J jak Janicki

J jak Janicki

Opublikowany w Poznański alfabet literacki Tagi ,

Niewykluczone, że gdyby nie przedwczesna śmierć, to w podręcznikach języka polskiego nie czytalibyśmy wierszy Jana Kochanowskiego, a Klemensa Janickiego. Skoro bowiem zyskał miano Owidiusza znad Warty i sławę najwybitniejszego polskiego poety piszącego po łacinie, to nie ma powodu sądzić, by w języku ojczystym nie osiągnął maestrii Jana z Czarnolasu. Twierdzenie to nigdy nie zostanie jednak zweryfikowane, bo Janicki zmarł, mając zaledwie 27 lat, nie rozwinąwszy talentu składania wierszy z polskich słów.

 janicki

W XIX w. takie życie i przedwczesna śmierć wpisywałaby się we wrażliwość epoki i Janicki byłby pewnie wzorem romantycznego poety. W wieku XX utalentowany, umierający młodo artysta zyskałby grono oddanych wielbicielek i trafił do panteonu poetów przeklętych. Janicki zmarł jednak w XVI w., a jeśli jakimś przydomkiem można go opisać, to jedynie jako poetę zapomnianego. Trzeba zaznaczyć, że pewną popularność zyskał w okresie Polski Ludowej – widziano w nim bowiem poetę włościańskiego, który wywodził się z najniższej klasy społecznej, a dzięki własnemu talentowi i odrobinie wsparcia trafił do czołówki literatów europejskich. W podręcznikach szkolnych powielana była jego elegia O sobie samym do potomności, w której relacjonował dzieje swego krótkiego żywota:

Wysoko leży wieś nad żnińskim bagnem,

Od niejakiego Januszka nazwana […]

Zaledwie miałem pięć lat, na naukę

Byłem posłany przed pierwsze Muz progi.

Ojciec mój bowiem tak mnie umiłował,

Że nie chciał, aby pośród ciężkiej pracy

Twardy pług ranił moje wątłe dłonie,

A upał spalał lica…

 

Urodził się w chłopskiej zagrodzie we wsi Januszkowo. Musiał być dzieckiem inteligentnym, skoro rodzice zdecydowali się wysłać go do szkoły w pobliskim Żninie. Okazał się bardzo uzdolniony, podjęto więc decyzję, że będzie kontynuował naukę w poznańskiej Akademii Lubrańskiego, uchodzącej za najnowocześniejszą wówczas szkołę w Polsce.

Umysł od miejskich miodów przetarty

Wniosłem do szkoły, którą Lubrański

Świeżo założył nad brzegiem Warty.

Mąż znakomity, co w owym czasie

Greckie i rzymskie objaśniał rzeczy,

Kształcenie moje przyjmując na się

W stanowczej zawsze trzymał mię pieczy.

Tamem usłyszał imię Wirgila

I Nazonowe imię mistrzowskie;

Tamem poetów wielbił do tyla,

Żem dla nich części oddawał boskie.

janicki

Podkreślić warto, że edukacja w renomowanej uczelni była bardzo kosztowana – ojciec Klemensa zdołał ją opłacać, czym zasłużył na dozgonną miłość i wdzięczność syna, który opiewał go w listach i poezji. Gdy zmarł w listopadzie 1541 r., syn pisał, że pragnie powrócić w rodzinne strony, by stanąć nad jego grobem i wyryć na nim napis:

Tu leżę w ziemi, nieznany kmieć, ale chwałą poety,

Którego zrodziłem, sławny jestem na licznych rozstajach dróg.

 

Niskie urodzenie prawdopodobnie nie przeszkadzało Klemensowi w relacjach z rówieśnikami ani tym bardziej w dalszej karierze. Przepustkę do niej stanowił bowiem jego niezwykły talent literacki, ogłada towarzyska oraz umiejętności oratorskie. Po raz pierwszy wykazał się nimi jako nastolatek, gdy przed wielkim audytorium wygłosił mowę ku czci założyciela uczelni:

Gdym po raz pierwszy czytał wiersz przed salą,

Miałem szesnaście lat bez trzech miesięcy.

