H jak Hulewiczowie

H jak Hulewiczowie

Opublikowany w Poznański alfabet literacki Tagi ,,,

No i  przehulali Hulewiczowie swoje Kościanki. Tak, parafrazując słowa Jarosława Haszka, można by zacząć artykuł o niezwykłych, pochodzących spod Wrześni braciach: Jerzym i Witoldzie, którzy cały rodowy majątek poświęcili na to, by Poznań stał się ważnym, a  może i  najważniejszym ośrodkiem na  kulturalnej mapie Polski. Jak trudne było to  zadanie i  jak pionierskie były działania Hulewiczów, mówił Wojciech Suchocki – dyrektor poznańskiego Muzeum Narodowego:

Nie dane było Poznaniowi ani w dwudziestoleciu, ani w poprzedzającym stuleciu wydać osobowości czy  ruchów artystycznych, które by  dobitnie kłam zadawały przyznanej miastu opinii artystycznej Beocji. […] Tym większą uwagę musi przyciągnąć moment, kiedy niezbyt liczna, ale nader czynna grupa ludzi tu właśnie podejmuje działania artystyczne, literackie, publicystyczne i  organizacyjne. Ateńczycy uważali mieszkańców sąsiedniej rolniczej Beocji za niewykształconych. Nie pamiętali, że to z Beocji pochodzili Hezjod, Pindar i Plutarch.  

 

Leon Hulewicz i Helena z Kaczkowskich mieli siedmioro dzieci, spośród czterech synów dwóch: Bohdan (1888-1968) i  Wacław (1891-1985) było wojskowymi, a  dwóch pozostałych: Jerzy (1886-1941) i  Witold (1895-1941) – artystami i menadżerami kultury. To właśnie oni uczynili z  rodzinnego majątku artystyczną mekkę, do  której ściągali wybitni artyści, a także wszyscy ci, którzy za artystów się uważali. Córka Witolda –Agnieszka Hulewicz-Feillowa – wspominała:

Kościanki gościły bowiem chętnie każdego, kto otarł się o  sztukę i chciał słuchać czytanych głośno utworów Jerzego lub dyskutować na tematy filozoficzne. Spirytyzm, metempsychoza, buddyzm, pointylizm, kubizm, ekspresjonizm i wszelkie inne -izmy, jeżeli takie były, stawały się tematami zgłębianymi w kółku chętnych wtajemniczonych. […] Trwa nieustanne sympozjum na temat sztuki, recytacje oraz muzykowanie przy fortepianie. Stół ugina się od przysmaków, stare trunki z  kościaneckich piwnic płyną rzeką… Przybyszewski króluje […] Jerzy i Witold również tkwią przy kominku w gabinecie, wsłuchani w tajniki wiedzy tajemnej…

 

Tradycyjni w swych poglądach Wielkopolanie uważali Przybyszewskiego za  bezbożnika, wręcz antychrysta, toteż podejmowanie go w  Kościankach naraziło Hulewiczów na towarzyski bojkot. Prawdziwym powodem niechęci do  tego poety było zapewne to, że  swoją żonę, Jadwigę, Przybyszewski uwiódł i  „zabrał” – wielbionemu w  Poznańskiem – Janowi Kasprowiczowi. Nie zapominajmy jednak, że  to właśnie Przybyszewski zainspirował braci do zawiązania Spółki Wydawniczej „Ostoja” i dwutygodnika „Zdrój”. Powstanie, fundamenty i perspektywy tego projektu tak relacjonował Witold:

Pisałem Ci, […] że  w  Poznaniu ma powstać dwutygodnik literacko-artystyczny, w  którym ja mam udział finansowy. Sprawy te postąpiły już znacznie dalej. Spółka wydawnicza „Ostoja”, założona w październiku (mają w niej udział także Jerzy, Bohdan, dr Meissner, Kędzierski i inni) z kapitałem wynoszącym dzisiaj około 26 tysięcy, rozwija się bardzo pomyślnie. Otrzymuje zewsząd masę rękopisów, a wybiera tylko najlepsze. […] Żeromski obiecał powieść na jesieni, a Bohdan, który teraz ma dostać posadę, chce się postarać o jakiś utwór Reymonta. […] Teraz druga sprawa: pismo ma wychodzić oficjalnie pod marką Ostoi, ale być od  niej zupełnie niezależnym. Kapitału ma 30 tysięcy, nazywać się będzie „Zdrój”, a  pierwszy numer wyjdzie 1 października.

