ulica arcybiskupa Antoniego Baraniaka (Rataje, Chartowo)

ulica arcybiskupa Antoniego Baraniaka (Rataje, Chartowo)

Opublikowany w Ulicznik poznański Tagi ,,

Ulica arcybiskupa Antoniego Baraniaka biegnie wzdłuż południowego brzegu Jeziora Maltańskiego od ul. Jana Pawła II do ul. Chartowo. Znajduje się w dzielnicy Nowe Miasto, na terenie dwóch osiedli samorządowych: Rataj i Chartowa oraz trzech parafii: św. Rocha, św. Jana Jerozolimskiego za murami oraz Pierwszych Polskich Męczenników. Po północnej stronie ulicy rozciągają się tereny rekreacyjne rozlokowane wzdłuż Jeziora Maltańskiego z Hotelem Park, torem saneczkowym, stokiem Malta Ski czy Kopcem Wolności. Zaś południowa strona to wielkie obiekty handlowe – Galeria Malta, dealer samochodowy Karlik, centra biurowe oraz zabudowa mieszkaniowa, które sukcesywne wypierają przemysł i magazyny.

Ulica arcybiskupa Antoniego Baraniaka / fot. Iwona Paszkowska

Za czasów pruskich biegła tamtędy podmiejska droga prowadząca przez Tamę Berdychowską do Bramy Kaliskiej, a dalej przechodziła w szosę prowadzącą do Kobylepola, którą po włączeniu tych terenów do miasta przemianowano na ul. Maltańską. Nazwy te w zasadzie zachowane zostały w czasie okupacji (Warthedamm/Malteserstrasse). Po wojnie patronem ulicy został zasłużony ród Mycielskich, którzy na tym terenie mieli swój majątek, jednak już w 1950 roku nadano jej imię wybitnego rosyjskiego poety Włodzimierza Majakowskiego, chętnie wykorzystywanego przez stalinowską propagandę. W 2004 roku dokonano podziału długiej ul. Majakowskiego: pierwszy jej fragment zyskał wówczas patrona w osobie arcybiskupa Antoniego Baraniaka, drugi jego poprzednika ‒ arcybiskupa Walentego Dymka, patronem trzeciego pozostał zaś rosyjski literat.

Ulica arcybiskupa Antoniego Baraniaka / fot. Iwona Paszkowska,

Wspomnieć warto, że w październiku 1979 roku oddano do użytku zmodernizowane skrzyżowanie ówczesnych ulic Majakowskiego i Zamenhofa (dziś Baraniaka i Jana Pawła II), które było pierwszym skrzyżowaniem w Poznaniu z monitoringiem natężenia ruchu. Kable wtopione w asfalt biegły do Instytutu Automatyki Politechniki Poznańskiej, gdzie znajdował się komputer analizujący napływające ze skrzyżowania dane i dostosowujący cykle świateł sygnalizacji do nasilenia ruchu. Czterdzieści lat później – w 2009 roku – zlokalizowano tutaj Poznański Węzeł Rowerowy stanowiący centrum Wielkopolskiego Systemu Szlaków Rowerowych, co doskonale obrazuje, jak zmienia się polityka komunikacyjna miasta. 

Nazwy

  • 1919-1950Tama Berdychowska
  • 1927-1950 – Maltańska
  • 1939-1945 – Warthedamm
  • 1939-1945 – Malteserstrasse
  • 1943-1945 – Mühlhausener-Strasse
  • 1946-1950 – Mycielskich
  • 1950-2004 – Włodzimierza Majakowskiego
  • 2004 – arcybiskupa Antoniego Baraniaka

Długość – 2183 m

 

Biskup niezłomny

Arcybiskup poznański Antoni Baraniak zmarł 13 sierpnia 1977 roku, do jego trumny – wystawionej w kościele Najświętszej Marii Panny in Summo Posnaniensis – pielgrzymowały wówczas tysiące poznaniaków, pragnących oddać ostatni hołd swojemu duszpasterzowi. Czterdzieści lat później – w 2017 roku – ponad osiem tysięcy mieszkańców naszego miasta podpisało się pod wnioskiem posła Bartłomieja Wróblewskiego, by uczynić go pośmiertnie kawalerem Orderu Orła Białego. Trudno bowiem wskazać człowieka, który tak bardzo jak biskup Baraniak, zasłużyłby sobie na uhonorowanie najwyższym polskim odznaczeniem.

