Czy znacie tę publikację? „Trzy Tramwajarki” to opowieść o bohaterkach Czerwca ’56

Czy znacie tę publikację? „Trzy Tramwajarki” to opowieść o bohaterkach Czerwca ’56

Opublikowany w Herstoria warta Poznania

Z okazji inauguracji Skweru Trzech Tramwajarek  Fundacja Kochania Poznania przy współpracy z MPK przygotowała specjalną publikację, poświęconą trzem do niedawna zapomnianym bohaterkom Czerwca ’56. Autorem książki jest dr Paweł Cieliczko – historyk, literaturoznawca oraz pomysłodawca skweru Trzech Tramwajarek.

 

HISTORIA HELENY PRZYBYŁEK, STANISŁAWY SOBAŃSKIEJ, MARII KAPTURSKIEJ

Helena Przybyłek

Ten słoneczny poranek okazał się ostatnim szczęśliwym i normalnym porankiem w jej życiu. Helena Przybyłek tak pamiętała chwile, kiedy po raz ostatni mogła stać na własnych nogach:

Ubowcy stali w oknach i od czasu do czasu namawiali nas do rozejścia, ale to jeszcze bardziej podniecało tłum. […] W oknie na I czy II piętrze, nad główną bramą stała kobieta. W pewnej chwili usłyszeliśmy strzały. Nie widzieliśmy skąd strzelają. Po chwili jednak zaczęli padać ranni wśród manifestantów. Ludzie zaczęli się rozbiegać i zatrzymywali się w pewnej odległości, tworząc wielkie półkole. Ale my ze sztandarami stałyśmy twardo. Raptem widzę, że wspomniana kobieta mierzy do nas z pistoletu maszynowego i niemal natychmiast prawie padają strzały. Zrobiło mi się ciepło w nogi i upadłam. Po chwili sobie uświadomiłam, że to ja otrzymałam te strzały. Bardzo krwawiłam. Sztandar się skrwawił. Pogotowie zabrało mnie na Długą. Miałam przestrzelone obie nogi. Prawa noga wisiała na skórze.

Strzały oddane do bezbronnych, młodych kobiet stojących z biało-czerwonym sztandarem wzbudziły furię zgromadzonego przed budynkiem UB tłumu. Dotychczasowa wrogość wobec tej instytucji przekształciła się w nienawiść i chęć odwetu. Mówił o tym Michał Grzegorzewicz, obrońca w procesach poznańskich. To, co się wydarzyło: „było tym, czym jest benzyna wylana na płonące ognisko. Płomień uczuć strzelił wysoko do góry, pożar rozpoczął się na nowo”.

Krótka chwila odwagi i patriotycznego uniesienia zrujnowała życie Heleny Przybyłek.

Uszkodzenie nóg było jednak tak wielkie, że lekarze byli bezradni. Miałam przestrzelone kości udowe i goleń nogi prawej oraz oderwany kawałek pięty nogi lewej. W szpitalu, jednym i drugim, przebywałam razem trzy lata. Przeprowadzono mi sześć operacji. Lekarze próbowali przeszczepić mi kość z lewej nogi do prawej – bez skutku. W końcu amputowano mi prawą nogę, a lewa pozostała kaleka. Przez cały czas pobytu w szpitalu przychodzili pracownicy UB i przeprowadzali ze mną śledztwo.

Dochodzenie w sprawie Heleny Przybyłek umorzone zostało w ramach październikowej odwilży, kobieta jednak jeszcze trzy lata spędziła w szpitalach, a kiedy wreszcie je opuściła, była inwalidką, która nie mogła liczyć na żadną pomoc.

Gdy mnie zwolniono, poszłam o kulach do hotelu na Grudzieńcu, gdzie przedtem mieszkałam. Nie wpuszczono mnie. Zawiadomiłam matkę w Uchorowie. Zanim przyjechała, przesiedziałam dwie doby w parku na ławce. […] mieszkam w Magdalenowie koło Kalisza z małą rentą, całkowicie zależna od drugich, którzy nie wszyscy są dobrzy. Jestem tu wciąż witana drwinami: „to jest ta z wypadków poznańskich!”.

