Karol Marcinkowski – Bazar oraz Towarzystwo Naukowej Pomocy

Karol Marcinkowski – Bazar oraz Towarzystwo Naukowej Pomocy

Opublikowany w Kochamy Poznań Tagi ,,,

Karol Marcinkowski to człowiek, który zwycięża we wszystkich plebiscytach na najważniejszego Wielkopolanina czy poznaniaka wszechczasów, w pokonanym polu pozostawiając królów, generałów, premierów i artystów. Jego imię noszą najbardziej reprezentacyjne miejskie aleje, świetne liceum, Uniwersytet Medyczny, uhonorowany został dwoma pomnikami. To, że ubogiego lekarza i wielkiego społecznika mieszkańcy Poznania uznają za swego najwybitniejszego obywatela, zdaje się być ważnym rysem charakteru i odrębności naszego regionu.

Cykl Fundatorzy poznańskiej kultury – publikowany na łamach magazynu Puls Poznania – opowiadał dotąd o postaciach, które poświęciły własny majątek, by przyczynić się do powiększenia dobra wspólnego. Pisałem tutaj o arystokratach, których stać było na zrealizowanie wielkich fundacji i poczynienie poważnych inwestycji. Karol Marcinkowski w pełni zasługuje jednak na znalezienie się w zacnym gronie Raczyńskich, Działyńskich czy Mielżyńskich, bo pozostawił w naszym mieście nie mniej niż szlachetnie i bogato urodzeni, ale wszystko zbudować musiał własną inteligencją i pracowitością, bo niczego nie odziedziczył po przodkach.

Urodził 23 czerwca 1800 r. w rodzinie szewca, który potem został wozakiem, piwowarem, a w końcu karczmarzem na wzgórzu św. Wojciecha. Rodzinę stać było na wysłanie syna do Gimnazjum Marii Magdaleny, ale już wyłącznie jego zasługą było, że jako jeden z 9 uczniów (na 86 rozpoczynających naukę) złożył egzaminy końcowe. W trakcie nauki był korepetytorem dzieci księcia Antoniego Radziwiłła i arystokrata ufundował mu stypendium, dzięki któremu mógł podjąć studia medyczne w Berlinie. Wielkie miasto pozwoliło mu nie tylko poznać najnowsze osiągnięcia medycyny, ale to tam Marcinkowski po raz pierwszy poważnie zaangażował się w działalność patriotyczną, współpracując z przyjaciółmi z ziemiańskich rodzin w kółku „Polonia”, co skończyło się aresztowaniem w lutym 1822 r. i półrocznym więzieniem w twierdzy gdańskiej. Po odbyciu wyroku zaliczył jednak wszystkie egzaminy, uzyskał promocję doktorską i powrócił do Poznania, w którym praktykowało wówczas zaledwie dwóch lekarzy.

Nie mając warunków do pracy u matki na Św. Wojciechu, wynajął mieszkanie i gabinet w kamienicy przy Starym Rynku (narożnik obecnej ul. Paderewskiego) i otworzył własną praktykę. Od początku ważnym aspektem jego działalności było niesienie pomocy ludziom ubogim, których nie było stać na skorzystanie z pomocy lekarskiej. Utrzymywał się zaś z leczenia wielkopolskich ziemian – żeby sprawnie docierać do ich dworów kupił konia, którym jeździł wierzchem, a zimą saniami. Kariera i dobre życie stało przed nim otworem.

W 1831 r. wybuchło jednak powstanie listopadowe, a młody poznaniak natychmiast ruszył przez kordon, by się do niego przyłączyć. Walczył jako liniowy żołnierz w kolejnych bitwach, był lekarzem sztabu gen. Skrzyneckiego, potem kierował sztabem gen. Chłapowskiego na Litwie, a po ewakuacji, w obawie przed aresztowaniem, wyjechał do Anglii i Szkocji. Poszerzał tam wiedzę medyczną, zapoznawał się z organizacją państwa, pisał do swych ziemiańskich przyjaciół o zasadach uprawy roli i przesyłał im nasiona.

Do Poznania powrócił w 1836 r., nie był już wówczas szalonym romantykiem, ale realizował zasady, które książę Adam Czartoryski przekazał mu w krótkich słowach: „wszędzie się gotować, nigdzie się nie kompromitować”. Nowe mieszkanie wynajął przy ul. Podgórnej 7, by ponownie nieść bezpłatną pomoc najbiedniejszym, utrzymując się z odwiedzania dworów i leczenia ich rezydentów. Jego powrót powitany został entuzjastycznie, co postanowił wykorzystać dla krzewienia szerszego dobra.