We wsi Sebastianowo, w parafii Mchy, niedaleko Książa Wielkopolskiego, 1 stycznia 1904 roku urodził się chłopiec, jedno z jedenaściorga dzieci Franciszka Barańczaka i Franciszki z Wolskich, prowadzących niewielkie gospodarstwo rolne. Nikt z mieszkańców wsi nie przypuszczał, że ponad pół wieku później Antoś obejmie tron biskupów Jordana i Ungera, na którym wówczas zasiadał jeszcze prymas Polski Florian Stablewski.

Antoni Baraniak uczęszczał do miejscowej szkoły powszechnej. Tam dostrzeżono jego zdolności intelektualne oraz głęboką wiarę i dlatego – gdy miał zaledwie 13 lat – wysłano go do renomowanego Gimnazjum Księży Salezjanów w Oświęcimiu. Zakonnicy tak mu zaimponowali, że w 1920 roku rozpoczął nowicjat, w 1921 roku przyjął pierwszą profesję, w 1925 roku złożył śluby wieczyste, a pięć lat później został wyświęcony na kapłana.

Jego życie duchowe szło w parze z rozwojem intelektualnym. Biegle posługiwał się łaciną, niemieckim, włoskim i francuskim, studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 1927 roku skierowany został na studia do Rzymu. Obronił tam doktorat z teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim (1931) oraz z prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim (1933), który wówczas nazywał się Instytutem św. Apolinarego.

Utalentowanego zakonnika dostrzegł kardynał August Hlond, który ściągnął go z powrotem do Polski i uczynił swoim osobistym sekretarzem oraz kapelanem. Prymas Polski był wówczas arcybiskupem gnieźnieńskim oraz poznańskim i dlatego ksiądz Baraniak pojawił się w Poznaniu ‒ ówczesnym centrum polskiego katolicyzmu. Jego praca nie ograniczała się do prowadzenia sekretariatu kardynała, czynnie uczestniczył także w organizacji wielkich wydarzeń religijnych, takich jak I Synod Episkopatu na Jasnej Górze w 1936 roku czy Międzynarodowy Kongres Chrystusa Króla w Poznaniu w 1937 roku.

Po wybuchu wojny sekretarz kardynała Hlonda podążył za swym przełożonym na tułaczkę. Z Poznania pojechali do Warszawy, potem do Rzymu, następnie do sanktuarium w Lourdes (1940-1943), a wreszcie do sabaudzkiego opactwa Hautecômbe (1943-1944). Kiedy gestapo internowało prymasa (02.1944-04.1945), ksiądz Baraniak ukrył się i zabezpieczył archiwum prymasowskie. Gdy tylko kardynał został zwolniony, spotkali się i przez Paryż, Watykan, Monachium oraz Wrocław dotarli do Poznania. Pierwszej nocy ugoszczono ich na plebanii kościoła pw. Matki Boskiej Bolesnej na Łazarzu, gdzie wojnę spędził – internowany tam przez Niemców – biskup Walenty Dymek. Powróciwszy, natychmiast przystąpili do odbudowy poznańskiego i ogólnopolskiego Kościoła.

Sytuacja była niezwykle trudna, ziemie polskie znajdowały się bowiem pod sowiecką de facto okupacją, a wprowadzany ustrój zakładał, że ludzie powinni być ateistami. Rząd Polski Ludowej zerwał konkordat z Watykanem, w efekcie czego legat papieski musiał opuścić nasz kraj i odtąd to ksiądz Baraniak pełnił funkcję nieformalnego przedstawiciela papieża na Polskę. Nadzwyczajne okoliczności sprawiły, że papież mianował kardynała Hlonda arcybiskupem warszawskim, w stolicy lokując centralę polskiego Kościoła. Dlatego w 1946 roku ksiądz Baraniak opuścił Poznań, a jego miejscem pracy stał się pałac prymasowski przy ul. Miodowej w Warszawie.

W 1948 roku prymas Hlond nieoczekiwanie zmarł. Przedśmiertne zalecenia co do wyboru swego następcy powierzył księdzu Baraniakowi, ten zaś przekazał je papieżowi, który na przywódcę polskiego Kościoła powołał biskupa Stefana Wyszyńskiego. Nowy prymas uczynił rzecz niezwykłą, bo pozostawił sekretarza swego poprzednika i tak ksiądz Baraniak stał się najbliższym współpracownikiem Prymasa Tysiąclecia. Już wkrótce miało się okazać, jak trafny to był wybór.

