„Poczciwe” Zielone Ogródki – wyjątkowe miejsce w biografii Zbigniewa Zakrzewskiego

„Poczciwe” Zielone Ogródki – wyjątkowe miejsce w biografii Zbigniewa Zakrzewskiego

Opublikowany w Kochamy Poznań

W 2008 r. skwer Zielone Ogródki otrzymał swego patrona w osobie Zbigniewa Zakrzewskiego. Stało się to dzięki wieloletnim staraniom ówczesnego działacza Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania – Adama Suwarta. Okazało się wówczas, iż wybór ten był strzałem w dziesiątkę, gdyż ów najstarszy w Poznaniu, zawsze tętniący życiem zieleniec zajmował poczesne miejsce w barwnym życiu mojego dziadka.

Poszukiwania godnego miejsca, któremu mój dziadek mógłby patronować, nieoczekiwanie zaprowadziły nas na teren ścisłego śródmieścia‒ na skwer leżący w pobliżu placu Bernardyńskiego, nieopodal siedziby władz miejskich. Można z powodzeniem powiedzieć, iż dla rozpoczynającego swą niezwykłą przygodę z Poznaniem dziadka było to serce ukochanego, mówiąc po poznańsku, fyrtla lat młodzieńczych, czyli lat międzywojnia, do których z rozrzewnieniem powielekroć wracał w swych spisanych po latach wspomnieniach. „Poczciwe, z dziecięcych zabaw dobrze mi znane Zielone Ogródki” – notował. Zaiste, lepszego miejsca na uczczenie dziadka nie można było wybrać. Nie bez przesady można bowiem stwierdzić, iż miejsce to jest niemym świadkiem kolejnych etapów życia dziadka, stanowiąc niejako esencję jego życia. Co więcej wiąże się ono także z osobą ojca dziadka, a mojego pradziadka – Ksawerego.   

1. Prof. Z. Zakrzewski przed dawną ochronką do której uczęszczał w l. 1917-1918. Ul. Długa 4 w Poznaniu Fot. Nikodem Kowalski 

Późną jesienią 1914 roku, mając dwa i pół roku, mój dziadek Zbigniew zamieszkał w nieodległej od tegoż skweru kamienicy przy ówczesnej ul. Komenjusza (tak brzmiała spolszczona nazwa Comeniusstrasse), dzisiejszej ul. św. Marii Magdaleny, pod numerem drugim. Z okien czteropokojowego mieszkania roztaczał się piękny widok na boczną ścianę kościoła ojców Bernardynów. Niestety okres sielskiego wczesnego dzieciństwa nie trwał długo, bo niespełna rok później – 18 listopada 1915 roku ‒ zgasło młode, acz nad wyraz przepełnione troską o Ojczyznę, serce jego ojca – Ksawerego. Działalność pradziadka związała się właśnie z okolicą placu Bernardyńskiego. Otóż w nieistniejącym dziś domu przy ul. Zielonej 3 mieściła się w roku 1912 utworzona przezeń tajna komenda skautowa prowadzona przez Henryka Śniegockiego. Z kolei w znajdującym się na wschodnim krańcu Zielonych Ogródków, nieistniejącym już dziś, budynku najstarszej w mieście sali gimnastycznej odbywały się w latach 30. zeszłego wieku ćwiczenia Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, któremu pradziadek prezesował przez dziesięć lat. W nietypowy, bo pozbawiony bezpośredniego kontaktu z osobą ojca sposób, idea społecznikostwa pradziadka została w późniejszych latach zaszczepiona także w umyśle mego dziadka.

  1. Prof. Z. Zakrzewski oraz dzieci – Tomek, Staś i Basia – odpoczywają po kolejnej wędrówce po Poznaniu. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.

Wskutek przedwczesnej śmierci Ksawerego, pozbawiona środków do życia żona Janina, z domu Dygat, była zmuszona znaleźć tańsze lokum i tak, wczesną wiosną 1916 roku, rodzina przeniosła się do mieszkania w oficynie kamienicy przy ul. Ogrodowej 12.  Przez następne 20 lat dziadek bardzo się zżył z ulicą Ogrodową, jednakże jego związki z Zielonymi Ogródkami bynajmniej nie ustały. Miejsce codziennych zabaw i spacerów z okresu zamieszkania przy ul. Komenjusza nadal oferowało swe wartościowe entourage dla dzieci z ochronki Ludmiły z Garczyńskich Koehlerowej, do której dziadek uczęszczał w ostatnim roku pierwszej wojny światowej. Prowadzona przez jego ciotkę ochronka, czy też szkółka freblowska, znajdowała się w stojącej do dziś kamienicy przy ul. Długiej 4.  

  1. Prof. Zbigniew Zakrzewski jako prorektor Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Poznaniu w 1968 r. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.

