Konstancja Raczyńska – Fundatorzy poznańskiej kultury.

Konstancja Raczyńska – Fundatorzy poznańskiej kultury.

Opublikowany w Kochamy Poznań

Bohaterem pierwszej gawędy o dobroczyńcach poznańskiej kultury był hrabia Edward Raczyński, który ufundował miastu bibliotekę, złotą kaplicę, publiczne wodociągi, gromadził cenne woluminy, wydawał ważne dzieła, angażował się politycznie. Intencjonalnie nie pisałem wówczas wiele o jego małżonce – Konstancji Raczyńskiej – bo uważam, że zasługuje na indywidualny portret w galerii fundatorów, a przedstawianie jej wyłącznie jako żony wielkiego męża byłoby bardzo krzywdzące, już choćby z tego powodu, że… była żoną dwóch wybitnych mężów.

 

Jeden z poznańskich pamiętnikarzy wspomniał o matronie, która wiosną 1848 r. stała w oknie Biblioteki Raczyńskich i płakała ze wzruszenia, patrząc na młodych powstańców maszerujących przez plac Wolności z pieśnią Jeszcze Polska nie zginęła na ustach. Kobietą tą była córka największego zdrajcy w dziejach Polski – Stanisława Szczęsnego Potockiego, uchodzącego za winowajcę rozbiorów Rzeczypospolitej. Po 123 latach od Wiosny Ludów, w 1971 r., przed biblioteką stanął pomnik Konstancji w szatach greckiej boginki Higei, na którym umieszczony miał zostać wiersz Juliana Ursyna Niemcewicza:

Najlepsze serce, życie zawsze czynne,

Nigdy ginąć nie powinne.

Wzór przyjaciółki, wzór najlepszej żony

W tym tu głazie wyrażony.

Bodajby w trwaniu, wiekami niezłomnymi

Służył na przykład potomnym.

Konstancja była szóstym spośród jedenaściorga dzieci, które urodziły się w małżeństwie Szczęsnego Potockiego i jego drugiej żony, Józefy Mniszchowej. Kresowi plotkarze, a za nimi historycy, pisali, że małżonek był ojcem zaledwie trojga najstarszych, a pozostałe były owocami romansów rozwiązłej arystokratki. Szczęsny nie pozostawał żonie dłużny, prowadząc równie bujne życie erotyczne, którego zwieńczeniem był romans, a w końcu ożenek z „piękną Bitynką” – Zofią Wittową, najbardziej pożądaną kobietą Europy schyłku XVIII w., kochanką tureckich sułtanów, francuskich królów, polskich arystokratów.

Szczęsny razem z kochanką mieszkał w pałacu w Tulczynie, tuż obok legalnej żony i dzieci, czekając kilka lat na zakończenie sprawy rozwodowej, co nastąpiło, gdy Konstancja miała 17 lat. Ciężka atmosfera domu rodzinnego sprawiła, że chciała się z niego jak najszybciej wyrwać. Kandydat na męża pojawił się wkrótce, był nim starszy o 20 lat kuzyn, wielki oryginał i szalony podróżnik – Jan Potocki. Małżeństwo zapowiadało się dobrze, już rok po ślubie urodził się syn Bernard (1800), a krótko potem córki: Irena (1803) i Teresa (1805). Konstancja doskonale zarządzała majątkami, które otrzymała w posagu, okazała się także świetną muzą i opiekunką talentu literackiego męża,który wtedy właśnie zaczął pisać Pamiętnik znaleziony w Saragossie, niezwykłą powieść szkatułkową, dzięki której zyskał pośmiertną sławę. Niespokojny duch Jana Potockiego nie wytrzymał jednak długo w domowych pieleszach i w 1806 r. pisarz wyruszył przez Syberię ku wybrzeżom Pacyfiku jako kierownik naukowy rosyjskiej ekspedycji naukowej. Gdy po dwóch latach powrócił, okazało się, że młoda małżonka nie czekała na niego jak Penelopa na Odyseusza. Rodzinna legenda głosiła, że nie mogła wybaczyć mężowi, że w czasie gdy Polacy u boku Napoleona walczyli o niepodległość, on za ruble włóczył się po rubieżach carskiego imperium. Na salonach plotkowano jednak, że prawdziwym powodem rozstania był romans Konstancji z francuskim arystokratą, który był zresztą mężem… jej siostry. Proces rozwodowy przebiegł sprawnie i już 1 lutego 1809 r. nasza bohaterka znów była wolną kobietą. Czas dzieliła odtąd między Ukrainę, gdzie zarządzała swoimi dobrami i nadzorowała edukację domową dzieci, oraz Paryż, gdzie realizowała swoje potrzeby kulturalne i towarzyskie. W stolicy Francji, w 1811 r., spotkał ją przyszły szwagier Atanazy Raczyński, który w liście do swego brata Edwarda pisał, że nie wywarła na nim korzystnego wrażenia:

 Pani Janowa Potocka ma dość piękną głowę i wiele świeżości, ale jest

bardzo tłusta i kuleje. Pod względem intelektu to nic nadzwyczajnego.