W 1951 roku ksiądz Baraniak towarzyszył kardynałowi Wyszyńskiemu w jego spotkaniu z papieżem Piusem XII, w wyniku którego ustanowieni zostali biskupi w Gorzowie, Olsztynie, Opolu i Wrocławiu, co oficjalnie włączyło ziemie zachodnie i północne do polskiej administracji kościelnej. Wkrótce – 30 kwietnia 1951 roku – papież awansował księdza Baraniaka na sufragana gnieźnieńskiego. Ksiądz pozostał jednak w Warszawie, nadal kierując sekretariatem prymasa i będąc jego najbardziej zaufanym współpracownikiem. Współpraca ta została gwałtownie przerwana w nocy z 25 na 26 września 1953 roku, kiedy to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa wkroczyli do pałacu arcybiskupów warszawskich, aresztowali kardynała Wyszyńskiego i osadzili go w miejscu izolacji. Prymas miał nadzieję, że podczas jego przymusowej nieobecności, stery polskiego Kościoła pozostawia w dobrych rękach ‒ rękach biskupa Baraniaka. Nie wiedział, że kilka godzin później jego sekretarza także aresztowano.

Biskup Baraniak nie został jednak internowany w miejscu odosobnienia, ale trafił do najcięższego komunistycznego więzienia ‒ przy ul. Rakowieckiej na warszawskim Mokotowie. Okazało się, że władza ludowa zamierza przystąpić do decydującej rozgrywki z polskim Kościołem, zamierzając go rozbić i ostatecznie zniszczyć ‒ kluczowym elementem tego planu było złamanie biskupa Antoniego Baraniaka. Komuniści zamierzali – podobnie jak to zrobiono w Czechosłowacji, na Węgrzech i w Chorwacji – wytoczyć kardynałowi Wyszyńskiemu pokazowy proces, zohydzić go w oczach społeczeństwa i skazać na wieloletnie więzienie. Biskup Baraniak, jako najbliższy współpracownik prymasa, miał być w tym procesie głównym świadkiem, który złoży zeznania obciążające głowę polskiego Kościoła. Złamanie biskupa Baraniaka i wymuszenie na nim obciążających prymasa zeznań miało więc dla komunistów priorytetowe znaczenie. Postępowanie było osobiście nadzorowane przez najbardziej okrutną stalinowską prokuratorkę – Julię Brystygierową (wł. Lunę Prajs), dyrektorkę osławionego Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz Jacka Różańskiego (wł. Józefa Goldberga), dyrektora Departamentu Śledczego, jednego z czołowych oprawców z Rakowieckiej.

Okazało się jednak, że Antoni Baraniak ‒ drobny mężczyzna, znajdujący się w beznadziejnej sytuacji ‒jest człowiekiem o niezwykłym harcie ducha. W mokotowskim areszcie śledczym, jako „tymczasowo aresztowany”, przebywał przez 27 miesięcy. W tym czasie kaci z Rakowieckiej torturowali go niemiłosiernie, chcąc wydobyć zeznania obciążające prymasa. Na „przesłuchania” doprowadzany był 145 razy, a niektóre z nich trwały nawet kilkanaście godzin. Z akt więziennych wynika, że nad złamaniem biskupa „pracowało” 31 funkcjonariuszy UB, którzy stosowali wobec niego najbardziej wymyślne tortury fizyczne i psychiczne. Wyrywano mu paznokcie, a głębokie blizny na plecach nosił do końca życia. Pomiędzy przesłuchaniami zamykany był nago w nieogrzewanym karcerze i trzymano go tam ‒ bez pożywienia, brodzącego w lodowatej wodzie i fekaliach ‒ nawet przez kilka dni.

Gdy znajdował się na skraju wyczerpania fizycznego, trafiał do więziennego szpitala. Nawet tu nie był jednak bezpieczny, bo ze szpitalnego łóżka wywlekano go na kolejne przesłuchania. W końcu jego stan zdrowia na tyle się pogorszył, że był o krok od śmierci – stwierdzono zapalenie woreczka robaczkowego i infekcję dróg moczowych. Wówczas zwolniono go z aresztu iw grudniu 1955 roku trafił do miejsca odosobnienia w Marszałkach pod Ostrzeszowem, a potem w Krynicy Górskiej. Komunistyczne władze chciały uniknąć skandalu, jakim byłaby śmierć biskupa w ubeckiej katowni. Sądzono, że w ciągu kilku miesięcy Baraniak umrze.