Pięć lat później dziadek po raz pierwszy przekroczył próg ukochanego gimnazjum im. św. Jana Kantego – dzisiejszego III Liceum Ogólnokształcącego mieszczącego się w budynku niemalże graniczącym ze skwerem. Odtąd, przez kolejnych osiem lat, prawie dzień w dzień pokonywał on drogę, schodząc ‒ a w zasadzie błyskawicznie, bo w trzy minuty zbiegając ‒ z Ogrodowej, przez Długą, Strzałową i Strzelecką do swej ukochanej, jak mawiał, budy. Oto jak opisuje on tę trasę: „Z sentymentem, a jeśli mam się przyznać do pewnej słabostki, z niesamowitym wprost rozrzewnieniem wspominam wysoki, brudno ciemnoczerwony mur ceglany, odgradzający od ulicy Strzałowej dziedziniec szkolny mej ukochanej budy, gimnazjum Jana Kantego. W dawnym murze, bo obecny wygląda inaczej, biegły w szczycie nieduże okrągłe otwory. Dostępne jedynie starszym, odpowiednio wyrosłym rocznikom uczniów, umożliwiały w mig orientację z zewnątrz, czy jeszcze trwa pauza czy też zaczęły się już lekcje. Pędząc do szkoły, zziajani, braliśmy wraz z bratem [Januszem], tu na zakręcie Długiej i Strzeleckiej ostatni wiraż przed wbiegnięciem furtką, jeśli była jeszcze otwarta, na dziedziniec gimnazjum. Ile razy rozgrywały się tu desperackie sceny przez furtką bądź dlatego, że tkwiący w niej pedel był nieubłagany i wzbraniał dostępu, bądź też z tej prostej przyczyny, że pedel się w ogóle nie pokazał, a zamknięta furtka zachowywała zimną obojętność. Nie pozostawało nam wtedy nic innego, jak przewietrzyć się całą godzinę nad pobliską Wartą [lub też odetchnąć wśród zieleni pobliskiego skweru]”. Z pewnością nieraz po skończonych lekcjach dziadek korzystał z uroków zieleńca, spożywając zakupione w piekarni na Długiej „smaczne, okrągłe kruche ciastka z dziurką”.

4. Prof. Z. Zakrzewski na ławeczce w ogrodzie domu w Puszczykowie. 24.07.1992, fot. Jadwiga Augustyniak. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.

Mówiąc o czasach gimnazjalnych dziadka powróćmy jeszcze do wspomnianego już budynku sali gimnastycznej „Sokoła”. Ta wzniesiona w 1879 roku podłużna, ciemnoczerwona budowla, na której miejscu znajduje się dziś biurowiec, należała do towarzystwa kolonii wakacyjnych Stella, z którego dobrodziejstw dziadek korzystał w roku 1925, spędzając wakacje w nabierającej rozmachu Gdyni. Z kolei w podlegającej gimnazjum Jana Kantego sali gimnastycznej, której pierwotny budynek znajdował się przy ul. Długiej, w maju 1930 roku dziadek złożył pisemny egzamin dojrzałości. Niestety lata drugiej wojny światowej spowodowały, iż bliższy kontakt nie tylko ze skwerem, ale i z tą okolicą został przerwany. Po wojnie dziadek nie powrócił już na Ogrodową, bowiem kamienica, w której mieszkał przed wojną legła, jak większa część śródmieścia, w gruzach. Przedziwne koleje losu miały jeszcze zrządzić, iż po latach swe wpatrzone w miasto oczy dziadek zamknął na wieki w pobliskim Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego ‒ jakże blisko miejsca śmierci swego ojca. A wydarzyło się to dnia 19 sierpnia 1992 roku, w rocznicę ślubu swych rodziców.

5. Ostatnia fotografia prof. Z. Zakrzewskiego – w swoim gabinecie w domu przy ul. Marszałkowskiej w Poznaniu. 24.07.1992, fot. Jadwiga Augustyniak. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.

 

Okolice Zielonych Ogródków, pomimo wielu mankamentów, posiadają nadal bardzo cenną tkankę architektoniczną, a ich kompleksowa rewitalizacja mogłaby zaowocować wielkim potencjałem tego miejsca.  

Zapytywany o różnice między nadwarciańskim grodem lat młodzieńczych, przedwojennych, a miastem mu współczesnym, dziadek wskazywał m.in. na to, iż „Poznań był miastem zieleni”. Jednocześnie doprecyzowywał, iż ta zieleń do pewnego stopnia wciąż istnieje, jednakże została zdegradowana i znacząco zmniejszył się jej udział w przestrzeni miejskiej. Ten negatywny proces został na szczęście w ostatnich latach odwrócony, czego najlepszym przykładem jest chociażby gruntownie przeprowadzona rewitalizacja tego najstarszego w mieście zieleńca, którego początki sięgają lat 1837-1838. Niech służy on za przykład i otwiera długą listę innych podobnych inwestycji.

  Jan Gaspars

Zdjęcia:

  1. Prof. Z. Zakrzewski przed dawną ochronką do której uczęszczał w l. 1917-1918. Ul. Długa 4 w Poznaniu (bok Zielonych Ogródków). Fot. Nikodem Kowalski, 2.10.1983 r. Fot. ze zb. Jana Gasparsa. Autor zdjęcia zmarł bezpotomnie.
  2. Prof. Z. Zakrzewski oraz dzieci – Tomek, Staś i Basia – odpoczywają po kolejnej wędrówce po Poznaniu. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.
  3. Prof. Zbigniew Zakrzewski jako prorektor Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Poznaniu w 1968 r. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.
  4. Prof. Z. Zakrzewski na ławeczce w ogrodzie domu w Puszczykowie. 24.07.1992, fot. Jadwiga Augustyniak. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.
  5. Ostatnia fotografia prof. Z. Zakrzewskiego – w swoim gabinecie w domu przy ul. Marszałkowskiej w Poznaniu. 24.07.1992, fot. Jadwiga Augustyniak. Fot. ze zb. Jana Gasparsa.

Komentarze