Karolowi Marcinkowskiemu udało się zgromadzić wokół siebie najbardziej aktywnych Polaków ze wszystkich warstw społecznych i wraz z nimi przeprowadzić swoje plany.  Pierwszym z nich było powołanie spółki bazarowej w 1838 r. Celem jej akcjonariuszy było zbudowanie centrum polskiej myśli gospodarczej w Wielkim Księstwie Poznańskim, co zostało opisane w punkcie pierwszym statutu:

W celu podniesienia przemysłu oraz wpływania na postęp rolnictwa i ułatwienia zebrania się licznej publiczności w zamiarach dobroczynnych, zawiązało się Towarzystwo do wystawienia Bazaru i sali w Poznaniu.

Hotel Bazar otwarty został już w grudniu 1841 r. przy ówczesnej ul. Nowej. Szybko stał się sercem życia polskiego, a jego nazwa wskazywała, że ma być „bazarem” myśli, inicjatyw, doświadczeń, umiejętności i programów, którymi będą w nim „handlowali” polscy ziemianie, przemysłowcy, rzemieślnicy czy mieszczanie. Dziś bez Bazaru trudno byłby wyobrazić sobie życie Polaków w Poznańskiem pod zaborem pruskim. Tutaj działał m.in. księgarz Walenty Stefański, tutaj zaczęła się też działalność największego przemysłowca Poznania – Hipolita Cegielskiego.

Bazar był projektem, który otworzył przestrzeń działania dla tych, którzy osiągnęli już pewien poziom edukacyjny. Marcinkowskiemu zależało jednak na tym, by grono spotykających się w Bazarze stale się powiększało, a warunkiem tego było zorganizowanie możliwości kształcenia dla tych, którzy dotąd nie mogli sobie na to pozwolić. Służyć temu miało Towarzystwo Naukowej Pomocy dla Młodzieży Wielkiego Księstwa Poznańskiego założone 19 czerwca 1841 r. w mieszkaniu Marcinkowskiego. Instytucja wspierała finansowo chłopców z ubogich polskich rodzin, którzy pragnęli się kształcić w szkołach różnych szczebli. O niewiarygodnym sukcesie TNP zadecydowała operatywność Marcinkowskiego oraz poparcie, jakie uzyskał od arcybiskupa poznańskiego i gnieźnieńskiego Marcina Dunina. Hierarcha nakazał wstępować do szeregów Towarzystwa duchowieństwu, co sprawiło że już wkrótce 366 księży nie tylko obdarowywało je datkami, ale także wyszukiwało zdolną i wymagającą wsparcia młodzież. O efektach pierwszych trzech lat działalności pisano w sprawozdaniu:

Tej gorliwości ogólnej zawdzięcza Towarzystwo, że dyrekcja przez te trzy lata rozdysponować mogła sumę 26 587 talarów […] Tym kapitałem kształciło się w ciągu tego trójlecia 496 młodzieży, z których dziś jeszcze 267 jest na funduszu. Z tych na uniwersytetach pobierało wsparcie częścią jednorazowe, częścią ciągłe 44 młodzieży, a z nich 18 jest jeszcze na funduszu. W samym gimnazjum Św. Marii Magdaleny utrzymuje Towarzystwo 74 uczniów, po innych gimnazjach 44. Na nauczycieli elementarnych sposobią się wsparciem Towarzystwa 65. W szkołach przygotowawczych usposabia się 41, do rzemiosła i fabryk 2. […] 5 stypendystów studiujących na uniwersytecie berlińskim i 13 na uniwersytecie wrocławskim oraz 1 w szkole dla sztuk pięknych sposobiącej.

W międzyczasie – w  maju 1841 r. – Karol Marcinkowski został wybrany do rady miejskiej, przejawiając silną aktywność także na jej forum. Postulował równe traktowanie wszystkich trzech nacji (Polaków, Niemców, Żydów) zamieszkujących miasto, domagał się demokratyzacji procedur wyborczych, apelował o założenie w Poznaniu wyższej uczelni, co torpedowane było przez władze pruskie, widzące szanse na skuteczniejszą germanizację, w tym, że młodzież z Wielkopolski zmuszona była studiować na niemieckich uniwersytetach. Niestety na tym polu nie udało mu się odnieść spektakularnych sukcesów.

Doktor Marcinkowski doskonale potrafił wykorzystać swoje świetne relacje z zamożnymi ziemianami, których leczył i z którymi się przyjaźnił – jak nikt potrafił ich nakłonić do łożenia poważnych sum na cele społeczne, służące wsparciu warstw najuboższych, w które nieustannie się angażował. W 1843 r. wszedł do zarządu Zakładu dla Biednych a Uczciwych Położnic; w 1845 r. założył Towarzystwo ku Wspieraniu Ubogich i Biednych w Poznaniu; prowadził kwesty na Zakład Przemysłowy, czyli zorganizowanie warsztatów rzemieślniczych; wspierał ochronkę funkcjonującą przy klasztorze pobernardyńskim; robił nawet zbiórki na pomoc pogorzelcom z Opalenicy. Jego aktywność była naprawdę wielka, a zdecydowana nadaktywność w zbieraniu datków na cele społeczne czasami mogła wręcz irytować darczyńców.