Usposobienie ma zmienne; jest władcza i próżna, mówi dużo,

niewyraźnie i nieumiejętnie.

W 1815 r. Konstancja kupiła dom na Nowym Świecie w Warszawie i przeniosła się tam wraz z dziećmi. W tym samym roku samobójstwo popełnił jej były mąż, co pozwoliło jej określać siebie jako wdowę, a nie rozwódkę. Wówczas nawiązała też bliskie relacje z młodszym o 5 lat Edwardem Raczyńskim. Ich prawnuk Edward Bernard Raczyński wspominał, że miłość do książek oraz wspólne projekty wydawnicze połączyły ich już przed ślubem i stały się ścieżką wiodącą do małżeństwa. Nie była to jednak wyłącznie harmonia dusz – owocem fizycznych zbliżeń był ich syn, Roger Raczyński, którego urodzenie było największym warszawskim skandalem towarzyskim 1820 r. Konstancja i Edward na ślubnym kobiercu stanęli bowiem dopiero w grudniu 1826 r., gdy umarł – przeciwny ich związkowi nestor rodu Kazimierz Raczyński, a pani Potocka uporządkowała sytuację majątkową i zabezpieczyła przyszłość swoich dzieci z pierwszego małżeństwa.

Konstancja miała wówczas 45 lat, jej wybranek 40, a ślub wieńczyłich wieloletnie „narzeczeństwo”. Związanie się z Konstancją uczyniło Edwarda postacią, o jakiej czytamy dziś w podręcznikach. Wcześniej był jednym z rzeszy arystokratów wydających majątek na ekscentryczne doznania i, gdyby nie Konstancja, odnotowany by został na marginesach historii jako hrabia-obieżyświat czy organizator „bitew morskich” na jeziorze zaniemyskim. Żona obudziła w nim ducha obywatelskiego i to jej wpływowi zawdzięcza, że stał się jednym z polskich bohaterów narodowych czasu zaborów. Pierwsza jego publikacja – dziennik z wyprawy do Turcji w poszukiwaniu ruin Troi – wyszła już w 1821 r., a część ilustracji wykonała Konstancja.

Trzy lata później wydali, znalezione w rodzinnym archiwum, listy Jana III Sobieskiego do Marysieńki, odtąd publikowali już po kilka woluminów rocznie. O tym, że zakres wsparcia Konstancji dla tych działań był ogromny, dobitnie wskazuje dedykacja umieszczona przez Edwarda we Wspomnieniach Wielkopolski (1842-43), pierwszej pozycji z zakresu naszej regionalistyki:

Pani! Księgę, której Ci pierwiosnek przesyłam, Twoją być głoszę, piszę

ją albowiem z Twego polecenia, rysunkami Twemi zdobię. Ja w tym

przedsięwzięciu, prócz ogólnego dobra pamiątek historycznych kraju

naszego, tą najmilszą dla siebie upatruję korzyść, że dążność najlepszej

Polki i niepospolite jej w sztukach wyzwolonych usposobienie

do publicznej wiadomości podać mogę.

Hrabina nie angażowała się w polityczne działania męża, nie widząc w nich szans na sukces. Gdy Edward starał się przekonać rząd Prus do wsparcia powstania listopadowego, ona przekazywała klejnoty wojskom powstańczym, w których walczył jej syn Bernard oraz szpitalom polowym, które organizowała jej synowa Klaudyna Potocka. Podobnie postąpiła w 1848 r., gdy wojskom narodowym przekazała dwie szkatuły srebra.