W czerwcu 1956 roku na ulice wyszły tłumy poznaniaków. Rozpoczął się proces zmian, który ostatecznie doprowadził do odsunięcia stalinistów od władzy, a na jej szczyty wyniósł – w październiku 1956 roku – Władysława Gomułkę. Zaczęła się tak zwana odwilż (niestety bardzo krótka). Z internowania zwolniono prymasa Wyszyńskiego, który powrócił do Warszawy, a jego sekretarzem i kapelanem na powrót został niezłomny biskup Baraniak. Wiele lat później Prymas Tysiąclecia wspominał:

 

Biskup Baraniak uwięziony (…) był dla mnie niejako osłoną. Na niego bowiem spadły główne oskarżenia i zarzuty, podczas gdy mnie w moim odosobnieniu przez trzy lata oszczędzano. Nie oszczędzano natomiast biskupa Antoniego. Wrócił na Miodową w 1956 roku tak wyniszczony, że już nigdy nie odbudował swej egzystencji psychofizycznej. Pozostał człowiekiem drobnym, (…) choć niezwykle aktywnym, podejmującym każdy trud bez wahania. (…) O tym, co wycierpiał, można się było dowiedzieć tylko od współwięźniów. (…) Domyślałem się, że mój względny spokój w więzieniu zawdzięczam jemu, bo on wziął na siebie jak gdyby ciężar całej odpowiedzialności Prymasa Polski. To stworzyło między nami niezwykle silną więź. Wyraża się ona z mojej strony w głębokim szacunku dla tego człowieka, a zarazem w serdecznej wdzięczności wobec Boga, że dał mu tak wielką moc, iż mogłem się na nim spokojnie oprzeć. 

 

W 1957 roku, po długiej chorobie, zmarł arcybiskup poznański Walenty Dymek. Papież Pius XII powołał na jego miejsce Antoniego Baraniaka, który 2 lipca 1957 roku objął rządy w diecezji. Na to musiały się wcześniej zgodzić władze PRL, które udzieliły kontrasygnaty w przekonaniu, że wycieńczony i zniszczony podczas śledztwa biskup i tak nie będzie w stanie długo ani skutecznie wypełniać swoich obowiązków. Upór, siła i głęboka wiara arcybiskupa Baraniaka sprawiły jednak, że prowadził archidiecezję poznańską przez 20 trudnych lat.

Poznański duszpasterz był głównym współpracownikiem kardynała Wyszyńskiego w trakcie Wielkiej Nowenny, która miała przygotować Polaków do godnego świętowania tysiąclecia chrztu Polski. Po tym co spotkało go w ubeckich katowniach, nie bał się twardo walczyć o interesy Kościoła i wiernych, a zwłaszcza o zgody na wznoszenie świątyń tam, gdzie powstawały nowe osiedla i nie było możliwości świadczenia ludziom posługi duchownej. Dzięki jego staraniom 6 grudnia 1972 roku Stolica Apostolska nadała archidiecezji poznańskiej tytuł metropolitarny. Arcybiskup Baraniak przeprowadził również proces diecezjalny, w wyniku którego na ołtarze trafił bł. Edmund Bojanowski. Wyświęcił czterech biskupów oraz ponad 500 księży, a przede wszystkim zbudował fundamenty ich kształcenia, doprowadzając do powołania w 1974 roku Papieskiego Wydziału Teologicznego w Poznaniu.

Arcybiskup Baraniak angażował się także w życie Kościoła Powszechnego. Brał czynny udział w Soborze Watykańskim II, będąc w Komisji Kościołów Wschodnich, a po jego zakończeniu został Przewodniczącym Komisji Episkopatu ds. realizacji postanowień soboru w Polsce. Był autorem listów posoborowych sygnowanych przez Komisję Episkopatu Polski, z jego inicjatywy opracowany został Katechizm Nauki Soboru Watykańskiego II, on też w 1968 roku przeprowadził jeden z pierwszych synodów w po Vaticanum II, który był przy okazji pierwszym Synodem Archidiecezji Poznańskiej od 230 lat.