Stanisława Sobańska

Stanisława Sobańska również przypadkowo dołączyła do robotniczej manifestacji, która doprowadziła ją w pobliże gmachu UB. Pozostawiła poruszający opis tych tragicznych chwil:

Naraz w oknie nad drzwiami pojawiła się kobieta. A tymczasem rozpoczęła się gęstsza strzelanina w tłum z okien gmachu UB. Ludzie zaczęli uciekać i chować się, a my stałyśmy same przy ogrodzeniu domu, naprzeciw tego gmachu. Wtedy ta kobieta, szczupła i chyba dość wysoka, bo w oknie dużo jej było widać, czarna zaczęła do nas celować. Koleżanka Przybyłek zawołała do mnie: „Uciekaj, bo ona do ciebie strzela!”. Tymczasem kule ugodziły w nogi tę koleżankę, która do mnie przybiegła z ostrzeżeniem. I upadła. Ja też dostałam w łydkę, ale to nie była duża rana. Pochyliłam się nad koleżanką: „Lucha, co ci jest, kto do ciebie strzelał?”. A ona do mnie: „Ty najlepiej wiesz, bo ty ją na oczach masz”. – „Tak, mam – odpowiedziałam – ja się będę mścić”.

Rana odniesiona przez Stanisławę Sobańską okazała się powierzchowna. W szpitalu im. Pawłowa opatrzono ją i tego samego dnia powróciła do hotelu robotniczego przy ul. Grudzieniec. Wkrótce przybyli tam ubecy, została aresztowana i przewieziona do budynku, pod którym manifestowała.

I zawieźli mnie na Kochanowskiego. Tam przeprowadzono śledztwo przez jakieś trzy tygodnie, gdzie obchodzono się z człowiekiem gorzej niż ze zwierzęciem. Człowiek nie mógł za dużo mówić. I to nie tylko bili, ale i kopali. Ja zębów nie mam, wszystkie mi powybijali. Tam było morderstwo na ziemi. […] Bito mnie czymś twardym, uderzenia były takie głuche. Może to był pręt stalowy. […] Stawiano mnie twarzą do ściany z rękoma podniesionymi i bito po całym ciele, szczególnie z upodobaniem po nerkach, tak że moczyłam się krwią.

Śledztwo przeciwko Stanisławie Sobańskiej także zostało umorzone, jednak z więziennego szpitala wypuszczono ją dopiero w listopadzie 1956 roku. Była wrakiem człowieka, zniszczono ją fizycznie i psychicznie. 

Maria Kapturska

Maria Kapturska miała tego dnia wolne, dlatego nie była ubrana w tramwajarski uniform. W granatowej spódnicy i czerwonym swetrze pojawiła się wraz z pochodem na ul. Kochanowskiego.

Ot tak wyszłam na ulicę i zagarnął mnie tłum. Nie pamiętam nic, aż do momentu, gdy trafiłam na Kochanowskiego. […] Później zauważyłam Stasię Sobańską. Szła na czele pochodu z Heleną. Wymieniały się flagą. Raz niosła jedna, a raz druga. Dołączyłam do nich.

Usłyszała ostrzegawczy krzyk Stanisława Zubera i ukryła się przed ostrzałem.

W pewnym momencie usłyszałam głos Staszka. Krzyczał – Hela uważaj. Zaczęłam uciekać. Moment później padły strzały. Zobaczyłam leżącą Helenę, nad którą stał młody chłopiec. Obok słaniała się Stasia. Obie zabrało pogotowie.

Aresztowana została 1 lipca, a oskarżono ją o to, że w dniu 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu brała udział w zbiegowisku publicznym, które wspólnymi siłami na skrzyżowaniu ulic Roosevelta i Dąbrowskiego tarasowało drogę unieruchomionymi wozami tramwajowymi i nakłaniało załogi czołgów do niewykonania ich zadań.

Po mnie też przyszli… Byli w mundurach. Zaprowadzono mnie na Wyspiańskiego. Tam było gorzej niż w więzieniu. Boże, jak oni mnie męczyli. Pokazywali zdjęcia. Chcieli, abym się przyznała. Dopiero jak byłam już tak zmaltretowana, że nie można było mnie poznać, stwierdzili ze śmiechem, że ta na zdjęciu to z pewnością nie jestem ja. Jak to się stało, że nie zostałam zabita.

W 2006 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odznaczył Stanisławę Sobańską, a także pośmiertnie Helenę Przybyłek i Marię Kapturską, Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski.

Komentarze