Pani Raczyńska skutecznie zabrała się za zarządzanie majątkami męża, co pozwoliło na tyle zwiększyć dochody, że pojawiły się środki na przekształcenie rogalińskiego pałacu w prawdziwie arystokratyczną siedzibę. Bez funduszy, jakie wypracowała, nie byłoby także szans na stworzenie pierwszej publicznej książnicy, w której nazwie – Biblioteka Raczyńskich – uhonorowano oboje fundatorów. Wspomnieć warto, że to Konstancja zakupiła niezwykle cenny, liczący 1680 pozycji księgozbiór Juliana Ursyna Niemcewicza, za co uhonorowana została portretem umieszczonym w bibliotecznej czytelni. Ogromną zasługą Konstancji jest zorganizowanie pierwszego, kobiecego zespołu translatorskiego, w którym oprócz niej pracowały hr. Józefa Radolińska czy Matylda Ziołecka. Panie przetłumaczyły i wydały m.in.: Portfolio królowej Marii Ludwiki (1841), Materiały do historii Stanisława Leszczyńskiego (1842), Archiwum tajne Augusta II (1843). Hrabina Raczyńska odważnie wprowadziła kobiety do świata przekładu zarezerwowanego dotąd wyłącznie dla hrabiów i profesorów płci męskiej. Inspirację Konstancji dostrzec można także w projekcie stworzenia przez hrabiego zakładu edukacyjnego dla panien z rodzin szlacheckich, który miał być rodzajem klasztoru, ale bez ślubów zakonnych. Raczyński proponował umiejscowienie go w opuszczonych budynkach po karmelitankach lub benedyktynkach i deklarował wyłożenie na ten cel 54 tys. talarów, pod warunkiem, że nazwany zostanie FundacjąRaczyńskich, a na fasadzie gmachu umieszczony będzie jego herb Nałęcz. Hrabia chciał sfinansować przebicie ul. Nowej (obecnie ul. Paderewskiego) łączącej Stary Rynek z placem Wolności, w zamian oczekując, że chodnik wzdłuż niej nazywany zostanie „ścieżką hrabiny Raczyńskiej”, na co nie zgodziły się władze miejskie. Z osobą Konstancji wiąże się także powstanie drewnianego, publicznego wodociągu doprowadzającego wodę ze wzgórz winiarskich do miasta. Wiara w ozdrowieńczą moc czystej wody wynikała z tragicznej epidemii cholery, jaka zdziesiątkowała ludność Poznania w 1830 r., a także z osobistych doświadczeń hrabiostwa związanych z leczeniem syna Rogera, któremu pomogły dopiero kąpiele zaordynowane przez promotora wodolecznictwa Wincentego Priessnitza.

To właśnie Priessnitzowi zadedykowano główną studzienkę na trasie wodociągu, umieszczając na niej medalion z jego portretem otoczonym napisem „Nic lepszego nad wodę”. Raczyński chciał zamienić tę studnię w ozdobną fontannę, na cokole której pojawi się grecka bogini zdrowia Higea o rysach jego żony. Rzeźbę wykonała berlińska pracownia Alberta Wolffa, ale hrabia nie zdążył jej odebrać – popełnił wcześniej samobójstwo.

Konstancja uznała, że poznaniacy nie zasługują na pośmiertny prezent od hrabiego i zdecydowała, że rzeźba stanie na jego grobie, pod murem kościoła w Zaniemyślu, a na pomniku umieściła napis: „Żona pilnuje zwłok męża”. W 1908 r. studzienka Priessnitza została ustawiona u szczytu ul. Podgórnej. Wówczas wnuk Konstancji – Edward Aleksander Raczyński zlecił wykonanie kopii jej pomnika, który stanął na pierwotnie przeznaczonym dla niego cokole. W 1971 r. fontannę Higei przeniesiono na pl. Wolności i odtąd Konstancja siedzi przed Biblioteką Raczyńskich, czekając aż obok pojawi się fotel, na którym zasiądzie hrabia Edward. Dopominał się o to przed laty profesor Jacek Wiesiołowski, który swój artykuł o hrabinie, zatytułowany Najlepsza Polka, o niepospolitym usposobieniu, kończył słowami:

Hrabina Konstancja zmarła w 1852 roku, mając 71 lat, od siedmiu

lat była wdową. Była świetną żoną dwóch wybitnych mężczyzn,

co jest niesłychanie trudnym zadaniem, patriotką, która wiedziała,

co to służba publiczna i potrafiła do niej dopłacać. Była też pierwszą

kobietą, która współwydawała książki mające uczyć dziejów Polski.

Rysowniczka amatorka ukazująca na swych rycinach piękno Wielkopolski.

Nie była jeszcze emancypantką, ale dostrzegła wybitną rolę

kobiet w szerzeniu i kreowaniu kultury. Dobrze zasłużyła się Polsce

i swej drugiej wielkopolskiej ojczyźnie. Warta była i jest pomnika

przed Biblioteką Raczyńskich na reprezentacyjnym placu Poznania.

Kiedy przed biblioteką doczeka się swego męża?

 

Paweł Cieliczko

 

 

 

Artykuł pierwotnie opublikowany w Magazynie „Puls Poznania” 6(12)/2016

Komentarze