Antoni Baraniak zmarł 13 sierpnia 1977 roku po długiej i bardzo ciężkiej chorobie nowotworowej. Opiekującej się nim siostrze zakonnej powiedział, by nie przejmowała się jego cierpieniem, bo ból jaki sprawia mu choroba jest niczym wobec tego, co doznawał z rąk ubeckich oprawców. Arcybiskup nigdy zresztą nie opowiadał o tym, co spotkało go w X Pawilonie, ale zniszczony żołądek, odbite nerki i plecy pokryte głębokimi bliznami do końca życia przypominały o tym, co przeszedł, żeby pozostać wierny sobie, swemu prymasowi i polskiemu Kościołowi. Krótko przed śmiercią, w szpitalu odwiedził go kardynał Karol Wojtyła, który pożegnał go słowami:

 

Kościół w Polsce nigdy nie zapomni tego, co Ekscelencja uczynił dla niego w najtrudniejszym dla tego Kościoła czasie.

 

Wydawać by się mogło, że skromny arcybiskup Antoni Baraniak nigdy nie był pierwszoplanową postacią polskiego Kościoła. Jego charyzma i znaczenie są jednak niemożliwe do przecenienia. Kardynał Henryk Gulbinowicz umieścił go w gronie najwybitniejszych ludzi polskiego Kościoła czasów Polski Ludowej:

 

To była ta wielka trójka, mianowicie: Prymas Wyszyński, kardynał Wojtyła i arcybiskup Baraniak.

 

Mijający czas coraz wyraźniej uwypukla niezwykłość postaci biskupa Baraniaka. Autor książki Teczki na Baraniaka, pochodzący z Poznania arcybiskup Marek Jędraszewski, w filmie Jolanty Hajdasz Zapomniane męczeństwo powiedział, że skromny, poznański biskup miał ogromne znaczenie nie tylko dla polskiego Kościoła, ale także dla historii Polski, Europy i świata:

 

[…] gdyby nie abp Baraniak i jego nieugięta postawa, nie byłoby powrotu prymasa Wyszyńskiego do Warszawy po okresie uwięzienia, bez prymasa Wyszyńskiego nie byłoby kard. Wojtyły, a potem Jana Pawła II. Podsumowując, dzieje Kościoła w Polsce, Europie i świecie potoczyłyby się zupełnie inaczej, w sposób dzisiaj przez nas trudny do wyobrażenia. A za tym wszystkim stoi ta nieugięta, cicha postać człowieka, który się wtedy nie ugiął, nie załamał i jak mówił sam prymas – wziął na swoje barki odpowiedzialność prymasa za Kościół w Polsce.

 

Paweł Cieliczko

 

Bibliografia:

  1. Marek Jędraszewski, Teczki na Baraniaka, Poznań 2009.
  2. Katalog wystawy Da mihianimascaeteratolle. Daj mi duszę, resztę zabierz. Arcybiskup Antoni Baraniak 1904-1977, Poznań 2013.
  3. Adam Suwart, Pierwszy po prymasie, „Przewodnik Katolicki”2007, nr 39.
  4. Władze wobec Kościołów i związków wyznaniowych w Wielkopolsce w latach 1956-1970, red. Konrad Białecki, Poznań 2009.
  5. Władze wobec Kościołów i związków wyznaniowych w Wielkopolsce w latach 1970-1980, red. Konrad Białecki, Poznań 2010.
  6. Elżbieta Wojcieszyk, Najtrudniejszy przeciwnik. O arcybiskupie Antonim Baraniaku (1904-1977), „Kronika Miasta Poznania” 2016, nr 1, s. 188-198.
  7. Z więzienia na stolicę arcybiskupią. Arcybiskup Antoni Baraniak 1904-1977, red. Z. Zieliński, Poznań 2010.
  8. Stanisław Zasada, Teczki na arcybiskupa, „Gość Niedzielny” 2009, nr 28.

Filmografia:

  1. Zapomniane męczeństwo, reż. Jolanta Hajdasz.
  2. Niezłomny żołnierz Kościoła, reż. Jolanta Hajdasz.

Portret:

  1. Agnieszka Zaprzalska,

Zdjęcia:

  1. Iwona Paszkowska,

Komentarze