Tematem wiersza był Lubrański, jemu

Należne były moje pierwociny. […]

 

Jego przemowa rzeczywiście musiała wypaść doskonale, bo odtąd miał nie tylko posłuch i szacunek kolegów, ale zyskał także miłość nauczycieli i uznanie możnych protektorów.

Pierwszeństwo pośród rówieśników miałem

Od owej chwili i mój mistrz mnie kochał.

Zakosztowawszy sławy, miłowanej

Już dawniej, tak ją uwielbiałem w duszy,

Że co dzień większe roiłem zamiary

I wszelkich do niej dróg poszukiwałem.

janicki

Warto się zastanowić, w jaki sposób chłopski syn zdobył pierwsze miejsce wśród potomków szlacheckich rodów i dzieci bogatych mieszczan. Wyjaśnienie może kryć się w ulotnych, wierszowanych utworach o charakterze pamfletowym, jakie pisywał. Janicki ośmieszał członków kapituły katedralnej, a kartki z żartobliwymi wierszykami pojawiały się na murach czy wrotach kościelnych. Służby kościelne ujęły w końcu jednego z chłopców, a ten zdradził, że ich autorem był Janicki. Zapewne nie spotkały go za to żadne przykrości, był już wówczas sekretarzem prymasa Andrzeja Krzyckiego, który sam był zdolnym literatem, a w jego biografii roi się od zdarzeń nielicujących z godnością kapłańską, skutecznie chronił więc podopiecznego. Poeta odwdzięczył się swemu protektorowi licznymi panegirykami. W elegii Do arcybiskupa gnieźnieńskiego, Andrzeja Krzyckiego sławił osobę, ród oraz osobiste cechy kościelnego dostojnika, którymi przewyższać miał antycznych herosów.

Umiarkowania mógł mu pozazdrościć Aleksander Wielki, łaskawości sam Jowisz, a powściągliwości w gniewie Herkules i Tezeusz. Na tym nie kończyły się walory arcybiskupa, który był przystępny, pobożny, w trudnych czasach dbał o powierzony mu depozyt wiary i naród. Janicki opiewał talent literacki prymasa, który w poezji dorównywać miał Homerowi i Wergiliuszowi, a w prozie Herodotowi i Liwiuszowi. Podkreślał też jego perspektywiczne myślenie – dowodem było… hojne wspieranie zdolnej młodzieży, która rozsławi imię Polski oraz dobroczyńcy w całej Europie. Prymasowi Krzyckiemu podobała się twórczość młodego Wielkopolanina i dlatego zlecił mu napisanie dwóch dzieł, które na stulecia stały się ważnymi wykładami dziejów ojczystych. Pierwszym były Żywoty arcybiskupów gnieźnieńskich, będące wyrazem szacunku prymasa dla 43 jego poprzedników; drugim zaś Żywoty królów polskich, gdzie w krótkich wierszach przedstawiał zasługi kolejnych władców. W obu seriach portretów biograficznych młody poeta nie stronił od starożytnych analogii, osobistych ocen oraz aktualnych pouczeń; przeczytajmy wiersz o Przemyśle II.

Utracona przez zbrodnie Śmiałego korona

Dzielnością Przemysława została wrócona.

Ten jest wielkim, co Polskę niegdyś czynił sławną,

Lecz i ten, który sławę jej przywrócił dawną.

Zaletami i męstwem herosom przewodzi,

Jak przystało na męża pierwszego w narodzie.

Zginął wpadłszy w zasadzkę, gdy święto obchodził,

Bo swym męstwem nienawiść i śmierć sobie zrodził.

Ostrożnie i lękliwie bawcie się magnaci,

Bo z was wielu wśród zabawy życie nagle traci.

