał słowami:

„Mijając codziennie zniszczone kamienice, stragany, sklepiki z tandetą,

urząd dla bezrobotnych i licznych żuli aktywnych od wczesnych godzin

rannych, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Wilda bardzo przypomina

Bałuty w Łodzi. A ponieważ pochodzę z Bałut i nie zdążyłem

o nich napisać – napisałem o Wildzie”.

 

Ogłoszenie z tekstu było autentyczne, autor dostrzegł je kiedyś na słupie sygnalizacyjnym. Charakterystyczne dla jego poezji obserwacje codzienności stanowią punkt wyjścia dla konstruowania szerszej refleksji egzystencjalnej, ale budują także poczucie bezsilności, niemożności opowiedzenia pędzącego, migawkowego świata. Poznań Mariusza Grzebalskiego ulega silnej metaforyzacji. Poznańska poetka Joanna Roszak pisze: „poeta bacznie obserwuje miasto, czyta napisy ze ścian budynków, wyrywa ujrzane kamienice i bramy z ich prostoty, wprowadzając elementy baśniowo-senne. Miasto jawi się jako żywy organizm, pęcznieje od upału. Miejsca w poezji Grzebalskiego rzadko są osamotnione – poeta przypisuje im ludzi, oni je tworzą, wynajdują dla siebie przestrzeń”. Tak jest w wierszu z tomiku Ulica Gnostycka zatytułowanym Pan Brandstaetter:

Dziewiątka wynurza pysk z ciepłej mgły,

motorniczy uderza w dzwonek i nuty pędzą,

jak krążki odbijane od niewidzialnych band.

Poznań pęcznieje z gorąca tak samo,

jak dziesięć lat temu, kiedy roznosiłem

w tym rejonie listy, gazety, pieniądze. […]

Dziesięć lat temu łamiący się głos powiedział

zza uchylonych drzwi: Pan Roman Brandstaetter nie żyje,

gazety nie będą więcej potrzebne. Śmierć potrafi być

nad wyraz dyskretna.

 

Twórczość Grzebalskiego odczytywana jest czasem jako poezja miejska, industrialna. Marcin Jaworski pisał, że „symbolem codzienności w poezji Grzebalskiego może być na przykład tramwaj. Taki jak ósemka z okładki Ulicy Gnostyckiej, najstarszy tramwaj jeżdżący po ulicach Poznania, nad którym na zdjęciu rozpięta jest sieć elektryczna – część układu nerwowego dużego miasta. To właśnie ludzie z większego miasta […] są często bohaterami jego wierszy”. Redaktor naczelny ogólnopolskiego dwutygodnika literackiego „Nowy Nurt” to chyba ta funkcja, którą Mariusz Grzebalski wspomina z największą przyjemnością, ale pewnie i z żalem, że to najważniejsze pismo literackie w Polsce u progu lat 90. nie utrzymało się, a Poznań nie został literacką stolicą Polski. Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć też należy o redagowaniu przez poetę artzina „Już Jest Jutro” oraz pracy redaktorskiej przy „Dodatku LITERAckim” Nagrody Literackiej GDYNIA. „Poeta syty chwały” brzmi jak oksymoron, ale określenie to można chyba przypisać do Mariusza Grzebalskiego, który już za debiutancki tomik Negatyw (1994) otrzymał Nagrodę Literacką im. Kazimiery Iłłakowiczówny, stypendium twórcze Rady Miasta Poznania oraz Medal Młodej Sztuki. Jego Ulica Gnostycka (1997) doceniona została Nagrodą Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek; po wydaniu w Austrii tomiku Graffiti (2001) otrzymał stypendium Huberta Burdy; w 2003 i 2005 r. był stypendystą Ministra Kultury RP. Zbiór wierszy W innych okolicznościach (2013) uhonorowany został Wrocławską Nagrodą Poetycką „Silesius” i nominowany był do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej. Na wyliczenie pomniejszych nagród, jak tych Poznańskiego Przeglądu Nowości Wydawniczych, nie ma tu miejsca, zaś na te najpoważniejsze autor musi jeszcze poczekać, ale jest to raczej kwestia czasu. Mariusz Grzebalski od lat jest cenionym wydawcą, choć oficyna, którą prowadzi ma najbardziej niemożliwą do zapamiętania nazwę – Wydawnictwo Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Nic dziwnego, że poeci których tomiki wydawane są w seriach WBPiCAK: Wielkopolska Biblioteka Poezji oraz Biblioteka Poezji Współczesnej mówią, że wydają książkę „u Grzebalskiego”. Literaci drukujący swe utwory w Poznaniu są bardzo zadowoleni ze współpracy i mogliby się pewnie podpisać pod opinią, jaką – prawie 200 lat temu – o poznańskich wydawcach wyraził Adam Mickiewicz:

Oszukaństwa z tamtej strony nie boję się, jeszcze u nas w kraju nie są

tak ucywilizowani, żeby okpiwać poetów. Czasem przehulają ich

pieniądze, co i mnie spotkało nieraz, ale Poznańczycy regularniejsi.

Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w 12/2016 r.)

Grafika: Agnieszka Zaprzalska 

Komentarze