Poznańskie literatki: Jadwiga Łuszczewska (Deotyma)

Poznańskie literatki: Jadwiga Łuszczewska (Deotyma)

Opublikowany w Herstoria warta Poznania, Poznańskie literatki Tagi ,,

JADWIGA ŁUSZCZEWSKA (DEOTYMA) — poetka, deklamatorka, improwizatorka. 

Swój pseudonim zawdzięcza matce, która pseudonimem córki chciała nawiązać do postaci Deotymy, Greczynki z Uczty Platona, wcielenia kobiecej mądrości. Jadwiga Łuszczewska urodziła się 1 sierpnia 1834 r. w Warszawie, zmarła 23 września 1908 r. 

W latach siedemdziesiątych XIX w. – podobnie jak wcześniej rodzice – prowadziła w Warszawie salon literacki. Była autorką licznych tomików wierszy, cyklu poematów historycznych „Polska w pieśni”, powieści historycznej „Branki w jasyrze” oraz popularnego romansu rozgrywającego się w Gdańsku za panowania Władysława IV Wazy – „Panienka z okienka”. 

Z Poznaniem związana była rodzinnie, gdyż jej stryj – poseł Adam Łuszczewski – mieszkał z rodziną przy ul. Młyńskiej 36.

Gdym radosna i zdumiała
W łunie słonecznej ujrzała
Wież Poznania złoty las,
Głos mnie dobiegł z jego bramy:
„My płaczemy – omdlewamy –
Czegóż szukasz wpośród nas…”
Próżno bracia się żalicie,
Zamiast grobu widzę życie.

Pożegnanie Poznania 

Cytowany wyżej prosty, romantyczny, co tu dużo mówić – dość niezgrabny wierszyk ma wątpliwe walory literackie. Uszy rażą banalne rymy. Deotyma przyjechała do stolicy Wielkopolski 23 lub 24 września 1856 r., zabawiła tutaj cztery dni. Do Warszawy wracała 28 września i wówczas powstał utwór „Pożegnanie Poznania”. Krystyna Tokarzówna, która w szkicu „Odwiedziny wieszczki” podaje wiele informacji związanych z pobytem Deotymy w Wielkopolsce, pisze: „z płytkim optymizmem oceniała ówczesne położenie opuszczanego miasta”.

Bibianna Moraczewska wspomina jedno z poznańskich spotkań literackich, w którym uczestniczyła charyzmatyczna improwizatorka: „W rozmowie zimna, konwersacja z nią wcale trudna, nie podnosi bogactwem wyrażeń ani świeżością myśli. […] Młoda jeszcze, niewiele więcej nad lat 20, postaci wcale nie smukłej, ale tłuściutka i szerokawa, wzrostu średniego, blondyna, z grubymi rysami, a gdzie brwi, ani znaku. Z tem wszystkiem dość ładna, białością płci i godnością rozlaną na twarzy i w całej postaci. […] Po kolacji zaczęto robić zachody, żeby improwizowała Gopło, ale że jej zostawili dowolny temat, więc zaimprowizowała legendę Kontusik-Jezusik. To jest, że Jezus wziął kontusik i tak Matkę Boską błagał za Polską. […] Improwizuje powoli bardzo, ku końcowi dopiero miała głos pospieszniejszy. Kiedy rozpoczęła przechadzkę przed improwizacją, to cichość, która nastąpiła w tem gwarliwem przed chwilą gronie, jej postać i wyraz twarzy widocznie skupiający się w głębi ducha i ta myśl, jak gdyby w niej była poezja uosobiona, silne wrażenie na mnie zrobiła. […] W całej powierzchowności Deotymy w chwili deklamacji było coś, jakby stała w śnie magnetycznym […]”.

Anonim z „Dziennika Poznańskiego” donosił o podobnych wieczorach literackich: „urządzane na sposób Rzeczpospolitej Babińskiej, z tą różnicą, że tutaj zasiadła na tronie królowa”. Można by wysnuć fałszywą etymologię Rzeczpospolitej Babińskiej: kraj bab, kraj z królową-babą u władzy. Naprawdę była szlacheckim kołem towarzyskim, w którym Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Jan Andrzej Morsztyn zdobywali kolejne „babińskie” honory, pisząc fraszki, układając wierszyki, figliki, popisując się zdolnościami językowymi. Stworzono ją w XVI w. w Babinie, nieopodal Lublina, funkcjonowała do 1677 r.
Maria i Lech Trzeciakowscy opowiadają w swojej książce o drugim pobycie Deotymy w Poznaniu, w 1883 r.: „Upłynęło od jej pierwszego pobytu lat prawie 27. Teraz była już powszechnie uwielbianą powieściopisarką […]. Tłumy zapełniły salę Bazaru. Deotyma odczytała fragment „Pieśni polskiej”. Podczas wydanego na jej cześć bankietu w Hotelu Francuskim zrewanżowała się gościnnym poznańczykom pięknym toastem:

Schyliła się do kolan
Prześlicznych Wielkopolanek
I przezacnych Wielkopolan

Śledząc twórczość okolicznościową Deotymy związaną z Poznaniem, można by odnieść wrażenie, iż specjalizowała się w wierszykach pożegnalnych. 7 lutego 1883 r. została zaproszona do wygłoszenia odczytów w Teatrze Polskim. Odjeżdżając 15 lutego, znów skleciła wierszyk:

Kwiatami przywitana, kwiatami żegnana,
Będę je odżywiała moich łez kropelką
I opowiem nad Wisłą zaraz jako z rana,
Że Wielkopolska sercem do dziś dnia jest Wielką.

Źródło: Joanna Roszak, Poznański Przewodnik Literacki

Portret: Agnieszka Zaprzalska

 

Komentarze