Taki był koniec Tyru, Filip zginął w święto,

I w takiż dzień wśród zabaw Troi gród zajęto.

janicki

Do antwerpskiego wydania Żywotów królów polskich wydawca dołączył satyryczny Dialog przeciw różnorodności i zmienności polskich strojów rozpisany na dwa głosy: króla Władysława Jagiełły i błazna Stańczyka. Król reprezentował tradycję, był chwalcą czasów minionych, a w dawnych, prostych strojach widział symbol uczciwości, na której zbudowano potęgę państwa. Stańczyk był zaś obrońcą nowoczesnej mody, robił to jednak ironicznie, jeszcze dobitniej obnażając pustotę ludzi podążających za modą. Dialog Janickiego to pierwsze pojawienie się Stańczyka na kartach literatury polskiej. Prymas Andrzej Korzycki zmarł nagle w 1537 r., co skomplikowało życiowe plany Janicjusza. Wkrótce zyskał jednak nowego mecenasa, wojewodę krakowskiego Piotra Kmitę, na którego dworze pisał utwory polityczne, z najważniejszym na czele – nawołującą do reform Skargą Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego.

Dzięki mecenatowi Kmity, w 1538 r. Janicki wyjechał do Włoch, gdzie dwa lata później na Uniwersytecie w Padwie uzyskał tytuł doktora nauk wyzwolonych i filozofii. Ważniejszym było chyba jednak uhonorowanie go w dniu 22 lipca 1540 r. przez comesa palatinusa cesarza Karola V laurem poetyckim. Tylko trzech Polaków: Jan Dantyszek, Klemens Janicki i Maciej Kazimierz Sarbiewski, dostąpiło zaszczytu znalezienia się w gronie poetów uhonorowanych tym wieńcem, który dla renesansowej Europy był tym, czym dla nas Literacka Nagroda Nobla. Z Włoch Janicki musiał wkrótce powrócić, bo coraz bardziej dawała mu się we znaki choroba – puchlina wodna. Po powrocie otrzymał probostwo w Gołaczowie, jednak zdrowie się nie poprawiało, a na domiar złego z Wielkopolski przychodziły tragiczne wieści. Najpierw, w 1541 r. zmarł ukochany ojciec poety, a rok później drzewo przygniotło jego jedynego brata. Na świecie pozostała tylko matka poety, która zresztą porzuciła wieś, gdzie spędziła całe życie i wyruszyła do syna. Ziemia poznańska została przez Janickiego pożegnana smutnymi strofami:

Po cóż jeszcze miałbym cię odwiedzić moja Wielkopolsko?

Cóż masz takiego, co mogłoby mnie przyciągać? Żegnaj więc!

Niemal jednocześnie zgładziłaś mi ojca, i brata;

Jest jeszcze matka żywa, by mogła mnie opłakiwać.

Ją także pogrzeb i spraw, aby już nikt nie pozostał,

Kto mógłby płakać w chwili mej śmierci.

 

Klemens Janicki nie jest w Poznaniu poetą całkiem zapomnianym. Na uniwersyteckiej polonistyce powstają prace magisterskie mu poświęcone, artykuły o nim pojawiają się w pismach naukowych, referaty wygłaszane bywają na konferencjach. Od 1993 r. Centrum Kultury Zamek organizuje Ogólnopolski Konkurs Poetycki o Laur Klemensa Janickiego, którego zwycięzca otrzymuje statuetkę renesansowego poety. Janicki patronuje uliczce na Jeżycach, a nieduża tabliczka na gmachu Akademii Lubrańskiego przypomina, że pobierał tam nauki Owidiusz znad Warty. W 2016 r. przypadała 500. rocznica urodzin Klemensa Janickiego i poznaniacy godnie uhonorowali poetę. Na jednym ze staromiejskich placyków, na wysokiej kolumnie pojawiła się postać pięknego młodzieńca w renesansowym stroju. Klemens Janicki nie zawłaszczył jednak tego monumentu wyłącznie dla siebie, bo oficjalna nazwa, jaką mu nadano to Pomnik Zapomnianych Poetów.

 

Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w grudniu 2016 r.)

Grafika: Agnieszka Zaprzalska 

Komentarze