Karol Marcinkowski był pracoholikiem. Nie założył rodziny, nie zależało mu na osobistym majątku, a całą swoją energię życiową skierował na organizowanie rzeczy wspólnych oraz niesienie pomocy najbardziej potrzebującym. Tryb życia jaki prowadził nie mógł nie odbić się na jego zdrowiu. Problemy z płucami pojawiły się już podczas berlińskich studiów. W 1846 r. do licznych problemów doszedł jeszcze jeden, zasadniczy. Władze pruskie aresztowały wielu jego przyjaciół, którzy wbrew jego sugestiom postanowili zorganizować powstanie przeciwko zaborcy. Marcinkowski był przekonany, że represje władz sprawią, że wszystko co zbudował zostanie zniweczone. Znacząco podupadł wówczas na zdrowiu, latem wyjechał na wieś, do Dąbrówki Ludomskiej, gdzie zmarł 7 listopada 1846 roku.

Śmierć Marcinkowskiego bardzo poruszyła mieszkańców Poznania. Ceremonia pogrzebowa odbyła się 19 listopada w farze, a prowadził ją metropolita poznański Leon Przyłuski. Dwudziestotysięczny tłum odprowadził trumnę z ciałem wybitnego poznańczyka na cmentarz świętomarciński. Adam Turno zanotował:

Był to pogrzeb, jakiego żaden z monarchów nie miał, gdyż na tych pogrzebach okazałość, pycha są nakazem, tu zaś tylko dobrowolna cześć oddana człowiekowi, całkiem tylko ludzkości i Ojczyźnie poświęconemu, nic też nie zostawił, prócz żal po sobie nieutulony.

Hrabia Turno mylił się. Marcinkowski pozostawił po sobie więcej niż ktokolwiek inny w Poznaniu. W ciągu zaledwie dekady udało mu się wdrożyć w życie zasady pracy organicznej i tak dalece ugruntować w poznaniakach przekonanie o sensie takiego działania, że stała się ona cechą charakterystyczną mieszkańców Wielkopolski, odróżniającą ich od Polaków z innych zaborów.

Jest oczywiście rzeczą wielką i chwalebną, gdy człowiek bogaty przekazuje część swego majątku, by służył celom społecznym. Znacznie większym osiągnięciem jest jednak przekazanie tak wiele społeczeństwu, gdy samemu ma się tak niewiele i dla zbudowania wspólnego dobra trzeba kwestować wśród tych, którzy posiadają. Umiejętność taką, tj. organizowania ludzi wokół celów potrzebnych, ale nie im, lecz innym – posiadał i wspaniale wykorzystał Karol Marcinkowski, co sprawiło, że do dziś zajmuje godne miejsce wśród fundatorów współczesnego Poznania.

 

Paweł Cieliczko

(Tekst pierwotnie opublikowany został w Magazynie „Puls Poznania” w 1(13)/2017 r.)

Bibliografia:

  1. Hipolit Cegielski, Życie i zasługi doktora Karola Marcinkowskiego, Poznań 1866.
  2. Witold Jakóbczyk, Karol Marcinkowski (1800-1846), [w:] tegoż, Zasłużeni Wielkopolanie XIX wieku, Warszawa 198, s. 40-49.
  3. Witold Jakóbczyk, Karol Marcinkowski 1800-1846, Warszawa-Poznań 1981.
  4. Witold Jakóbczyk, Towarzystwo Naukowej Pomocy w Wielkopolsce 1830-1939, Poznań 1985
  5. Witold Jakóbczyk, W poznańskim Bazarze 1838-1939, Poznań 1986
  6. Bogumiła i Marceli Kosmanowie, Doktor Marcin, [w:] tychże, Sylwetki Wielkopolan, Poznań 1988, s. 438-446.
  7. Marceli Motty, Przechadzki po mieście, Poznań 1999.
  8. Marek Rezler, Doktór Marcin [w:] tegoż, Nie tylko orężem. Bohaterowie wielkopolskiej drogi do wolności, Poznań 2013, s. 188-200.
  9. Lech Trzeciakowski, Karol Marcinkowski – bohater narodowy, „Kronika Miasta Poznania”, 1996, 3, s. 7-47.

Zdjęcia:

  1. Tomasz Koryl

Komentarze