 

Czasopismo opatrzone było podtytułem „poświęcony sztuce i  kulturze umysłowej”, natomiast definiując jego charakter, redaktorzy – jak na  prawdziwych poznańczyków przystało – napisali, że  ma ono być „terenem, na  którym wypowiadają się ci wszyscy, którzy nie  uważają sztuki za zabawę, lecz pracę”. „Zdrój” miał stać się animatorem kultury w  regionie oraz przestrzenią dla kontaktów z  Kongresówką i  Galicją. Żeby utrzymać wciąż borykające się z problemami finansowymi wydawnictwo, Hulewiczowie sprzedali rodzinne Kościanki. Owe niepowodzenia Przybyszewski tłumaczył konserwatyzmem społeczeństwa:

Sytuacja tu w Poznańskiem, o ile rozchodzi się o Ostoję i „Zdrój”, wydaje mi się być niesłychanie trudną. Rękoma i nogami broni się tutejsze społeczeństwo […] jak najusilniej przeciwko tym innowacjom, mogącym dotychczasowy błogi spokój zakłócić.

 

Z czytelnictwem w Wielkopolsce nie było wcale najgorzej, bo tutaj „Zdrój” miał 650 prenumeratorów, w Kongresówce 500, zaś w Galicji tylko 50. Sam Przybyszewski okazał się natomiast dość konserwatywny i  protestował przeciwko rozszerzeniu formuły pisma o nowe prądy artystyczne, a także włączeniu w zakres jego zainteresowań sztuk plastycznych. Gdy nie mógł się przeciwstawić naporowi młodych, w 1918 r. ustąpił z redakcji. Pismo Hulewiczów stało się wówczas trybuną artystów skupionych wokół grupy „Bunt”. Ich zapał wypalił się jednak dość szybko i w połowie 1919 r. odeszli. Hulewiczowie pozyskali wówczas dla „Zdroju” Wilama Horzycę, Juliana Tuwima, Kazimierza Wierzyńskiego i  Jarosława Iwaszkiewicza. Kolejny zwrot nastąpił w  marcu 1920 r., gdy Jan Stur ogłosił manifest Czego chcemy, który stał się zaczynem nowej grupy literackiej – tzw. Zdrojowców z  Józefem Wittlinem, Zenonem Kosidowskim i  Emilem Zegadłowiczem na  czele, którzy postanowili stworzyć „polski ekspresjonizm” oparty nie na sztukach plastycznych (jak w Niemczech), ale na poezji polskiego romantyzmu. Ostatni numer pisma ukazał się w grudniu 1920 r., a potem Jerzy Hulewicz – jak na porzundnego poznaniaka przystało – wydał jeszcze antologię tekstów i prac graficznych czasopisma, którą zatytułował Brzask epoki. W  walce o  nową sztukę, najpewniej żeby ułatwić pracę przyszłym badaczom, za co mu jestem winien wdzięczność. Już w następnym roku Hulewiczowie założyli poznański oddział Związku Zawodowego Literatów Polskich. Witold stworzył także oddział ZZLP w Wilnie, gdzie kierował rozgłośnią Polskiego Radia. W wileńskim klasztorze pobazyliańskim odkrył pomieszczenie, w  którym władze carskie więziły filomatów i organizował w nim „Literackie Środy”. Potem kierował warszawskim radiem, napisał pierwszy polski dramat radiowy Pogrzeb Kiejstuta (1928) oraz pracę teoretyczną o tym gatunku Teatr wyobraźni (1935). Zbiór swoich ekspresjonistycznych liryków z  czasów I  wojny światowej wydał w  tomiku Płomień w  garści (1921), napisał powieść biograficzną o  Beethovenie Przybłęda Boży (1927), najbardziej zasłużył się jednak polskiej literaturze jako tłumacz Tomasza Manna, Johanna Wolfganga Goethego oraz swego przyjaciela, poznanego w Szwajcarii, Rainera Marii Rilkego. W czasie okupacji redagował konspiracyjne pismo „Polska Żyje”, a gdy 2 września 1940 r. został aresztowany, redakcję objął jego brat, Jerzy. Witold Hulewicz rozstrzelany został 12 września 1940 r. w  Palmirach, Jerzy zmarł 1 lipca tego roku, gdy dotarła do niego wieść o śmierci brata.

 Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w 4/2016 r.)

Grafika: Agnieszka Zaprzalska 

Komentarze